czwartek, 28 lipca 2011

Uwielbiam smak napalmu o poranku – Xtreme Napalm Igniter Shot (producent FA, Irlandia)


Dostałem możliwość przetestowania tego groźnie wyglądającego specyfiku dla pakerów. W tym celu wybrałem się na wyciskającą pot ze wszystkich porów wycieczkę rowerową nad jeziorko.

Dzień zapowiadał się bosko. Po prawie dwóch tygodniach deszczy na niebie wreszcie ani jednej chmurki, temperatura nieco powyżej 20 stopni. Spakowałem niewielkie zapasy (batonik, Oshee do uzupełniania płynów) i ruszyłem w trasę, nie oszczędzając się ani trochę.

Co prawda dopalacz o uroczej nazwie Ekstremalny Napalm przeznaczony jest głównie jako wspomagacz dla ćwiczących na siłowni, do stosowania przed wzmożonym wysiłkiem, liczyłem na to, że doda mi skrzydeł sił w drodze powrotnej, kiedy będę już naprawdę zmęczony po dobrych 50 km pedałowania. Cytuję opis producenta: „Składniki produktu wspomagają organizm w okresach wzmożonego wysiłku fizycznego i umysłowego. Zwiększają wytrzymałość, maksymalizują zdolność koncentracji oraz szybkość reakcji. Dodatkowo arginina w szybko przyswajalnej postaci powoduje rozszerzenie naczyń krwionośnych, lepsze ukrwienie i pozwala dostarczyć więcej składników odżywczych do mięśni, aby mogły skuteczniej rosnąć. Potężne składniki aktywne, które wzajemnie nasilają swoje działanie zostały zamknięte w łatwiej do połknięcia płynnej formie”.


No i fajnie. Z takim magicznym napojem w kieszeni będę jak Asterix i Obelix przed rozprawą z Rzymianami. Prawda?

Dotarłem nad jezioro, okąpałem się (też tak mówicie, czy to tylko my na Śląsku tacy dziwni jesteśmy?) i wio z powrotem. Nie oszczędzając się. Gdzieś 10 km przed domem byłem już lekko wypompowany, więc uznałem, że czas użyć magicznego napoju. Odkręcam, a w środku jakaś podejrzana brunatna ciecz, wyglądająca jakby po zaprószeniu ognia mogła spalić całą średniej wielkości wietnamską wioskę. 60-ml dawka w sam raz na jeden łyk. Czy też strzał, jak kto woli. Ależ to paskudne! Podobno o smaku „lemon”, ale miałem wrażenie, że biorę lekarstwo. To chyba dobrze, przynajmniej mniejsze ryzyko przedawkowania przez co ambitniejszych poszukiwaczy rzeźby (kulturalnych turystów). Zażyłem i ruszam w dalszą drogę. Nie oszczędzając się, oj nie.

Wtedy...

ZŁAPAŁEM GUMĘ!

Kapcia, kichę, flaka.


No masz ci los, jak ja uwielbiam takie zmiany planów. Zamiast ostrego sprintu czekała mnie mozolna wędrówka na piechotę. 8 km w tenisówkach ze zbyt cienką podeszwą typu slick. Nie byłem tym zachwycony, wierzcie mi.

Po jakimś kwadransie przedzierania się przez błotniste kałuże zacząłem odczuwać dziwne mrowienie skóry na twarzy, rękach i łydkach. Mrowienie to chyba nawet za słabe słowo. To było jak kłucie maleńkimi igiełkami. Nie mam pojęcia, czy tak zareagował mój organizm na tego shota, czy była to reakcja alergiczna na słońce + za dużo potu. Raczej wykluczam uczulenie na wodę z jeziora, żadnych plam na skórze nie miałem. Nic to, po kolejnym kwadransie przeszło, a ja maszerowałem i maszerowałem, i maszerowałem...

Jakichś widocznych zmian po zażyciu Napalmu nie zauważyłem. Może to wpływ autosugestii, ale szło mi się całkiem dobrze (pomijając fakt, że w połowie drogi boleśnie odczuwałem już każde ziarenko żwiru pod stopami). Nie czułem zmęczenia, wpadłem w jakiś rodzaj transu. Mam tylko wątpliwości co do reklamowanego wyostrzenia koncentracji – czułem się jakby przytępiony. Ale może to o to chodziło, zamiast myśleć o pierdołach skoncentrowałem się na osiągnięciu celu, czyli dotarciu do bezpiecznego domku, gdzie czekała na mnie ciepła zupa. To znaczy, jak ją sobie podgrzeję.

I dotarłem. W nie najgorszej formie, pomijając straszne odciski na stopach. Ile było w tym zasługi Napalmu, a ile muzyki Kvetów – nie mam zielonego pojęcia!

Uspokajam – nie zamierzam się futrować odżywkami i dopalaczami dla sportowców. Ot, pozwoliłem sobie na mały eksperyment. A może wy macie jakieś doświadczenia z takimi produktami?

==Radar==

Objętość: 60 ml
Cena: 5-7 zł (sklepy internetowe)

Ocena: 7/10

+ poręczna buteleczka
+ daje wrażenie większej wytrzymałości podczas wysiłku

- paskudny smak (choć to może być też plus)
- trudna do zweryfikowania skuteczność działania po jednorazowym zażyciu

17 komentarzy:

  1. Młodym bedąc pracowałem jakiś czas jako ochrona w sklepie typu Kerfur Ekspres i na jednej ze zmian wypiłem butelkę bodaj 1L albo 1.5L tamtejszego odpowiednika redbulla. Musze przyznać że gdy o 22 zamykałem sklep(pracowałem od 15) czułem się tak mocno nabuzowany energią, że mógłbym kolejną zmianę przepracować bez zmęczenia. Od tamtej pory ostrożnie podchodzę do takich specyfików.

