czwartek, 24 lutego 2011

Czy zakupy w dyskoncie to obciach?


Dziwne jest w ogóle zadawanie takich pytań na tym blogu, ale ostatnio parę razy przeczytałem i usłyszałem, że owszem, dla niektórych to jest problem. I to mnie zaintrygowało.

[Jeśli nie potrafisz przeczytać więcej niż dwa akapity tekstu i zaraz lecisz na Wykop poskarżyć się, jakim to cwelem jest Radar, to jesteś właśnie tym, o kim mowa w drugim akapicie - warszawskim głąbem].

Była na przykład informacja w radiowej Trójce na temat ekspansji dyskontów na rynku detalicznym -  wiadomo, jest ich coraz więcej, nic odkrywczego. Reporter podłapał temat i wyszedł na ulice jedynie słusznego miasta stołecznego Warszawy, by zapytać tzw. statystycznego Kowalskiego: CZY ROBIENIE ZAKUPÓW W DYSKONTACH TO ZUO?

I wyobraźcie sobie, że te warszawskie głąby naprawdę uważają chodzenie do Biedronki czy innego Netto za czynność wstydliwą! Podrążmy temat. Poniżej dwa komentarze do posta na pewnym blogu:

„Ja nie kupuję w Biedronce, bo to sklep dla biedoty. Tam towar na posadzce leży (byłem kilka razy). Można oczywiście powiedzieć, że to snobizm, ale w Tesco jakoś mogę wytrzymać - choć też nie kupuję w tym sklepie - lecz poziom Biedronki to dno. Nie do obrony. A już pokazanie się w publicznym miejscu z reklamówką od Biedronki jest dla mnie nie do pomyślenia”.

„Nie mam do nich zaufania i obawiam się o jakość produktów. Dużo chemii, konserwantów itp. W końcu niska cena skąd się bierze...”

I co powiecie na takie argumenty?

Fajnie opisano podział na klientów gorszych i lepszych w reportażu Gorzki smak piwa VIP. Jak się okazuje, istnieje pewien rodzaj zakupowego snobizmu. Są ludzie, którzy za nic w świecie nie wejdą do „Biedy”, a zakupy robią w Almie albo innych delikatesach. Nieważne, że przepłacają dwukrotnie za ten sam produkt (ładniej zapakowany, fakt). A może właśnie ważne - w ten sposób pokazują swój status społeczny. A także swoją głupotę.

Uwielbiam ten kawałek:

Idziemy po papier toaletowy Regina (12 zł za dziewięć rolek).
- Najlepszy na świecie - mówi Tomek. - Cztery warstwy, air system technology.
- Co?
- Nie znam szczegółów, ale starczy popatrzeć na powierzchnię.
Papier ma wytłoczone małe romby.

Ja nigdy nie miałem problemu z dyskontami. Czasem obserwuję klientelę takich sklepów. Owszem, żuleria się trafia, ale to zależy od okolicy, w jakiej stoi sklep. Śmierdzącego lumpa nikt z Biedronki nie wyrzuci, podczas gdy z lśniącego czystością centrum handlowego pewnie szybko zostanie wykopany przez dzielnych panów ochroniarzy. Ale widuję też w Biedronce tzw. białe kołnierzyki, z torbą na laptopa w ręce. Kogo jeszcze? Wszystkich. Emeryci, matki z dziećmi, dzieciarnia, studenci. Wszyscy tu są. Może niektórzy czują się trochę skrępowani. Albo spoglądają takim wzrokiem, jakby chcieli dać do zrozumienia, że znaleźli się tu tylko przez przypadek.

Dziwi mnie trochę to pozerskie obruszenie, które pojawia się u niektórych ludzi zapytanych o to, gdzie kupują podstawowe produkty spożywcze. Z czego to wynika? Może z pokutującego wciąż przekonania, że dyskont to taki sklep, w którym towary leżą na podłodze, jest ogólny burdel, nie ma dobrych jakościowo towarów, że to taki rodzaj bazaru pod dachem? A przecież wiemy doskonale (my, świadomi konsumenci), że tak już od dawna nie jest. Dyskonty przez te kilkanaście lat od ich debiutu w Polsce zmieniły się znacząco. Coraz bardziej przypominają zwykłe sklepy samoobsługowe. Mają coraz lepszy asortyment, wyglądają nie gorzej od tych „drogich”.

Czy zatem zakupy w dyskoncie to obciach? Moim zdaniem nie. Ale wiecie, ja nie jestem z Warszawy.

==Radar==

Małe wyjaśnienie
Jeśli poczułeś/aś się urażony/a określeniem "warszawski głąb", to śpieszę wyjaśnić, że chodziło mi tylko i wyłącznie o osoby wymienione w drugim akapicie - czyli uznające kupowanie w dyskontach za dyshonor (he, he) - a nie wszystkich warszawiaków cuzamen do kupy (jeśli nie wiesz co to znaczy, znaczy, że jesteś warszawiakiem). Nie muszę więc Cię przepraszać, bo tak naprawdę obraziłem tylko paru żałosnych buraków (patrz: wyniki ankiety). Do których przecież nie należysz.

Jeśli ktoś uważa, że mam kompleks na punkcie W-wy, to się myli. Ja po prostu nie lubię tego miasta i jego przereklamowanego bohaterstwa. Nawet stadem koni mnie tam nie zaciągniecie.

Dziękuję za uwagę. Zdrówko. Komentarze odblokowane. R.

70 komentarzy:

  1. Sklep jak sklep ;]

    OdpowiedzUsuń
  2. Za to ja jestem z Warszawy, proszę nas tu nie oskarżać o bycie burżuazyjnymi bucami, z tym do sąsiadujących Konstancina-jeziornej i Piaseczna, których mieszkańcy nazywają się "Warszawiakami" :D
    Sam kupuje najczęściej w dyskontach i szczerze czuję satysfakcję, gdy w Lidlu, czy w Biedronce znajdę artykuł, który mimo niższej ceny jest lepszej jakości niż w tych "droższych" sklepach. Tak więc - dyskonty na tak!

