sobota, 25 czerwca 2011

Czy nowe Tesco jest extra?


Od pewnego czasu Tesco Polska intensywne inwestuje w swoją sieć. Jednym z elementów tej ofensywy jest przearanżowanie wnętrza hipermarketów i zmiana ich nazwy na Tesco Extra. Jako że sieć zaszczyciła moje miasto właśnie taką nowinką, tydzień po wielkim otwarciu wybrałem się na rekonesans. czytaj dalej

Pierwsze wrażenie jak najbardziej pozytywne. Na elewacji pojawiły się drewniane „żeberka” sugerujące, że mamy do czynienia bardziej z jakimiś dobrymi delikatesami niż pospolitym hipermarketem. Jako że po mieście poruszam się na rowerze, nie mogłem nie odnotować z satysfakcją, że znienawidzone wyrwikółki zniknęły, a w ich miejsce pojawiły się solidne kanciaste stojaki do przypinania sprzętu za ramę. W stanie przyjemnego podekscytowania ruszyłem na salony. Pierwsze kroki skierowałem rzecz jasna do depozytu (plecak to moje podstawowe wyposażenie zakupowe), którego nie było. Jednak ochroniarz bez mrugnięcia okiem zezwolił wejść z bagażem. No dobra, to tyle miłych wrażeń.

Każda zmiana w sklepie, który często odwiedzamy, wiąże się ze sporą dezorientacją. W Tesco Extra poprzestawiano wszystko dokumentnie – nic nie stało tam gdzie kiedyś. Oczywiście w ten sposób zmarnowałem w sklepie więcej czasu niż planowałem. Rzuca się w oczy wielkie stoisko odzieżowe, niestety - na moje oko, choć słabo znam się na modzie – z ciuchami kiepskiej jakości i po prostu brzydkimi. Ponadto na terenie hali znajdują się stoiska z telefonami, kosmetykami, punkt foto i optyk - każde jest inaczej urządzone i tworzy swego rodzaju osobną przestrzeń, jakby sklep w sklepie

Czym prędzej udałem się w rejony spożywcze.

Niemiła niespodzianka spotkała mnie na owocach i warzywach. Bardzo skromny asortyment, kompletny brak owoców egzotycznych, dla których zwykle przyjeżdża się do hipermarketu (krajowe w sezonie lepiej kupować na targu). Ceny nabiału i wędlin znacząco wyższe niż u konkurencji. Np. za kindziuk z BMP, który w Lidlu kosztuje ok.. 4 zł, w Tesco Extra wołają ponad 7 zł. Ser kozi, który w Auchanie widziałem za jakieś 8 zł – w Tesco ponad 10 zł. No cóż, remont musiał sporo kosztować...

W dziale ze słodyczami rzuca się w oczy marny wybór producentów. Z ciekawostek: zauważyłem serię czekolad Tesco ze znakiem Fair Trade (Sprawiedliwy Handel). Wszystkie mają ponure więzienne opakowania. Nie wiem, kto wymyślił, że słuszną skądinąd inicjatywę należy promować w tak odpychający sposób (już widzę jak dziecko woła: Tato, tato, kup mi tę czekoladę z brzydkim czarno-białym panem!). No i te ceny – 6,85 zł za zwykłą gorzką? Rozumiem, że Wedel i inni producenci kupują półprodukty wytwarzane przez niewolników, skoro ich czekolady są o połowę tańsze?

Następnie udałem się do najważniejszego punktu każdego sklepu, czyli działu piwnego. Tu fajny pomysł sklepu – kilka półek wypełnionych Raciborskim Twierdzowym pod hasłem „Poznaj produkty z naszego regionu” (czy coś w ten deseń). Pomysł super, cena wręcz rewelacyjna (2,49 za butelkę!), ale powiedzcie mi, skąd tym ludziom przyszło do głowy, żeby stawiać na półce piwo niepasteryzowane? Nie mogli wziąć pasteryzowanego Raciborskiego? Albo chociażby modnego ostatnio Miodowego? Przecież Twierdzowe musi stać w lodówce, inaczej skwaśnieje i zamiast promocji lokalnego browaru będzie kolejna porażka, bo klienci stwierdzą, że tego się nie da pić. Z regionalnych widziałem jeszcze Konstancin i Zawiercie, a także śladowe ilości Witnicy i Kormorana. Generalnie – słabo, a ceny znacznie wyższe niż w małych sklepikach.

