sobota, 18 grudnia 2010

Nie lubię go, na-na-na-na!


I dobrze wam radzę – też go znielubcie.  czytaj dalej

Czosnek z Chin stal się prawdziwą plagą polskich sklepów. Wyparł krajowy, bo ma długi termin przydatności do spożycia (nie jest to jego naturalna cecha, oj nie), nie kiełkuje, nie psuje się, jest duży i dobrze wygląda. Dokładnie takie same parametry mają pomidory z Holandii, te same, które w smaku nie przypominają pomidorów, tylko wodę z kwaskiem cytrynowym.

Czym podpadł mi chiński czosnek? Po tym jak zepsuł mi kilka potraw swoją ohydną ostrością jestem bardzo ostrożny w stosowaniu go. Chiński czosnek jest nieznośnie ostry i pozbawiony jakiegokolwiek aromatu. Krążą różne pogłoski dotyczące sposobów jego konserwacji – podobno rośliny są napromieniowywane, a przez to tracą większość swoich prozdrowotnych właściwości – a są to sposoby niezwykle skuteczne, skoro potrafi bez żadnej szkody przetrwać długą podróż statkiem z Chin do Europy Zachodniej, skąd dopiero transportuje się go do Polski. A i u nas jeszcze sobie poleży w hurtowniach, w sklepach i w końcu w naszych kuchniach. Z tego powodu napis „świeży czosnek” można skwitować tylko kwaśnym uśmieszkiem.


Najlepszy jest oczywiście polski czosnuś. Można go kupić od bab na targowiskach w postaci małych główek z długimi łodygami. Jest tylko jeden mały problem – ja nie chodzę po targowiskach. I jakoś nie czuję pociągu do kupowania prosto z traktora na giełdzie warzywnej. Nie mam nawet gumowców, żeby wmieszać się w tłum! Chcę jak normalny człowiek kupić dobry, aromatyczny czosnek, który mogę dodać do żurku, do gulaszu, do kiszonych ogórków – w sklepie. Niestety, zarządcy Tesków, Biedronek i Lidlów wolą czosnek chiński, bo nie ma z nim kłopotów i jest tani. Wkurza mnie to. To kolejna rzecz, którą się nam – konsumentom – narzuca. Już niedługo nikt nie będzie się nawet zastanawiał, co kupuje, bo nikt nie będzie pamiętał, jak taki prawdziwy czosnek smakuje.

Niedawno widziałem jak ojciec rodziny z powagą pakuje do woreczka te pozbawione smaku pomidorki z Holandii czy Hiszpanii i żal mi się zrobiło jego dzieci, które są nimi karmione i przekonywane, że „to same witaminki”.

Żądam polskiego czosnku w polskich sklepach! Również w sieciach handlowych.

==Radar==

27 komentarzy:

  1. Właśnie kupiłem w Tesco czosnek, który wygląda na polski: mały, z długą łodygą, a poza tym - drogi. Jeszcze nie degustowałem.

    OdpowiedzUsuń
  2. Przecież nikt nic nie narzuca. Tesco woli chiński to taki sprzedaje. Zamiast go kupować i utrwalać ich że warto rusz się na bazar.

    OdpowiedzUsuń
  3. Gwoli ścisłości - napromieniowanie nie niszczy witamin i nie zmienia smaku. Działa wyłącznie na organizmy żywe (także pleśń i bakterie powodujące gnicie).
    A wracając do tematu - zgoda. Chiński czosnek jest paskudny. Jednak cały problem w tym, że tego polskiego, prawdziwego to nawet na bazarze nie uświadczysz. Przekupki też mają chiński...

    OdpowiedzUsuń
  4. A ja mam domowy. Wychodowany przez moja mame. Jest wielkosci malej piesci. Tzn byl bo to letni i szybko zostal zjedzony :).

    OdpowiedzUsuń
  5. Mój rodzimy urósł mniejszy niż był posadzony. Ale za to krajowy! Nie rzucim ziemi skąd nasz ród!