    OdpowiedzUsuń
  3. Wygląda na to, że Warszawiacy swoim nastawieniem przypominają rodowitych Brytyjczyków. W Wielkiej Brytanii podział "kastowy" jest bardzo wyraźny i tam, jak najbardziej, przejście się przez miasto z torbą z Netto, postrzegane jest jako zachowanie należące do niższych sfer. Jak dla mnie to oczywiście głupota. Ale cóż ja tam wiem, student i to w dodatku nie z Warszawy. Ciekawy post, jak wszystkie zresztą ;-)

    OdpowiedzUsuń
  4. Hm. Ten problem dotyczy mnie, ale z obu stron! Należę do klientów z Biedrony tych z "górnej półki"... raczej NALEŻAŁEM. Wstyd mi było, gdy w kolejce do kasy miałem Coca Colę, Persil, "świeży" Ananas czy papier Regina, pastę do zębów Bledamed a za mną w kolejce Pani czy Pan z Vivatem, czy innymi towarami m-ki Biedrona. Niedawno obcięto mi pensję o 1,5 tys zł.m-c (co nie jest dla mnie tragedią) jednak zmusiło mnie to do kupowania tańszych produktów i znowu mi... WSTYD! Czas się wyzbyć "kompleksów"!

    OdpowiedzUsuń
  5. 1. Ten artykuł z Wyborczej, który cytujesz jest mega nienaturalny - widać gołym okiem, że ten "wywiad" i postaci jego udzielające są wymysłem redaktora... cytować to jako czyjąś wypowiedź (jeszcze pewnie przypiszesz to warszawiakom) to jakaś masakra.

    2. Racją jest, że jedzenie w dyskontach nie jest zbyt zdrowe. Sam kupuję w Lidlu (mam blisko) ale tylko wybrane produkty na zasadzie w sumie uzupełnienia bo głównej swojej diety bym nie oparł o to co tam serwują. Tam po prostu nie ma zdrowej żywności, którą preferuję (brakuje produktów sojowych, wegetariańskich, organicznych, z innego niż krowie mleka, jaj z wolnego wybiegu etc.).

    No i nie uważam robienia tam zakupu za obciach - sklep jak sklep - generalnie w ogóle sztuczny problem wywołany przez dziennikarzy, którzy lubią szczuć jednych na innych (i z Tobą im się udało - masz coś do Warszawy? to tylko i wyłącznie twój problem).

    OdpowiedzUsuń
  6. ^^ czytaj mi z ust: I-R-O-N-I-A
    a może to właśnie Twój problem?

    OdpowiedzUsuń
  7. ludziom się w dupach poprzewracało od nadmiaru pieniędzy. gdzie się człowiek nie rozejrzy, tam dookoła snob za snobem. trzeba być kretynem, żeby zapłacić za filet z kurczaka ponad dwadzieścia złotych, zamiast 14 w Lidlu. wcale nie wstydzę się tego, że bytują na dyskontach, promocjach itd. na studiach zdobyłem odpowiednią wiedzę żeby nie dać się robić w bambuko. unikam produktów przesadnie konserwowanych oraz z większą ilością chemii niż jest to konieczne. przy wyborze wędlin stosuję jedną zasadę - ma być naturalnie. beż mięsa drobiowego oddzielonego mechanicznie (MDOM), dodatku różnych hydrokoloidów i substancji wiążących wodę w celu poprawy wydajności. dotyczy to tych tańszych wędlin głównie, tzw. wysokowydajnych i z małym udziałem mięsa (powtarzam MIĘSA, bo MDOM to nie mięso z definicji). nie można sprzedawać oryginalnej sopockiej w cenie 12 zł za kg jeśli surowa polędwica wieprzowa kosztuje około 20 zł/kg, a gdzie koszt przetworzenia, kompensacja ubytku masy w procesie produkcji spowodowany utratą wody itd. wtedy właśnie na scenę wkraczają wyroby wysokowydajne, które są napchane wodą, bo jej dodatek jest najtańszy z ekonomicznego punktu widzenia, a każdy jej gram to czysty zarobek dla producenta. wracając do istoty sprawy - produkty w dyskontach niczym nie odbiegają od tych w markowych, drogich marketach czy delikatesach. jeśli komuś się wydaje, że produkt ładniej zapakowany jest lepszy (mimo identycznego składu) to jest po prostu kretynem i nie należy z nim dyskutować, bo on i tak zdania nie zmieni. należy mieć zwyczajnie wyjeba** na takich ludzi. widocznie zakupy w almie są kolejnym składnikiem lansu, zaraz po bywaniu w drogich klubach i restauracjach, bujanie się po mieście fancy carami w drogich ciuchach, z kanapką w Subwayu i kubkiem kawy z Starbucks'a... Boże widzisz, a nie grzmisz.

    OdpowiedzUsuń
  8. oczywiście nie można sprowadzać wszystkich produktów do jednego worka itd. podam tylko taki jeden, namacalny przykład - sklep Biedronka. parówki w Biedronce produkowane są pod jakimś tam dziwnym logo przez zakład w Morlinach (gr. Animex) w cenie 3 zł. Takie same parówki kosztują w każdym markecie 5 zł, opakowane w oryginalne opakowanie z Morlin. to po prostu miałem na myśli mówiąc, że produkty dyskontowe wcale nie różnią się jakością od reszty.

    OdpowiedzUsuń
  9. Osobiście pierwszy raz usłyszalam o tym "obciachu" z tego artykułu, mam znajomych duuużo zamożniejszych ode mnie, którzy kupują w Biedronce bo mają blisko i jest tam co kupić, i w życiu im do głowy nie wpadło, że to jakaś ujma. Często produkty nie różnią się niczym oprócz opakowania, więc płacenie więcej to frajerstwo a nie wyższa sfera ;)

    OdpowiedzUsuń
  10. @Anonimowy, brak niektórych produktów

    ale akurat pod tym względem jest coraz lepiej, powoli, ale coraz lepiej: w Biedronce jest mleko sojowe i twarożek BIO ("z upraw ekologicznych"), w Lidlu jajka z "1", mleko sojowe chyba też. szału nie ma, ale lepsze to niż nic.