    Ostatnio zaś znajomy podrzucił mi batonika z racji wojskowych USA(służy tam) i zjadłem go myśląć "bez rewelacji" potem okazało się, że ten batonik ważący nie więcej niż wafelek ryżowy miał jakieś 700-800 kalorii. Postanowiłem darować sobie obiad tego dnia ;-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Radarze, tylko Slazacy i Zaglebiacy tak mowia :) Mowimy tez (pisze w liczbie mnogiej, bo ja de domo z Sosnowca) "uprasowac" oraz "oswiecic swiatlo" :P

    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  3. "też tak mówicie, czy to tylko my na Śląsku tacy dziwni jesteśmy?"

    jesteście dziwni

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja z centralnej Polski, a mówię uprasować i okąpać się.
    Radarze, się zabiera zapasową dętkę!

    OdpowiedzUsuń
  5. Takie szoty nawet mnie nie przekonują. Jak kiedyś policzyłem całkowitą zawartość kofeiny w shocie Tigera, to wyszła taka sama jak w puszce - tylko że nie trzeba się męczyć z całą puszką tego smaku a można "walnąć" na raz. Ale to i tak w stosuje tylko gdy zamiast wyspać się przed pracą przeimprezowałem całą noc i nie mam w pracy yerba mate akurat.
    No i się można cholernie uzależnić od tego - gdy kiedyś przez dwa tygodnie pracy na pewnym zlocie dwa razy dziennie rozpijaliśmy na dwóch wielką butelkę 1.5l jakiegoś specyfiku, po powrocie podobnie, to organizm rano aż się trząsł by się napić - wtedy trzeba powiedzieć dość ;)

    Na Kujawach mówimy "przekąpać" :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Jestem z Wielkopolski i kąpię się w wannie tudzież pod prysznicem. W czasie wypoczynku nad jeziorem pływam:)

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja czasem jak piję dużo jakichś burnów etc. to normalnie czuję się bardziej ospały niż rześki.
    A w jeziorze się kąpie :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Napoje na bazie kofeiny i tauryny - bez względu na to, w jakiej formie - zwyczajnie oszukują organizm :) Taka doraźna dawka pseudo energii może się okazać zbawienna w "nagłych wypadkach" - sesja, pożar, żona rodzi - jednak wiadomo że ta energia nie może wziąć się znikąd, więc ostatecznie tak czy inaczej spożycie kończy się uczuciem zmęczenia i rozbicia trwające wprost proporcjonalnie do ilości spożytego specyfiku.

    Nie polecam uzależniać się od tego. Lepiej wypić piwko i spać spokojnie.

    OdpowiedzUsuń
  9. Radarze, odbiegając od tematu postu, próbowałeś zup firmy Profi? Takich gotowych, w torebkach, wystarczy podgrzać i jesz. Bardzo polecam grochową!

    OdpowiedzUsuń
  10. Igiełki na twarzy to zasługa za dużej, to znaczy robionej z myślą o 90kg bywalcu siłowni, a nie circa 70kg rowerzyście ilości beta-alaniny i L-norwaliny w składzie, poza tym do długotrwałych wysilków aerobowych, w porywach mieszanych ten specyfik nijak nie ma zastosowania.

    OdpowiedzUsuń
  11. nie do końca zgadzam się z przedmówcą testowałem napalm niejednokrotnie i sprawdza się nawet na basenie 2 godziny pływania non stop oczywiście najlepszy efekt daje na siłowni i nie da się go w żadnym możliwym stopniu nazwać niezauważalnym... dobrze zbilansowany skład daje takiego kopa jak pół litry z rana żulowi pod sklepem - wydziera z butów i daje efekt znacznego napompowania dzięki między innymi argininie powiem tak fajna sprawa w dni kiedy nic wam się nie chce a poćwiczyć pasuje.. wszystkim czytającym polecam zrobić kilka serii pompek zamiast siedzieć przed komputerem chyba że ktoś jest chory i nie możne się poruszać lub chce wspierać naszą służbę zdrowia
    ruch to zdrowie więc się ruchajmy

    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  12. a i dodam ze waże 93 kg prawie sucha masa mięśniowa i też mam te igiełki/ mrówki ale to normalny efekt działania betaalaniny...
    Ponadto działanie napalmu ma się nijak do redbuli i burnów inna liga..

    OdpowiedzUsuń
  13. Dobra, to jest internet, więc mogłeś puścić wodze fantazji i napisać 130kg samych mięśni. He he.

    OdpowiedzUsuń
  14. Tyko wy tak godacie! A co do XTREME NAPALM to tak jak w opisie dla ćwiczących intensywnie a Twój sport jest troszkę inną dziedziną-naturalnie też wymaga wysiłku ale jest to trochę inna forma wysiłku niż przy ćwiczeniach kulturystycznych dlatego twoje odczucia były zupełnie inne niż te których oczekiwałeś i były opisane na buteleczce. Mogę Cię zapewnić suplement ten daje radę tylko musiałbyś się udać na siłownię i poćwiczyć trochę intensywnie.
    Pozdro

    OdpowiedzUsuń
  15. Są tacy co mówią otoknąć-ale nie wiem skąd pochodzą.

    OdpowiedzUsuń