    OdpowiedzUsuń
  6. gdyby promieniowanie było szkodliwe było by zakazane. nie chce mi się zagłębiać istotnie w ten temat. akty i przepisy są bardzo rygorystyczne w tej kwestii. nawet potencjalnie niebezpieczne substancje czy procesy są natychmiast wycofywane. dawki stosowane w przemyśle są bezpieczne wg aktualnego stanu wiedzy i nie mają wpływu na organizm ludzki, a nie jest to nowa technika (przemysłowo utrwala się tak choćby przyprawy czy zioła). poza tym w czosnku nie ma witamin (poza kwasem askorbinowym), tylko co z tego skoro żeby dostarczyć organizmowi jego tyle co jedna mandarynka (akurat mamy sezon) to trzeba zjeść całą główkę... oprócz walorów smakowych i działania destrukcyjnego na patogeny i saprofity nie łączyłbym go z niczym innym.

    OdpowiedzUsuń
  7. i znowu - piszesz o rzeczach, o których dziś myślałam :D

    OdpowiedzUsuń
  8. misiek, wejk ap
    http://www.youtube.com/watch?v=QLV-hErv8P4&feature=player_embedded#

    OdpowiedzUsuń
  9. ja kupuję taki polski czosnek w osiedlowym markecie, ale w piotrze i pawle też gości ;]

    OdpowiedzUsuń
  10. Popieram w 100 %, kolejnym czynnikiem przemawiającym na korzysć naszego Polskiego czohaju jest jego faktura. Nasz czosnek jest kleisty po zgniecieniu- paluchy lepią się okrutnie.
    No i ten aromat mmmm;)

    OdpowiedzUsuń
  11. Czosnek wykazuje duże działanie bakteriobójcze!
    Naturalny antybiotyk!
    Posiekany czosnek na łyżeczkę, zalać miodem, szybkie(gul!)- ku chwale ojczyny i zdrowiu

    OdpowiedzUsuń
  12. A ja tam wole chiński czosnek! Nie klei się tak jak polski i nie jest taki wodnisty. Bardziej mi smakuje i nie wiem co macie do chińskiego czonsku, nie wszystko, co polskie, jest lepsze.

    OdpowiedzUsuń
  13. W przeciwieństwie do Radara jestem częstym bywalcem bazaru. Wiadomo że tam tez można kupić chińszczyznę. Bo część sprzedających to zwykli handlarze kupujący towar na giełdach towarowo spożywczych. Nie są producentami.Ja staram się kupować od tych drugich. Czosnek kupuję taki mały niedorobiony niereprezentacyjny, ale wtedy mam pewność że jak zasadzę go w doniczce to po kilku dniach zacznie kiełkować i po dwóch tygodniach mam pyszny zielony "szczypiorek" o delikatnym smaku i zapachu czosnku.
    A skoro wspomniałem o zielonym czosnku to szukam świeżego bądź w jakiejś postaci lekko przetworzonej czosnku niedźwiedziego. Pozdrawiam Roberto

    OdpowiedzUsuń
  14. Pamiętajcie żeby nie trzymać czosnku w lodówce, bo traci swoje właściwości! No chyba że chiński kupiliście, to już wszystko jedno ;)
    Matt

    OdpowiedzUsuń
  15. W Auchan pojawia się w miarę często fioletowy czosnek sprowadzany z Francji - dokładnie taki, jak nasz polski. Naturalny w 100%, aromatyczny, kiełkujący i przepyszny. Cena zabójcza, bo za 3, ale za to dość duże główki, winszują sobie prawie 10 zł. Niemniej jednak uważam, że opłaca się.

    OdpowiedzUsuń
  16. Mój Ł. ma fioła jeśli chodzi o czosnek - musi być polski (ale On jak tylko słyszy, że coś jest chińskie, od razu nabiera podejrzeń ;) a że jesteśmy chińszczyzną zalani, więc musi czasami iść na kompromis ;))
    Ale do rzeczy, polski czosnek pojawia się w Realu, ostatnio wzięliśmy więcej, zapłaciliśmy za niego ok. 20 zł ale warto, bo różnicę w smaku czuć wyraźną.