    OdpowiedzUsuń
  11. Najbardziej mnie śmieszą ludzie kupują najdroższy papier toaletowy, wytłaczany, mięciutki, pachnący... a potem się tym podetrą i wywalą... totalny bezsens wg mnie. Moim jednym wymaganiem odnośnie papieru to żeby nie drapał, reszta to już naprawdę wszystko jedno, owijać się w niego nie będę ;P

    OdpowiedzUsuń
  12. Misiek. a nie przyszło Tobie do głowy, że niektórych ludzi na to STAĆ?! Mnie też nie zależy, czy kupię "piersi z kurczaka za 14 zł czy za 20 zł. Dla mnie to TYLKO 6 zł różnicy! A 4km różnicy! Nie mierz wszystkich swoją miarą! Są na tym świecie ludzie, dla których 6 zł to przysłowiowe "grosze", nie warte zachodu. I wcale mi się z tego powodu "w dupie nie poprzewracało" - po prostu mi się nie chce stać 10 minut w kolejce w Biedronie do kasy...

    OdpowiedzUsuń
  13. nie jestem z Wawy, ale teraz tam mieszkam i bywam w różnych sklepach. w Biedronie i Lidlu zawsze tłumnie ;)

    OdpowiedzUsuń
  14. Osobiście nie widzę nic złego w kupowaniu w dyskontach, mam nawet reklamówkę z logo biedronki, z którą paraduje na zakupy. Zarabiam całkiem nieźle(o ile to możliwe w Łodzi) i mógłbym robic zakupy w Almie czy innych "burżujskich" sklepach ale zwyczajnie lubie większośc towarów z Lidla i Biedronki. Swoją drogą Łódź to biedne miasto i raczej nikt nie patrzy się krzywo na dyskontowiczów. Moi znajomi i rodzice w większości także robią tam zakupy - piszę "w większości" bo znam kilku matołów kupującyh 3 parówki w ALmie za 6 złotych bo tak jest bardziej dżezi.

    Co do artykułu o "Biedzie" i "Biedrze" to uważam, że jego autor jest w jakimś stopniu upośledzony bo nawet wymyślonych tekstów nie umie napisać tak by brzmiały realistycznie. Smutne to trochę.

    OdpowiedzUsuń
  15. A ja poznanianka.
    To wręcz zobowiązuje do zakupów w dyskontach ;)

    OdpowiedzUsuń
  16. Zauważyłem że klientela dyskontów w dużym stopniu zależna jest od lokalizacji. W mniejszych miastach i większych osiedlach do Biedronki chodzi "każdy" - i pan z teczką i pan żul.
    Ostatnio w Kłodzku otworzono, jak dla mnie ewenement: biedronkę w centrum handlowym pod miastem (jakieś 4km od centrum, przy drodze krajowej) klienci głównie zmotoryzowani, jadą do pobliskiego kina, galerii, dyskont sąsiaduje z hipermarketem. Sklep jest nowy, czysty, przestronny, nie czuć "dyskontowości" - palety są ładnie rozstawione i kartony usuwa się szybko, ekspozycja lepsza niż we wspomnianym cerfie.

    OdpowiedzUsuń
  17. Nie widzę w tym żadnego obciachu, ale dobrze rozumiem ludzi, którzy wybierają droższe sklepy od tańszych.
    Prawdą jest, że często (ale nie zawsze) niska cena jest wynikiem słabej jakości produktu. Ludzie chcą wydawać jak najmniej, więc producenci muszą kombinować, jak najtaniej stworzyć produkt.
    Tanie kurczaki w markecie to zazwyczaj sztucznie 'napompowane', ściśnięte w klatkach kury.
    W Polsce jeszcze nie jest z tym tak źle, ale Stany są najlepszym przykładem.
    Najtańsze jedzenie to najgorsze żarcie, dla przykładu McDonald's. Jest tam menu za 1$, czyli to tak, jakby w Polsce hamburger kosztował 1zl.

    Właśnie w Stanach nabrałam dużej niechęci do marketów, odpowiedników polskiego Tesco/Biedronka (nie widzę różnicy między tymi dwiema sieciami).
    Ludzie których stać i którzy zwracają uwagę na to co jedzą kupują coraz więcej w marketach organicznych lub z produktami droższymi, lepszej jakości.
    Najdłuższe kolejki są właśnie w tego typu sklepach, a nie "Biedronkach".
    Mówię tu o Nowym Jorku czy San Francisco, bo w środku Stanów ludzie nadal jeżdzą do Walmartów i kupują 3kg majonezu za 2.99;).

    Także zakupy w Biedronce nie są powodem do wstydu, ale im bardziej będziemy chcieli ciąć na cenach (a to nieuniknione), to jakość produktów będzie się pogarszać i pogarszać...
    Mówię tu głównie o jedzeniu, bo wydawanie pieniędzy na zapachowy papier toaletowy uważam za bezsens. Ważne, żeby nie był za cieńki i żeby nie trzeba było zużywać pół rolki na jedną wizytę w toalecie, bo później się okazjuje, że jednak wydaliśmy więcej;)).

    I jeszcze jedno o czym już ktoś powyżej wspomniał.
    Jeśli kogoś stać i nie musi liczyć każdego grosza, to dlaczego nie może sobie pozwolić na większy luksus? Niektórzy może wolą przepłacić dla ładniej wyglądającego słoika, albo wydać więcej, żeby nie stać w dłuższej kolejce. Oczywiście te (z punktu widzenia osoby biedniejszej) bezsensownie wydane pieniądze możnaby przeznaczyć na znacznie szlachetniejszy cel...No ale cóż... każdy odpowiada za własne życie, pracuje na swój sukces i nie powinniśmy mu zaglądać do portfela i wyrażać krytykę z powodu tego, na co wydaje pieniądze, bo gdybyśmy sami mieli tyle pieniędzy, to postępowalibyśmy podobnie.

    OdpowiedzUsuń
  18. P.S. Przejrzałam resztę Twojej strony i podoba mi się, będę wracać. Fajny pomysł na bloga, a przez to, że pokazujesz produkty z polskich sklepów mogę zobaczyć co się dzieje na półkach naszych supermarketów. Nie byłam w nich od 1,5roku, od tamtego czasu zmienił się mój punkt widzenia i wiedza na temat jedzenia, ale temat kuchni jest mi bardzo bliski.

