środa, 2 listopada 2011

Drugą Japonię zbudują nam sami Japończycy - w Rzeszowie otwarto Beard Papa's


Lubię inicjatywy, które pokazują, że światową ekspansję mogą podjąć nie tylko wielkie koncerny, jak w przypadku Japonii Sony czy Toyota. Beard Papa's była maleńką rodzinną firmą, kiedy w 1996 roku otworzyła swoją pierwszą cukiernię-piekarnię w Osace. Dziś ma 300 sklepów franczyzowych na całym świecie i... nadal jest małą firmą.

Beard Papa's robi... ptysie (puffs). Tak można pokrótce opisać ich wyroby. Rzecz w tym, że wokół tych ciastek tworzy się specjalną atmosferę "japońskości". Puffy są robione z najlepszych, wyłącznie naturalnych składników, są znacznie mniej kaloryczne od tradycyjnych ciastek z kremem, więc kobiety je uwielbiają. Ponadto mają różne ciekawe smaki, jak np. krem o smaku zielonej herbaty czy earl greya. Oprócz puffów w ofercie jest też ciastko na gorąco z płynną czekoladą i deser lodowy z mango.



Pierwszy polski sklepik sieci uruchomiono niedawno w centrum handlowym Millenium Hall w Rzeszowie. Niedługo powstaną kolejne dwa - w Krakowie i Warszawie. Zobaczymy, czy przyjmą się w Polsce i pojawią się również w innych polskich miastach.

Może któryś z Czytelników FFE już odwiedził rzeszowskie Beard Papa's i napisze czy mu smakowało?

==Radar==

Polska strona firmy: http://www.beardpapa.pl
O londyńskiej kawiarence Beard Papa's: http://japanexpress.blox.pl/tagi_b/70725/Beard-Papa.html

13 komentarzy:

  1. Widziałem ten sklepik. Tylko rzuciłem okiem więc nie pochwalę się wrażeniami :)

    OdpowiedzUsuń
  2. wg mnie pyszne, ale cena 5 zł za jednego puffa - zdecydowanie za dużo. Krem waniliowy przepyszny. Pomimo ceny na pewno nie raz się skusze :))

    OdpowiedzUsuń
  3. 5 złotych za jednego ptysia to dużo? Jeżeli ma być dobry, to musi kosztować, zupełnie jak "five dollar shake".

    OdpowiedzUsuń
  4. Radar jest szczęśliwy, w końcu dostaje kasę za wpisy i już nabrał ochoty do blogowania, buehehe.

    OdpowiedzUsuń
  5. śmieszny jesteś i głupi do tego.

    OdpowiedzUsuń
  6. oj tam oj tam :P sponsorowany czy nie, dla mnie to dobry news, bo w Rzeszowie czasem bywam i już wiem, że będę musiała zjeść tego puffa z kremem o smaku zielonej herbaty :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Jutro dobra okazja do spróbowania
    http://www.wp.mediaflex.pl/beardpapa/fb/fb2_adv.jpg

    OdpowiedzUsuń
  8. dzisiaj jadłam i nie powaliło mnie. Jestem wręcz rozczarowana. Czy krem ma być tak rzadki, aby się nim opaprać?, czy to błąd w sztuce?

    OdpowiedzUsuń
  9. Nasz produkt jest zawsze świeży - codziennie rano wypiekamy ciasto i robimy nadzienie (dlatego jest takie pyszne – jak słusznie zauważyłeś). Nie stosujemy żadnych chemikaliów ani starych tłuszczy. Używamy świeżego mleka, najwyższej jakości masła, śmietanę, wanilię z Madagaskaru oraz belgijską czekoladę.

    Krem rzeczywiście jest dość rzadki, ponieważ nie dodajemy do niego żadnych sztucznych substancji zagęszczających. W razie konieczności można poprosić sprzedawcę o talerzyk, ale wierzcie nam, praktyka czyni mistrza :) Już przy drugim razie, krem jest w pełni zjedzony :)

    OdpowiedzUsuń
  10. łał, to cudownie, praktyka czyni mistrza, przyjdzcie wiecej razy, przesrajcie kieszonkowe, bedziecie mistrzami, zbierzcie je wszystkie. naprawde myslicie, ze klienci sa az tak naiwni zeby sie nabrac na taka glupia gadke i ten sponsorowany wpis? iles ptysiow dostales, jestes juz mistrzem? zenada.

    OdpowiedzUsuń
  11. Witamy ponowie. :)
    Chyba należy się wszystkim czytelnikom sprostowanie – nie, nie jest to komentarz sponsorowany.
    Jesteśmy oficjalnym przedstawicielem marki Beard Papa's w Polsce.
    Oczywiście nie zamierzamy nikogo o tym przekonywać, tak samo jak nie chcemy nikogo na siłę zmuszać do polubienia naszych puffów.
    Chcieliśmy jedynie wytłumaczyć dlaczego nadzienie w puffach jest rzadkie i co się w nim znajduje. Nasi klienci mają prawo to wiedzieć.
    Jesteśmy również przekonani, że każdy komu zasmakowały nasze desery wróci do nas jeszcze nie raz, a tych, którzy słodkości po prostu nie lubią nie przekonają żadne namawiania, ale przecież nic na siłę. :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Korzystając z okazji mam pytanie do przedstawiciela w/w marki, czujnie przeczesującego sieć w poszukiwaniu wiadomości na swój temat.
    Dlaczego wymyślacie jakieś dziwne neologizmy do opisania swojego wyrobu? Jesteście siecią, której wiodącym produktem są ptysie, dlaczego więc nie używacie tej znanej i ogólnie przyjętej nazwy? W języku polskim nie istnieje słowo "puff", a bezpośrednim tłumaczeniem anglojęzycznej nazwy Waszego wyrobu (cream puff) jest ptyś (z kremem). Próbujecie na siłę wmówić potencjalnemu klientowi, że oferujecie coś niepowtarzalnego, tymczasem w tym kraju ptysia/eklera pod różnymi postaciami sprzedaje każda cukiernia, jaką miałem okazję odwiedzić.

    OdpowiedzUsuń