czwartek, 23 sierpnia 2012

Nowy lepszy smak? Mmm, pycha – Rosół z kury Knorr (producent Unilever Polska)



O tym jak koncerny spożywcze ulepszają świat. Swój świat.

Nie jestem świętoszkiem, czasem odżywiam się fatalnie. Byle szybko się napchać. Zupy zwykle robię na kostkach – tzn. nie na kościach, tylko „kostkach” rosołowych. Ostatnio najczęściej na bulionetkach, które uważam za całkiem udany produkt (ale kto wie, może niedługo również zostanie „ulepszony”). Niestety jedna bulionetka na garnek zupy to za mało, a dwie za dużo. Dlatego wymyśliłem kiedyś, że dodam połówkę kostki rosołowej, aby na sól było w sam raz. I przez pewien czas to działało. Do niedawna.

Zaledwie pół pieprzonej kostki rosołowej Knorr zepsuło mi cały gar zupy jarzynowej. Ohydny smak tłuszczu roślinnego zdominował wszelkie doznania, zdewastował smak kalafiora, ziemniaków, cukinii i papryki, i na długo osadził się w gardle. Musiałem zupę popijać wodą!

Spójrzcie tylko, z jaką bezczelnością Unilever wmawia konsumentom, że dostają ulepszony produkt.


Tymczasem jedyne ulepszenie polega na tym, że dali więcej tłuszczu roślinnego utwardzonego (zapewne oleju palmowego) i być może substancji wzmacniających zapach (który rzeczywiście przypomina bulion). Z pewnością pozwoliło to na dodatkowe oszczędności i ktoś zarobił niezłą premię.

Pozwoliłem sobie ugotować taką kostkę oddzielnie w kubku wody. Jeden łyk i wszystko wylądowało w zlewie. Nie chodzi o sól, ale o ten obrzydliwy, porażający smak tłuszczu roślinnego najgorszej jakości, który nie ma nic wspólnego z wywarem mięsnym.

Smakuje jak woda po myciu silnika okrętowego

Najśmieszniejsze jednak dopiero nastąpi. Na odwrocie opakowania Knorr serwuje nam przepis na rosół. Składniki (autentyk, nie zmyślam), oprócz 2 kostek rosołu Knorr, to: 1 kura (ok. 1 kg), 2 marchewki, 1 cebula, korzeń pietruszki i nać, mały seler, por, pieprz i sól, 2 liście laurowe, 2 ziarenka ziela angielskiego, makaron. Pytam się teraz: skoro mam wszystkie powyższe składniki, to po jaką cholerę mi te gówniane kostki Knorra? Żeby zepsuć dobry, solidny rosół? Kogoś w tej firmie całkiem pogięło.

Nie wszystko złoto co się świeci

Zło w czystej postaci

Wyrok musi być tylko jeden. Oto on:

Ocena: 1/10

Unilever ze swoim produktem trafia na czarną listę za bezczelne robienie w bambuko konsumentów i branie pieniędzy za niejadalną kostkę tłuszczu roślinnego.

==Radar==

PS. Może znacie kostki lub buliony w innej formie (np. koncentratu), które rzeczywiście smakują jak rosół? I nie piszcie, że Winiary.

12 komentarzy:

  1. Gdzieś kiedyś widziałem przepis, żeby samemu zrobić własną "bulionetkę" - gotujemy porządny rosół, odcedzamy mięso i warzywa, odparowujemy do konsystencji galarety i mrozimy w foremkach do lodu np. Raz się pobawisz jak będziesz miał czas, a będzie 100% naturalne.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja właśnie tak robię. Najpierw rosół z wołowiny, drobiu, warzyw, dużej ilości pieprzu ziarnistego, ziela angielskiego itd... Ze względu na wołowinę, "gotuje" się to (nie wrze) długo - z 6 godzin. Później odcedzam, odparowuję na bardzo małym ogniu do ok. 1/5 objętości (trwa to z 3-4h) i po wystudzeniu do zamrażarki. Jak mam czas to robię na zapas w olbrzymim garze a później kiedy chcę to mam smaczną i zdrową zupę w 20 minut lub sam gorący kubek bulionu w 3 minuty. Świetna baza na także inne zupy, np. pomidorową. Gdy tak zrobiłem pierwszy raz to stwierdziłem, że u mnie nigdy więcej nie będzie kostek "rosołowych"! Aha - te 10h gotowania nie wymaga żadnego zaangażowania, wszystko samo się gotuje. Zdarza mi się wstawić rosół na noc i iść spać :)