    OdpowiedzUsuń
  19. Lepiej dopłacić i nie musieć patrzeć na biednych, chorych, albo starych ludzi.

    Nie wydadzą mi też pieniądza, który będzie jakiś obleśnie usmarkany, bo pan żulik miętosił go najpierw pół doby.

    Albo spoglądać na mnie będą wielkimi oczyma, dlaczego jestem na zakupach ubrany w garnitur. Albo spojrzą z niechęcią, polaczkowatością (przejawia się nawet w komentarzach powyżej!), że jak ktoś woli droższe, to frajer z niego.

    Założę się, że w sezonie zimowym można też się narazić na infekcję kilkukroć częściej, niż w droższych sklepach. Chorzy starzy biedni ludzie przychodzą. Tak, dlatego unikam też komunikacji miejskiej.

    Tesco dostaje bonus i rozgrzeszenie za tryb 24h, chociaż jeśli nie potrzebuję akurat patelni o 3 w nocy, to wolę małe zakupy na orlenie.

    DLA MNIE dyskonty są fuj. A ci, którzy twierdzą, że to te same towary z innymi opakowaniami polecam którąś z "wykopowych" dyskusji - często jednak morliny i morliny to nie to samo..

    Piss

    OdpowiedzUsuń
  20. Ja tam robię zakupy gdzie mam akurat bliżej :)
    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  21. sonda nie pokazuje wyników

    OdpowiedzUsuń
  22. @autor - jak to była ironia to jednak za słabo ją zaznaczyłeś albo ja jakiś tępy jestem :-) mniejsza z tym

    @jeden dwa - no właśnie z tym brakiem produktów jest niestety dramat - bardzo byłoby mi wygodnie kupować tylko w Lidlu gdyż jak napisałem mam po drodze. Niestety dla mnie nie da się ponieważ nie jestem w stanie tam kupić tego co potrzebuję (napisałem co kupuję). Dlatego w Lidlu kupuję okazjonalnie, a normalnie kupuję w droższym sklepie, w którym mam wszystko w jednym miejscu.

    W Lidlu nie ma mleka sojowego ani praktycznie żadnych tego typu produktów, jajek jest jeden rodzaj tylko i nie są z wolnego wybiegu.

    Co kupuję w Lidlu to chemia gospodarcza, rzeczy typu musli (tzn. sam sobie komponuję czyli podstawowe płatki, orzechy, bakalie, figi, śliwki itd.), niektóre sery mają fajne (np. pleśniowe czy mozarella) oraz często dobre tematyczne promocje (np. ostatnio była mega żurawinka, jak był azjatycki to liczi, pędy bambusa itd.).

    Jednak dyskont to jest dyskont - jest jakościowo gorszy pod względem asortymentu i to bym nazwał "obciachem" w sensie, że przez to (słaby asortyment) nie robię tam zakupów często.

    OdpowiedzUsuń
  23. Zakupy w dyskoncie dla ludzi biednych, najczęściej z blokowisk.

    Zauważyłem wśród moich znajomych, że największa grupa kupująca w hipermegaklepach to mieszkańcy blokowisk. To właśnie dla tej grupy powstały tego typu fabryki, zawsze maja blisko do mieszkania. Czy to ludzie biedni? Tak, ale nie zawsze materialnie. Nikt nie zastanawia się że robiąc zakupy popiera niewolnictwo (niskie płace dla pracowników i ciężka forma pracy szczególnie dla kobiet ) oraz że niszczy polski przemysł i rolnictwo na rzecz dorabiania obcego kapitału. Kupujący to ludzie, którzy cieszą się z samej formy zakupu pomijając jego jakość a ta jest najczęściej bardzo kiepska. Zakupy w tych miejscach pokazują prawdziwą wartość „polaczków” dla których nie liczy się jakość, społeczna solidarność oraz losy gospodarcze naszego kraju.

    Tak! Zakupy w dyskontach są dla ludzi biednych, niekoniecznie materialnie.

    OdpowiedzUsuń
  24. "Nikt nie zastanawia się że robiąc zakupy popiera niewolnictwo (niskie płace dla pracowników i ciężka forma pracy szczególnie dla kobiet ) oraz że niszczy polski przemysł i rolnictwo na rzecz dorabiania obcego kapitału."

    A gdzie ma kupować? W małych osiedlowych sklepach, gdzie są produkty dużych, ogólnoświatowych koncernów a sprzedawczyni zarabia najniższą krajową plus parę groszy pod stołem (szara strefa) i jest często gorzej wykorzystywana niż pracownicy marketów? W dodatku na przykładzie Biedry mogę powiedzieć że dostawcami dużej części produktów są właśnie rdzennie polskie firmy, płacące podatki w naszym kraju, a nie koncerny.
    Jeśli chodzi o jakość chemii, to uważam że ta z Biedronki bije na głowę te wszystkie Pury, MrMuscle itp. Sprawdzone organoleptycznie.

    OdpowiedzUsuń
  25. Gdzie ma kupować? Pytasz?
    A w sklepie który należy do Twojego sąsiada- rodaka, a nie w firmie która jest własnością jakiegoś francuza.

    Piszesz o podobnych warunkach pracowników w małych sklepach!?
    Ta grupa nigdy nie miała za wysokich pensji ale jeszcze parę lat temu sprzedawczyni była lepiej traktowana przez szefa/ową. Dziś małe sklepiki padają właśnie przez te dyskonty, a właściciele nie są w stanie płacić lepszych wynagrodzeń – polecam statystyki ilości upadających małych sklepików przez ostatnie lata. Co ważne! Właściciele małych sklepów mają wzór do naśladowania jak źle traktować pracownika, chociaż przyznam, że jeszcze nie słyszałem o kasierce z pampersem w małym sklepie.

    A teraz te rodzime firmy co to sprzedają swoje plony!
    Ogólna sytuacja rolników jest tak słaba, że oddają im swoje plony za grosze,
    w dodatku umowy z wypłatą należności są czasowo przeciągane.
    Tylko błagam nie pisz mi że mamy wolny rynek a oni robią to na swoją odpowiedzialność?

    Jakość chemii jest lepsza?! Hmm a to ciekawe.
    Już dawno nie robiłem tam zakupów.

