wtorek, 12 października 2010

Gdy nie ma KFC... – Kotleciki nuggets z kurczaka (producent Konspol, dystrybutor Lidl)


Jeśli na samą myśl o tym, że sieć KFC w ostatniej chwili ominęła twoje miasto wybierając sąsiednie ogarnia cię czarna rozpacz i bracia Mroczek zaczynają ci latać przed oczami – kup sobie nuggetsy w Lidlu, wsadź do piekarnika i ciesz się smakiem kurczakowego fast foodu.  czytaj dalej

Jest to klon opisywanych już przeze mnie panierowanych polędwiczek z kurczaka, zresztą tej samej firmy. Tym razem mamy jednak do czynienia z mniejszymi kawałkami panierowanego fileta, których jest oczywiście w opakowaniu więcej ilościowo – tym samym można nimi, przynajmniej w teorii, wykarmić więcej gąb. Nuggetsy je się też trochę inaczej od zwykłych filetów w panierce – bierze się je w paluszki i macza w sosie, np. czosnkowym lub pomidorowym.


Przygotowałem te nuggetsy w piekarniku razem z frytkami (fryty były w nim już wcześniej) i wyszły całkiem znośnie. Podobnie jak wspomniane na początku polędwiczki nadają się do zjedzenia od czasu do czasu – choć oczywiście namawiam do samodzielnej działalności kucharskiej jeśli to tylko możliwe.

==Radar==

Waga: 250 g. Kaloryczność: 178 kcal w 100 g.
Cena: 4,99 zł

Ocena: 7/10

+ mięso z kurczaka bez domieszki innych składników
+ akceptowalna panierka
+ niska cena

- sporo chemii (stabilizatory)

6 komentarzy:

  1. Podobne produkty są dostępne we wszystkich marketach, z tym że tam zawierają niezidentyfikowany produkt kurczakopodobny :). Czasem to kupuję.

    OdpowiedzUsuń
  2. Kiedyś w Tesco obok mnie były rewelacyjne nuggetsy. Drogie (12zł chyba 300g), ale świetne jakościowo. Nie jadłem nic lepszego z zamrażarki. Zniknęły, bo pewno słabo schodziły.

    Marcin

    OdpowiedzUsuń
  3. ja bardzo lubię te nuggetsy :D

    za to nie polecam tych z Biedronki - mięso straszne

    OdpowiedzUsuń
  4. A nuggetsy to chyba sieć z dużym M w logo sprzedaje. Przy okazji: ktoś mi ostatnio doniósł, że nuggetsy w sieci z M są teraz faktycznie z kawałków kurczaka a nie z pianki o smaku kurzej skórki. Czy ktoś jadł ostatnio i może poświadczyć, że to prawda?

    OdpowiedzUsuń
  5. Tak, to prawda, nie od dziś i nie od wczoraj. Wolałem poprzednią wersję :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Radarze drogi: wszystko co nas otacza dookoła to chemia. alkohole to organiczne związki węgla z wodorem, woda to tlenek wodoru, powietrze to mieszanina cząsteczkowego tlenu, azotu, dwutlenku węgla i innych, mniej istotnych związków (gazów). niemniej jednak co by to nie było to dalej chemia. nawet krystaliczna struktura diamentu w pierścionku zaręczynowym Twojej kobiety, to też sprawka tej nieszczęsnej chemii. a teraz do rzeczy: skończ już z tą demagogią, że wszystko co chemiczne jest złe. wiadomo, że najlepiej (choć to nadal chemia) było by jeść mleko prosto od krowy, jajka prosto od kury, która jednocześnie posiada armię piskląt brojlerów, z których bierzesz podudzia, skrzydełka i te soczyste piersi, ale nie jest to możliwe. a te wszystkie dodatki w postaci przeciwutleniaczy, konserwantów czy stabilizatorów to jest pewien kompromis właśnie dlatego, że nie masz w pobliżu swojego domu (zaryzykowałbym stwierdzenie, że nawet domu nie posiadasz, tylko mieszkasz w jakimś m-3) i nie masz jak zarżnąć najtłustszego świniaka, żeby zrobić sobie schabowe, kiełbasę, czy golonkę... gdybyś wiedział trochę o spustoszeniu, jakie mogą wywołać patogeny, a nawet te przyjazne saprofity w Twoim układzie pokarmowym, to może zmieniłbyś zdanie. z technologicznego punktu widzenia producentom nie opłaca się dodawać tych wszystkich, chemicznych związków, bo są droższe od tych popularnych, które występują w żywności, np. mięso... oczywiście omijam szerokim łukiem nieuczciwe praktyki producenckie, które jak powszechnie wiadomo, mają miejsce i dotyczą znacznie częściej tej tańszej żywności, bo chodzi o zwiększenie wydajności, np wodochłonności żeby z kilograma polędwicy, zrobić 1,4 kg sopockiej, ale to i tak nie jest jeszcze takie złe. o gorszych rzeczach się słyszało. w każdym razie jestem oddanym fanem Twojego bloga, ale błagam Cie, utnij już łeb tej sprawie z chemią. czasem jak stoję w mięsnym i słyszę sprzedawczynię, która wciska kit ludziom, że ta szynka to bez konserwantów... a peklosól to czym do cholery jest? i to nie tylko chodzi o zabezpieczenie przed clostridium botulinum. chodzi również o odpowiednią kruchość, bo właściwe pH, pożądaną barwę mięsa przed i po obróbce termicznej (domowy schab przecież zawsze jest szary, a ten z lidla w plasterkach już nie :) ) także o wiele bezpieczniejsze jest stosowanie azotynów, niż zatrucie botuliną, wierz mi.

    OdpowiedzUsuń