Wpadłem jeszcze na mrożonki i wybór był całkiem spory, wpadła mi w oko nawet dawno niewidziana kukurydza w ziarnach (mrożona jest znacznie lepsza od konserwowej z puszki). Pizze bez szału, ale jedną, marki Tesco, zakupiłem.

Nachodziłem się, naoglądałem, a wydałem tylko 20 zł. Sklep wygląda ładniej, nie przypomina już takiego bezdusznego hipermarketu, w którym robi się zakupy w pośpiechu. Pojawiły się też kasy samoobsługowe. Jednak wysokie ceny i miejscami dziwnie ubogi asortyment sprawiają, że na pytanie zadane w tytule odpowiadam: nie, Tesco nie jest extra. Musi się jeszcze trochę postarać.

==Radar==

Zdjęcie główne: Tesco

9 komentarzy:

  1. Akurat dzisiaj byłam pierwszy raz w Tesco Extra (w Poznaniu).
    I jestem rozczarowana, bo spodziewałam się większego asortymentu niż w Tesco zwykłym, w którym robię zakupy na co dzień.
    Nowszy estetyczny wystrój to dla mnie za mało, żeby robić rozgraniczenie na Tesco Extra i zwykłe. Jedna sieć i naturalne drobne różnice między oddziałami.

    OdpowiedzUsuń
  2. To nie jest żadne "przaranżowanie hipermarketów" tylko launch nowego konceptu/formatu sklepów będących odpowiedzią na delikatesy. Człowieku jak coś piszesz to zadbaj aby to było jako tako prawdziwe i rzetelne...

    OdpowiedzUsuń
  3. nazywaj to sobie jak chcesz, dla mnie to jest przestawienie regałów, podwyższenie cen i zmiana logo, nic więcej. człowieku, yoł, man.

    OdpowiedzUsuń
  4. Tesco ssie, robię tam zakupy tylko dlatego, że mam po drodze z pracy. Wolę inne bieda-sklepy. Zgadzam się z autorem tekstu w 100%.

    Fajny ten blog :)
    Pozdrawiam,
    Piotr

    OdpowiedzUsuń
  5. Zgadzam się z Radarem, przestawienie regałów i dodanie kiczowatych ozdobników nie robi z marketu delikatesów.

    Osobiście nic do Tesco nie mam, bo bywam tam od święta ale raczej nic nie zmieni faktu, że to raczej kiespki sklep z idealnie pasującym hasłem "dużo, tanio, tesco".

    OdpowiedzUsuń
  6. Skoro sklep powstaje w tym samym "lokalu" to trudno tu mówić o "nowym koncepcie", logo i przestawianie półek to za mało. W realu niedawno też była rewolucja, wszystko do góry nogami tylko po to żeby klient łaził przez cały sklep i kupił przy okazji parę drobiazgów.

    Nie rozumiem tego... czy w ciągu ostatnich kilku lat zasady i zachowania ludzi zmieniły się tak bardzo, że trzeba każdy dział w innym miejscu dać?

    Guzik!

    OdpowiedzUsuń
  7. Nie znoszę nowego Tesco. Zaglądam do niego tylko kiedy muszę. Nie ma w nim absolutnie nic, oprócz ogromnych przestrzeni, które trzeba przewędrować, żeby zrobić zwyczajne spożywcze zakupy. Poza tym jest drożej i asortyment jest dużo uboższy niż był przed remontem. Wolę L'eclerca i zwykły rynek.
    AZ

    OdpowiedzUsuń
  8. autor lipa,bo jak sie je mrozonki i zapija piwem,to i koment,już nie mówię o atrykule najwyszych lotów.Nawet swojego nazwiska się wstydzi.

    OdpowiedzUsuń
  9. A jak myślicie, czy amerykańska kuchnia to jest to? Moim zdaniem nie ma niczego, co mogłoby rywalizować z amerykańską żywnością. Koniecznie zerknij sobie na stronę restauracji roadamerican - z pewnością wam się spodoba. Ja uwielbiam jadać tam obiady, bywam z rodziną i z dziewczyną. Warto.

    OdpowiedzUsuń