    Jeżeli tylko proszek do prania jest dla Ciebie wyznacznikiem jakości to chyba nie wiele Ci trzeba do szczęścia, heheh, Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  26. "niskie płace dla pracowników i ciężka forma pracy szczególnie dla kobiet" hahaha! Bo w Almie czy jakichkolwiek delikatesach kasjerki zarabiają miliony za pracę lekką i przyjemną :D
    qwerty

    OdpowiedzUsuń
  27. Hahaha co to w wwie nie ma osob mniej zamoznych? A snobuja sie w wiekszosci tzw spadochroniarze, z malych miejscowosci co to sie tu swoim szczurzym uporem dorobili i teraz sie wznosza ponad innych , Kto wie, moze to nawet Twoi znajomi, wiec z laski swojej nie zahaczaj o warszawaiakow, ktorzy wiedza, ze prawdziwa wioche robia dorobkiewicze z CALEJ POLSKI ;*

    OdpowiedzUsuń
  28. wiadomo, że są ludzie, którzy wolą dać zarobić komuś obcemu, niż Polakowi. a później dziwią się, że polska gospodarka upada. tak samo jak samochody sprowadzane ze Szwajcarii. to nic, że bogato wyposażone, to nic, że błyszczące, nikt nie mówi o tym, że za sprawą górzystego terenu samochody te są mechanicznie mocno wyeksploatowane... druga kwestia to taka, że człowiek ma w takiej biedronce duży wybór towarów, często kupuje coś niepotrzebnego, ale zobaczy, że tanie, to moze kiedys z raz użyje, ale lepiej niech będzie, na zaś. tak samo sprawa robienia zakupów za 100 czy 200 zł. kiedy lodówka wypchana po brzegi, to człowiek wiecej żre (z jedzeniem ma to mało wspólnego) i tyje. albo wyrzuca. juz nie wspominajac o tym, że jedzenie gorszej jakości (czyli to tańsze moi drodzy) dostarcza mniej energii, więc trzeba go więcej zeżreć. to jest oszczędność? jak człowieku chcesz zaoszczędzić, to zamiast codziennie cocacoli zrób sobie kompot lub herbatę w termosie do pracy.

    OdpowiedzUsuń
  29. pracuje w serwisie notebooków w WARSZAWIE, jak mi facet przyniósł laptopa w torbie z biedronki to go wyprosiłem, dziękuję, dobranoc

    OdpowiedzUsuń
  30. ja też dziękuję, joł, joł

    OdpowiedzUsuń
  31. Nikt ich nie zmusza do robienia zakupów w Biedronie czy Lidlaku. Ja tam lubię sobie czasem w przypływie szaleństwa zakupić TopCzipsa serowo-cebulowego do Gniewosza... stać mnie, a co...

    OdpowiedzUsuń
  32. Pewnego razu pod netto stało piękne nowe Lamborghini na niemieckich numerach. Wsiadał do niego młody Pan z zakupami, nie wyglądał na kogoś komu jest wstyd. czy wynika z tego że na zachodzie normalne stało się kupowanie w dyskontach dla każdego? Tam na każdym osiedlu zamiast sklepów osiedlowych możemy spotkać aldiego, netto albo inny dyskont.

    OdpowiedzUsuń
  33. Ja tez jestem z Warszawy (joł!) i wkurza mnie jak ludzie robią "taką minę" gdy mówię coś o świetnych promocjach z lidla ;p ogólnie niestety jest przeświadczenie, że jak coś jest droższe to jest lepsze..zgadzam się ale nie w 100%. Mam produkty, których zamienników nie kupuję..np kukurydza bonduelle, nie zjem nawet tej pudliszki. Ale nie mam nic do dyskontów, otacza mnie lidl, tesco i biedra. Są produkty, których bym tam nie kupiła ale ogólnie jestem ZA i nie widzę w tym zadnego obciachu.

    OdpowiedzUsuń
  34. W moim mieście (ok.30 tys. mieszkańców) nie zaobserwowałem takiego zjawiska jak obciach z powodu miejsca robienia zakupów , chodzę do biedrony bo blisko i jak dla mnie dobre produkty mają.Biedny raczej nie jestem moje zarobki ~4000 , żona 2000

    OdpowiedzUsuń
  35. hahaha dowartościowanie się poprzez zakupy w almie, takie rzeczy tylko w Polsce :D

    OdpowiedzUsuń
  36. ja kupuję w Piotrze i Pawle, bo tam jest dla mnie najtaniej.

    OdpowiedzUsuń
  37. Nie rozumiem, skąd to przekonanie, że produkty z dyskontów są bardziej chemiczne, pełnie jakichś dziwnych świństw, a te z delikatesów wręcz przeciwnie. Ostatnio jadłam biedronkowy serek homogenizowany o składzie typu "twaróg, śmietana, kawałki czekolady straciatella, aromat" (dokładnie nie pamiętam, ale nie miał w sobie nic podejrzanego może prócz tego aromatu), a z kolei markowe Danio ma w sobie żelatynę i jakieś inne dodatki typu syrop glukozowo - fruktozowy, barwik itd.

    OdpowiedzUsuń
  38. "Jeśli ktoś uważa, że mam kompleks na punkcie W-wy, to się myli. Ja po prostu nie lubię tego miasta i jego przereklamowanego bohaterstwa. Nawet stadem koni mnie tam nie zaciągniecie".

    I to pisze czlowiek ktory stara sie prowadzic bloga opinio-tworczego ?.
    Zanim kolejny raz sobie zaprzeczysz zastanow sie bardziej nad sensem swojej wypowiedzi.
    Czytalem Cie , ale po tych wywodach .. dziekuje.

    OdpowiedzUsuń
  39. Drugi Autorze, myślę, że z tekstem "(...)w ten sposób pokazują swój status społeczny. A także swoją głupotę" trochę przeginasz. Nie każdy ma ochotę kupować w dyskontach, nie każdemu odpowiada ich asortyment. Jeśli ktoś jest koneserem lub szuka bardziej wyrafinowanych czy niedostepnych w zwykłych sklepach towarów, w Biedronce ich raczej nie dostanie. Osobiście nie widzę nic upokarzającego w kupowaniu w dyskontach, chociaż denerwuje mnie powszechny burdel w takich sklepach - na półkach, koszach, podłodze (przynajmniej w dwóch Biedronkach, z których kilkakrotnie korzystałem). Muszę się też zgodzić z wypowiedzią że nie wszystkie produkty są dobrej jakości, choć są też produkty dobre. Osobiście, jeśli czasem zaglądam do dyskontów to do Lidla.