    OdpowiedzUsuń
  17. W Danii jest to samo; wszedzie tylko chinski czosnek. Raz, w sklepie ze zdrowa zywnoscia, udalo mi sie zdobyc czosnek z Argentyny. Nie rozumiem, tak ciezko czosnek z Europy sprowadzic? Ech.
    Pozdrawiam.
    Marta

    OdpowiedzUsuń
  18. warzywniaków nie masz w mieście?

    OdpowiedzUsuń
  19. Wielkie sieci detaliczne sprzedają taki czosnek jaki uważają za stosowny czyli taki na jaki popyt jest największy. Jako, że wszelkiej maści dyskonty z założenia oferują dość wąski asortyment który ma być tani to sprzedają taki a nie inny czosnek. Nie wiem natomiast co jest nie tak z miejskimi targowiskami. Nie trzeba być właścicielem gumofilców aby zakupić świeże owoce i warzywa, często gęsto lepszej jakości niż obskurnych halach sprzedażowych typu Tesco czy inne Auchan a do tego pieniądze które na straganie wydajemy wędrują do kieszeni osoby która sprzedaje a nie do Francji, Portugalii czy UK. Niestety jako naród nie wyleczyliśmy się jeszcze z centrów handlowych, supermarketów i innego szajsu który uznajemy za "światowy", "zachodni" i "postępowy".

    OdpowiedzUsuń
  20. Policja udaremniła spektakularny przemyt chińskiego czosnku: http://jdem.cz/jt5z3 !

    OdpowiedzUsuń
  21. Mało że jest nieznośnie ostry to przypieczony "pachnie" paloną gumą, obrzydliwość. Mi kiedyś po pół roku zakiełkował w lodówce O_o

    OdpowiedzUsuń
  22. A polski czosnek można kupić w www.warzywniak24.pl nie wychodząc z domu.

    OdpowiedzUsuń
  23. A mi Panowie i Panie, chiński czosnek wypuścił pędy (zupełnie normalne, takie ładne zielone). Znaczy, za mało napromieniowali ? Być może lepiej od razu uśmiercić roślinkę, bo nie wiadomo co z tego wyrośnie, rozpleni się jeszcze i będzie chciało przyłączyć moją kuchnię do CHRL.

    OdpowiedzUsuń
  24. logicznie rzecz biorąc-chiński czosnek musi być albo napromieniowany albo nasączany jakimiś konserwantami. I nie dajcie sobie wmówić że to jest nieszkodliwe dla zdrowia.Może i jest... dopóki media nie rozgłośnią sprawy.Cytrusy to chociaż mają grubą skórę którą wyrzucamy.Na targowiskach-sklepikarze też mają chiński bo tańszy.Rolnicy-mają ale o tej porze roku to tylko pomarzyć można o polskim czosnku,bo czosek bardzo trudno się przechowuje(kiełkuje). W zasadzie-nie wiem gdzie go trzymać w domu jeśli nie ma się chłodni czy spiżarki w ziemi

    OdpowiedzUsuń
  25. Oj, już Cię lubię autorze :) Nie znoszę chińskiego czosnku, brrr, jest wstrętny...Straszna szkoda, że nie lubisz bazarków, ja się akurat jutro wybieram na Szembeka...Dla mnie kupowanie warzyw i owoców na bazarku jest istnym rozpieszczaniem zmysłów, tym bardziej, że jestem wege :) Pozdrawiam Cię i ruszam na podbój reszty bloga

    OdpowiedzUsuń
  26. Pierwszym warzywem jakie zasadziłam w moim ogródku jest własnie czosnek.Mam nadzieje,ze zbiore plony:)Motywacją był wszechobecny w sklepach chiński czosnek,którego nie cierpie.

    OdpowiedzUsuń
  27. "gdyby promieniowanie było szkodliwe było by zakazane."

    to się nazywa łatwowierność, naiwność i wiara w system i tzw. autorytety; niestety takie myślenie jest błędne.

    OdpowiedzUsuń