      Usuń
  2. Moim zdaniem sam fakt obecności tłuszczu roślinnego UTWARDZONEGO eliminuje produkt, jak widzę to w składzie to od razu odkładam na półkę, przecież to sama smierć!! Podobno zdrowszy od tego jest nawet smażony kawał tłustego bekonu...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam się. Tłuszcz w takim kawale bekonu to w większości kwasy tłuszczowe nasycone, które powinny stanowić około 1/3 spożywanych tłuszczy. Dodatkowo temperatura dymienia takiego tłuszczu jest wysoka więc smażenie mu w ogóle nie przeszkadza. Zatem jeśli coś smażyć to tylko na boczku/bekonie/smalcu - masło jeśli ktoś lubi to tylko do roztopienia i podlania, na maśle smażyć się nie powinno.

      Usuń
    2. Można smażyć na maśle, ale należy je uprzednio sklarować - po roztopieniu wybrać pianę która pływa na wierzchu. Najlepiej zrobić to hurtowo - rozpuścić kostkę lub dwie, zebrać piankę i z powrotem do lodówki. Takie masło się nie przypala. Ewentualnie można kupić masło sklarowane :)

      Usuń
  3. w Bomi(które de facto upadło) kupowałem kostki rosołowe firmy BiOoaza, kosztowały drożej, nawet dwukrotnie, od knorra, ale 0 chemii, 0 polepszaczy i rewelacyjny smak, polecam bardzo

    OdpowiedzUsuń
  4. Producent pisze żeby dodawać toto do rosołu bo są już ludzie którzy nie potrafią zjeść czegokolwiek bez polepszaczy smaku. Dla nich taka zupa z kury i warzyw nie ma smaku, dopiero jak dodadzą kostki rosołowej czy tam warzywka czy tam jarzynki zupa jest dla nich "smaczna". No i nawet nie mają świadomości czego dodają do swojego jedzenia, dla nich jarzynka to jak sól. Byłam kiedyś w takim domu gdzie mięso i makaron dla psów zostały doprawione warzywkiem.
    W kwestii kostki nie pomogę niestety, mam nędzne doświadczenie w tym względzie.

    OdpowiedzUsuń
  5. Potwierdzam, bulionetka lepsza. A ja mam w domu właśnie świeżo kupione kostki... :(

    OdpowiedzUsuń
  6. Rozumiem, że chodzi o to, żeby ugotować zupę, ale się nie zarobić.

    No to może warto zaopatrzyć się w suszoną włoszczyznę (całkiem spora paczka za kilka zł), wrzucić garść do wody, dodać ze dwa udka albo cztery skrzydełka (można lekko przesmażyć je na maśle albo oliwie) i na tym gotować jarzynową lub inną? Będzie zupa i będzie wkładka. No i nie będzie kostki :)

    Być może to jakieś rozwiązanie, myślę że w tym kontekście rozsądne.

    OdpowiedzUsuń
  7. Podobnie jak Radar,musiałam cały garnek krupnika wywalić przez tą kostkę :/
    Smak rzeczywiście paskudny i do tego pozostaje na podniebieniu.

    OdpowiedzUsuń
  8. W Anglii można w niektórych miejscach kupić specjalne paczki z "gotową" zawartością na rosół, nie ma w tym mięsa oczywiście ale są suszone warzywa, zioła itp. Gospodyni, u której gościłem używała tego jako bazy do zup i wychodziło zawsze bardzo smacznie.

    OdpowiedzUsuń
  9. "bulion wegetariański" w formie proszku w słoiku do dostania w przeciętnych marketach osiedlowych ma całkiem zacny smak no i można go dodać dowolną ilość. ja nim zasilam również sosy do makaronu itp.

    OdpowiedzUsuń