    OdpowiedzUsuń
  40. "Była na przykład informacja w radiowej Trójce na temat ekspansji dyskontów na rynku detalicznym - wiadomo, jest ich coraz więcej, nic odkrywczego. Reporter podłapał temat i wyszedł na ulice jedynie słusznego miasta stołecznego Warszawy"

    Gdybyś naprawdę nie miał kompleksu to byś skojarzył, że reporter po prostu zrobił sondę tam gdzie mieszka/pracuje, a nie pisał o "jedynym słusznym" mieście.

    "Czy zatem zakupy w dyskoncie to obciach? Moim zdaniem nie. Ale wiecie, ja nie jestem z Warszawy."
    Bo jak ktoś jest z Warszawy to uważa, że to obciach? A jak uważa, że to obciach to głąb?

    I Ty twierdzisz, że warszawiaków nie obrażasz?

    Od tej pory masz jednego czytelnika mniej.

    OdpowiedzUsuń
  41. Jestem studentką i kupuję w Biedronce. A w zasadzie w Biedronkach-różnych w różnych punktach Wrocławia. W każdej jest inaczej. Uważam, że to, czy na półkach z towarem jest "burdel" zależy od personelu i kierownika konkretnego sklepu. Ale na porządek w sklepie mają tez wpływ sami klienci! Pochodzę z małego miasteczka i w Biedronce pod moim domem jest nie do pomyślenia, by ktoś poprzewracał paczki z chrupkami i poszedł dalej tak, jak to niekiedy dzieje się we Wrocławiu. Bo głupio się tak zachowywać, gdy obok stoi sąsiad spod dwójki, a pani, która metr dalej wykłada towar to siostra znajomej. Może Warszawiacy nie lubią dyskontów, bo sami, jak Wrocławianie, w nich bałaganią?

    OdpowiedzUsuń
  42. nie wiem czemu co niektóre osoby uczepiły się Almy w której wcale nie jest drogo, tylko są same drogie marki a wg mnie to spora różnica. osobiście na co dzień kupuję w Biedronce, ale czasem zachodzę do Delikatesów ( ew. Almy ) tylko po te produkty których w Biedronce po prostu nie ma np. soczewicy czy ciecierzycy w puszce albo mleka 0%, nie wspominając o dobrych herbatach.

    OdpowiedzUsuń
  43. Nie bedę się rozpisywał. Ekonomia: efekt snoba i efekt Velbena. Lece do biedronki

    OdpowiedzUsuń
  44. Bloga czytałem, lubiłem, ale jako warszawski głąb przestaję. Mimo, że codzienne zakupy robię właśnie w dyskoncie.

    Aha, do Netto nie chadzamy, bo u nas Netto nie ma.

    OdpowiedzUsuń
  45. zakupy robię w przeróżnych sklepach: począwszy od Biedronki a skończywszy na Piotrze i Pawle, w zależności od tego co potrzebuję...i nie jest wcale prawdą, że nie można w tym pierwszym znaleźć towarów dobrych jakościowo, trzeba po prostu czytać etykiety. Cały sukces takich właśnie dyskontów tkwi przecież w tym, że pod markami sklepów dyskontowych swoje wyroby sprzedają znane firmy.

    "Czy zatem zakupy w dyskoncie to obciach?" Absolutnie nie. Świadomie wybieram produkty i nie mam potrzeby dowartościowywania się poprzez zakupy, jeśli mogę dostać ten sam towar na lepszych warunkach.

    OdpowiedzUsuń
  46. sonda dalej się chrzani

    OdpowiedzUsuń
  47. haha xD Nieźle się uśmiałam, czytając Twój artykuł. Oczywiście w pozytywnym znaczeniu. Rzeczywiście, istenieje jakieś takie przeświadczenie, ze co z dyskontu to złe. Ja się nie wstydzę tam zaglądać. Sama mam koło swojego domu Lidla, dosłownie minutę do sklepu, i często tam robie zakupy. Wiem, które produkty są dorbe jakościowo, które mi odpowiadają, a które nie i po te drugie jadę do innego sklepu, jeśli chcę. Tyle.
    Świetny post. Trzeba leczyć to chore społeczeństwo i ten zakupowy snobizm.

    OdpowiedzUsuń
  48. Ja jestem jak najbardziej za dyskontami, uważam, że można zrobić w nich udane zakupy. Oczywiście należy czytać etykiety produktów. Przykładowo w Lidlu można kupić konserwę mięsną - w składzie 98% mięsa wieprzowego za niespełna 5zł.Z kolei w Piotrze i Pawle stoi sobie w tej cenie "konserwa mięsna" z 48% mięsa, w tym MOM! Napisałam w cudzysłowie bo ciężko ją nawet uznać za mięsną, pies by nie zjadł a człowiek który nie przeczyta, kupi i zje. Więc nie można mówić, że w dyskontach jest tylko byleco, bo naciąć można się i w delikatesach.

    OdpowiedzUsuń
  49. jakikolwiek produkt kupujesz w jakimkolwiek sklepie, ważna jest nie tylko cena, ale i skład. mozesz dostrzec taka sama ilość syfu w Almie, co w dyskoncie. kupuje tam, gdzie dany produkt jest dostepny. a tak po prawdzie, niektore dyskonty wychodza na poziom: można dostac włoskie sery z certyfikatami, szynke serrano lub parmeńska. w moim mieście (Gliwice) ważne jest gdzie dany sklep jest zlokalizowany. osobiscie jest mi bliżej do Lidla, w którym sprzedaja calkiem przyzwoite produkty. ale zakupy robione sa i w wiekszych hipermarketach. także pół na pół, bez wstydu :)

    OdpowiedzUsuń
  50. Jeżeli w dyskoncie jest taniej to chyba normalne, że tam zrobię zakupy.
    Radar - świetny blog. Będę nowym stałym gościem. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  51. a moim zdaniem-każdy robi zakupy tam gdzie ma najbliżej.Ja nie widzę sensu w tym,że mając pod nosem 2 Biedronki i Cerfura będę wsiadała w samochód i jechała 5 km do Lidla lub 3 km do Tesco.Nawet jak ktoś robi zakupy w luksusowym markecie a zabranie mu np.śmietany czy cukru jest zmuszony pójść do najbliższego spożywczaka na osiedlu.

