niedziela, 22 maja 2011

Makaron po tajsku z sosem słodko-kwaśnym (producent nieznany, Tajlandia; dystrybutor Lidl)


Zawsze chciałem jak bohaterowie amerykańskich filmów zjeść chińszczyznę z tekturowego pudełka.

Marzenie mogło się ziścić dzięki pozostałościom po Tygodniu Azjatyckim w Lidlu. Z kilku smaków sosu do wyboru zdecydowałem się na bezpieczny słodko-kwaśny. Miło zaskoczyła mnie informacja, że danie rzeczywiście przyjechało z Tajlandii (choć mam podejrzenie, iż składniki pakowano już w Europie). Nieco zmartwiło, że jest przeznaczone do podgrzania w kuchence mikrofalowej – której nie posiadam. Ale jakoś udało mi się to obejść.

W tekturowym pudełku znajdują się dwie torebki, jak na zdjęciu poniżej:


W jednej makaron w postaci długich wstążek, w drugiej sos. Według przepisu oba składniki należy przełożyć do pudełka, wymieszać i wstawić do mikroweli na 2-3 minuty. Ze wspomnianego już powodu braku tego ustrojstwa w mojej kuchni musiałem improwizować. Makaron wrzuciłem do garnuszka i polałem sosem. Po podgrzaniu, zbity w pięść makaron zaczął się od siebie odklejać, ale i tak mieszając trochę go uszkodziłem, przecinając niektóre wstążki. Taki los. Po kilku minutach takiej akcji byłem gotowy, by przerzucić wszystko z powrotem do filmowego pudełka. O tak:


Jakoś mało tego wyszło. Może i dobrze, bo w smaku było takie sobie. Makaron jak najbardziej w porządku, elastyczny, smaczny, ale sos nie przypadł mi do gustu. Sporo ananasa, do tego kilka kawałków kasztana wodnego, który nadał mu charakterystycznego posmaku. Nie potrafię go nawet opisać – kojarzy mi się z apteką albo zapachem w gabinecie dentystycznym. Całość doprawiona imbirem, ale zupełnie nieostra. Tajowie zrobili taki łagodny sos chyba specjalnie dla Europejczyków, przez to wyszedł nieco mdły.

Zjadłem, nie otrułem się, ale na więcej nie mam ochoty. Może próbował ktoś z was innych sosów?

==Radar==

Waga: 330 g
Cena: 5,99 zł

Ocena: 5,5/10

+ egzotyczne składniki
+ dobry makaron
+ fajne pudełko

- mdły sos
- maleńka porcja
- bez mikrofalówki lepiej nie podchodzić

16 komentarzy:

  1. Danie wyglądające podobnie jak potrawy z bardzo drogiej (jak na rozmiar porcji) restauracji wok to walk (lub podobnie).
    Tylko że tam cena za taką porcję zaczyna się od 19zł za jeden składnik (mięsny,rybny, et cetera) dodatkowo ponad makaron.

    OdpowiedzUsuń
  2. Dzięki za opis - z całej półki tygodnia azjatyckiego skusiłem się jedynie na (jakby nie patrzeć - bodajże najbezpieczniejszy produkt) chipsy słodko-kwaśne. Z oryginalnym, tajskim smakiem nie miały nic wspólnego, za to były naprawdę grube i miały smak chrupek z lat 90tych o kształcie małych hamburgerów, których nazwy niestety zapomniałem. Ot takie miłe wspomnienie w najmniej oczekiwanym miejscu ;)
    Makarony mi nie podeszły, może zajrzę do Lidla na Andersa, jak będzie tydzień francuski.
    pozdrawiam
    urb

    OdpowiedzUsuń
  3. Radar,
    zjedz proszę nadziewane ślimaki z Lidla :P.
    I przestań myśleć o zamknięciu bloga!

    OdpowiedzUsuń
  4. Jadłem smak bodajże "green curry". Wygląd był odrzucający (kolor zieleni jak zgniła trawa :P ). Sos był nawet ostry, ale smak mi jednak jakoś nie podszedł. Jedyne słowo jakie mi przychodzi na myśl, żeby określić smak tego czegoś to "dziwny". Dla mnie 5/10 ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Sama nazwa ,,słodko-kwaśny'' sprawia, że trzymam się z dala od produktu...ten smak kojarzy mi się ze zgagą ; ))

    Chciałabym zaproponować do zrecenzowania Paelle z Frosty - dzisiaj spróbowałam i byłam naprawdę pod wrażeniem. Zniknęły wszystkie moje obawy co do owoców morza ; ) Naprawdę polecam

    PS Dodaję do obserwowanych!

    OdpowiedzUsuń
  6. ja kupiłam sosy do potraw z woka - curry i ostro kwaśny, szczególnie ten pierwszy przypadł mi do gustu, mimo ze nie jestem wielką fanką curry. możesz sobie Radarze przyrządzić ten żółty z kurczakiem, dodając jeszcze nieco pieprzu - jeśli lubisz naprawdę ostre jedzenie :)

    poza tym w poprzednich tygodniach azjatyckich bardzo mi zasmakowały chrupki ryżowe, różne kształty i smaki w jednej paczce, ale tym razem chyba już ich nie było, albo zmienili im opakowanie.

    OdpowiedzUsuń
  7. http://www.lidl.pl/cps/rde/xchg/lidl_pl/hs.xsl/index_10903.htm

    o, te właśnie chrupiące cuda bardzo mi smakowały. wyjątkowo niechemiczne i oryginalne w kształcie oraz smaku :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Miałem okazję jeść dwa pozostałe - curry i chyba z trawą cytrynową, o ile mnie pamięć nie myli. Niewiele ma to wspólnego z tajską kuchnią - w końcu eksplodującą kilkoma smakami naraz i zachwycającą, a wręcz orgazmiczną. W przypadku tych tutek nic nie eksplodowało i równie dobrze mógłby to sprzedawać Knorr jako nudelki babuni - nikt by się nie połapał. Na tajskie jedzenie - do Taja (albo do Tajki), ale nie do Lidla :)

    OdpowiedzUsuń
  9. ziuuuu, te azjatyckie chrupki są w moim lidlu w normalnej ofercie więc sprawdź między chipsami.Poza tym coś podobnego(oczywiście nie lidlowego) można czasem kupic w innych sklepach.

    OdpowiedzUsuń
  10. Mój chłopak jadł ten makaron w wersji z sosem Satay, gdyby nie ta cena za małą porcję wykupiłby wszystkie, tak mu posmakowało.

    OdpowiedzUsuń
  11. Jak dla mnie to takie sobie , po skończonym posiłku miałem posmak metaliczny.

    OdpowiedzUsuń
  12. No jak jesteś głodny to zjesz wszystko :) moja punktacja 3/10

    OdpowiedzUsuń
  13. podzielam ostatni komentarz- nawet jak na wielbicielkę różnorodnych smaków to było średnio zjadliwe... smak sosu Curry uszedł jeszcze - ala konsystencja i smak makaronu fatalny,a do tego jedna skejona bryłą połączenie tego z sosem tragedia

    OdpowiedzUsuń
  14. Czy ktoś może mnie uświadomić i powiedzieć, że to się na pewno je z kartonowego pudełka? I że nie przecieka, nie przemacza się?

    OdpowiedzUsuń
  15. WYJĄTKOWO NIEDOBRE

    OdpowiedzUsuń