    OdpowiedzUsuń
  52. Ja jestem z Warszawy i lubię kupować w dyskontach. A większość "warszawskich głąbów" to naprawdę nie są warszawiacy.
    Pozdrawiam
    http://www.youtube.com/watch?v=Pd0ScofLTGw

    OdpowiedzUsuń
  53. Na wsi rolnik obierki wrzuca do koryta i wszystkie świnki zjadają to „jedzonko”,
    w dużych miastach ludzie są cwani (bardziej od świnek) i należy jedzenie opakować w ładny kolorowy produkt i wtedy świnki, ojjj, przepraszam ludzie, schodzą się do jednego koryta i dopiero wtedy jedzą to mało energetyczne jedzonko.

    OdpowiedzUsuń
  54. Mnie to wszytko po prostu śmieszy. Lubię kupować w delimie, lubie ładny design ich ulotek czy ładne papierowe torebki na pieczywo. Ale nie czuję się lepsza z tego powodu że robię zakupy w takim czy innym miejscu. Jak jestem w moim rodzinnym miasteczku to kupuje w biedronce. I zdarza mi się kupić nawet vivata bo mój Tata z sobie tylko znanych powodów go lubi. Oczywiście w delimie jest przyjemniej - faktycznie bardziej czysto itd. ale do jasnej anielki to jest sklep i ja robię tam zakupy więc tą godzinę tygodniowo jestem w stanie znieść "nawet" w biedronce. A jeżeli ktoś potrzebuje reklamówki delimy, almy czy innego delikatesu żeby się dowartościować... To mi pozostaje jedynie uśmiechnąć się z politowaniem :)

    OdpowiedzUsuń
  55. Co do jakości w Biedronce i innych marketach - kwestia mocno sporna. Śmieszą tylko komentarze w stylu : "mój znajomy słyszał/widział...; brałem udział w negocjacjach dla..." itp. Takie sprawy są objęte tajemnicą handlową, ale "znawców" mamy wręcz setki, jeśli nie tysiące. To po primo. A drugie - ważną sprawą jest przede wszystkim czytanie: DAT WAŻNOŚCI!! składu produktów, i oglądanie czy opakowanie nie jest uszkodzone. Co do samych produktów spożywczych wystrzegać się należy tych wykonanych poprzez MDOM. Tak, tak bardzo uboga ilość mięsa. Wędliny zasadniczo w porządku, poza wyjątkami typu kiełbasa regionalna, oraz kiełbasa która jest produkowana przez Morliny - ale wyraźnie wynika to z danych opisanych na etykiecie, więc nikt nikogo nie oszukuje. Słodycze i przekąski słone też powyżej przeciętnej - mogę wyróżnić chipsy o smaku grzybów marynowanych - rewelacja, a także gotowy popcorn produkowany przez dawne STAR-FOODS.(obecnie FritoLay). Sok pomarańczowy RIVIVA może być, choć ten DON SIMON to bije na głowę inne soki - wymięka dopiero przy soku własnego wyrobu.Wody mineralnej nie kupuję,ani żadnych kolorowych wód. Wolę Nałęczowiankę niegazowaną.Piwa - będę kontorwersyjny - ale Sarmackie w PET - to napewno lepsze piwo od puszkowych Leżajsków, Warek i Żywców (kto nie wierzy polecam lekturę specjalistycznego forum browar.biz) - niestety jakość piw koncernowych podupadła i tyczy się to wszystkih sklepów. Jedyne miejsca gdzie dobrze smakują to browar w Tychach i Żywcu. A tak nawiasem mówiąc to polecam ZAWIERCIE BURSZTYNOWE I MIODOWE - REWELACJA!! Ale wróćmy do tematu produktów. Do tematu jakości - zdarzyło mnie się kupić opony w Biedronce - zarówno zimowe Savy Eskimo S3, jak i Polskie Dębice letnie. Szczerze? Chyba lepszego zakupu opon w kwestii relacji cena/jakość nie zdarzyło się mnie dokonać poza Biedronką. I nie boję się na nich jeździć, (bo pewnie wykonane na gorszej linii i na gorszcyh skałdnikach itd.) - musiałbym popaść w obłęd. A co do kwesti wypływu kapitału - to dopiero obłęd. Sentymenty sentymentami, a realia realiami. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  56. To już jest nudne kiedy wszelkiej maści dorobkiewicze opluwają moje miasto. Traktują je jak pospolitą dziwkę - używają do woli by po zakończeniu splunąć i powiedzieć jaka ta dziwka jest parszywa i paskudna. Zero szacunku do miasta które pozwoliło im na to, na co wójt z proboszczem nie wydaliby pozwolenia w ich zabitej dechami "miejscowości bez nazwy".
    A wracając do tematu to z moich osobistych obserwacji wynika że Warszawiak lubi zakupy w Biedronce/Lidlu. Tak samo jak ja. A Warszawiak z Warszawy a "warsiawiak z warsiawki" to tak samo jak ser żółty pełnotłusty i produkt seropodobny.
    Pozdraiwam Roberto

    OdpowiedzUsuń
  57. Wpisy tych „warszawiaków” utrwalają mnie tylko w przekonaniu jak bardzo stolica to naród zakompleksiony, na każdym kroku powtarzający że jest z tego „dużego miasta”, heheh
    jesteście ze stolicy ale nikt nie znajdzie w sobie odrobiny patriotyzmu i nie dorobi / nie pójdzie do sklepu swojego rodaka i nie da mu zarobić ale bezmyślnie wybierze ładnie opakowane jedzenie (bo tak lubi>> jak mała dziewczynka!) okrojone do granic możliwości z wartości odżywczych i da zarobić obcemu, który tylko żeruje na biedzie z bloków, bo wie, że z blokowisk ludzie nie mają wyjścia bo superhipermarket jest tu obok a im się nie chce zrobić parę metrów dalej do sklepiku bo wygoda to jedyny powód dlaczego żyją.

    OdpowiedzUsuń
  58. Przyznam szczerze, że nie tak dawno temu sam omijałem Lidle, Biedronki itp. sklepy szerokim łukiem. Wcale nie wynikało to ze snobizmu, a z wcześniejszych doświadczeń z takimi miejscami w dawnych i dzikich czasach, kiedy dopiero powstawały. Kilka razy nadziałem się na produkty, który nadawały się jedynie do kosza (do tej pory pamiętam dżem morelowy, który pachniał jak mieszalnia farb) i już więcej nie eksperymentowałem. Nie mam cierpliwości do takich podchodów i wolę zapłacić więcej i mieć pewność, że to co kupię nadaje się do jedzenia. Inna sprawa, że dzięki temu blogowi wiem co warto spróbować, a co omijać i teraz coraz częściej zdarza mi się tam kupować i za to wielkie dzięki. Czy we wszystkich Biedronkach nie można płacić kartą, czy tylko ja mam takiego pecha do tych sklepów.

    OdpowiedzUsuń
  59. Do wszystkich tych kupujących w supermarketach.
    Zobaczcie lemingi jak was robią w tych supermarketach z tym cukrem!!!
    Teraz obcy kapitał wstrzymuje sprzedaż cukru aby wzrosła jego cena a najlepiej aby wzmagać panike to podkręcają właśnie takich klientów jak wy.
    Robią wam komune abyście rzucili się masowo do kupna i teraz podniosą jeszcze jego cenę aby na tym zarobić a jak na nich przystało to jeszcze wrzuca na rynek cukier słabej jakości tzn. o małej zawartości cukru >>dla tych co mało kumają to będą słodzić więcej i szybciej będą potrzebować następnej paczki. Ludzie zacznijcie myśleć i nie dorabiajacie obcych bo nasz kraj całkiem upadnie.

    OdpowiedzUsuń
  60. a ja często kupuję w Biedronce i nie przeszkadza mi to,że podjeżdzam lśniącym srebrnym BMW pod dyskont i biorę energetyka za 2 zeta i czipsy za 2,50. Czasem robię też zakupy w Almie albo piotrze i pawle bo stac mnie na to, maja tam taki asortyment po ktory niedawno do niemiec sie jezdzilo. Ale Alma to delikatesy na specjalne okazje. A takto biedronka czy lidl w artykulach pierwszej potrzeby są naprawdę OK !

    OdpowiedzUsuń
  61. W Wielkiej Brytanii wszyscy robią zakupy w Tesco. Bogaci i biedni.

    OdpowiedzUsuń
  62. W dyskontach śmierdzi chińskimi trampkami, kiełbasą z padliny i potem. Nie dość, że trzeba wyrywać 2 godziny życia na łażenie po tym burdelu to ciągle czuć na sobie wzrok polaczków którzy by cię zatłukli gołymi rekami za to, że będziesz szybszy przy koszu z przeterminowanym masłem i kalesonami. Na dodatek wychodząc byle menel śmierdzący szczynami dla którego stanie w drzwiach to sens życia, beknie i pierdnie ci na pożegnanie tanim piwem cobyś wyniósł z tych zakupów coś więcej niż tylko kupę niepotrzebnych rzeczy i żarcie z odpadków które i tak wypierdzielisz po 2 dniach. Dyskonty są dla biedaków i życiowych oferm.

    OdpowiedzUsuń
  63. Powyzszy komentarz pojawil sie dzisiaj nieprzypadkowo i ma zwiazek z tym: http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80271,9300402,Konferencja____Kaczynski_w_sklepie_.html

    Cytat z J.K.
    "...Oczywiście moglibyśmy iść do "Biedronki", ale to jest jednak sklep dla najbiedniejszych...."

    Gratulacje dla oderwanych od rzeczywistosci fanatykow.

    OdpowiedzUsuń
  64. Radar, jestes niesamowity. Jednym wpisem sciagnales i pogodziles hipsterow i pacjentow #psychiatryk24. Naprawde osiagniecie :)

    OdpowiedzUsuń
  65. dobry tekst o tym:
    http://www.okazjum.pl/blog/supermarkety/luksusy-z-dyskontow,17.html

    OdpowiedzUsuń
  66. Śmieszą mnie stwierdzenia "ja jestem z Warszawy" bo co? Mieszkasz tam 3 lata? Przyjechałeś z Wiórkowa, liczba mieszkańców 10 tys. Aha... Warszawa to miasto połączone z kilku mniejszych wiosek... Tak abstrahując, MIASTOWI...

    OdpowiedzUsuń
  67. rozwalaja mnie rozkminy ze robienie zakupow w marketach to obciach. Mieszkam w Holandii i tutaj wszyscy robia zakupy w supermarketach bo tylko takie tu sa! Osiedlowych sklepikow czy snobistycznych sklepow typu alma po prostu tutaj nie ma, ewentualnie jakies z tureckim czy polskim zarciem, czy ze zdrowa zywnoscia w ktorych ceny wysrubowane sa na maksa. Ale Holendrzy sa z natury skapi i nie sa az takimi frajerami zeby isc do drogiego sklepu lansowac sie zakupem drozszych produktow bo nikt na to nie zwraca uwagi! Lidle (najtansze) pekaja w szwach, zwlaszcza w weekendy i przychodza tam wszyscy. Rowniez rozsmieszylo mnie stwierdzenie ze lepiej doplacic i nie ogladac starych ludzi, kalek i biedakow ktorzy odwiedzaja biedronke. Wiekszej bzdury w zyciu nie czytalam, ludzie niekiedy sa tak debilni ze zal.

    OdpowiedzUsuń
  68. Biedronka = 1 rodzaj mleka
    P&P = 12 rodzajów mleka

    o innych produktach nawet nie wspominam ...

    i proszę mnie umieścić w zakładce "warszawski głąb"
    ja jednak wolę mieć wybór 58 herbat a nie 8 ...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mleko krowie, owcze, kozie, wielbłada, sztuczne dla dzieci... dalszych 7 nie wymyślę. Renifera?

      Usuń