wtorek, 31 sierpnia 2010

Na grzyby?


Z wiekiem coraz częściej zaczynam myśleć, że grzybobranie to wcale nie taki głupi pomysł na spędzanie wolnego czasu.  czytaj dalej

W dzieciństwie na grzyby jeździliśmy w każdym sezonie, praktycznie w każdą sobotę. Zdarzały się dalsze wyjazdy, w Zielonogórskie – wtedy spaliśmy w domku na kempingu nad Bobrem przez cały dzień polując na grzyby, wieczorem obierając je i nawlekając na sznurki do suszenia. Nigdy nie zapomnę wieczorów nad ogniskiem, z puszką chińskiej fasolki z wieprzowiną w dłoni.

Gumiaki, kurtka, czapka i scyzoryk – to wyposażenie zawsze było w pogotowiu. Było tych wyjazdów tak dużo, że kiedy dorosłem, całkiem z tą formą wypoczynku (?) zerwałem. Po latach łapię się czasem na myśli, że fajnie byłoby się znowu wybrać na takie rodzinne łażenie po lesie – nawet w deszczu, nawet jeśli wyjazd miałby być o szóstej rano. Ale czasy się zmieniły, moi rodzice, dawniej zapaleni grzybiarze, niechętnie się ruszają do lasu. Gazety i telewizja skutecznie do tego zniechęcają – kleszcze, borelioza, powikłania. Komu by się chciało ryzykować dla paru grzybów?

Ale przecież do grzybobrania można się przygotować. Odpowiedni strój i żadne kleszcze nam nie straszne. Trzeba tylko znaleźć chęć i tę utraconą radość z rywalizacji – kto znajdzie więcej? Kto będzie miał więcej szlachetnych borowików?


Zbieraliśmy wtedy głównie podgrzybki i maślaki. Były też koźlarze (zwane przez nas kozakami), czasem prawdziwki. Robiło się z nich potrawkę z cebulą – dość ciężkostrawną na kolację, ale kto by się tym przejmował. Mój ojciec był fanem zielonki (gąski zielonej), która świetnie smakuje w jajecznicy i jako dodatek do mięs, ale problem w tym, że rośnie w piaszczystej glebie i ten piasek ma paskudny zwyczaj zgrzytania w zębach (spróbujcie idealnie wypłukać kapelusze, nie ma szans). Zbieraliśmy też kanie (sam nigdy bym się nie odważył, młode łatwo pomylić ze sromotnikiem), które potem smażyliśmy na patelni. Kurki i rydze były doskonałe do jajecznicy, robiło się też z nich sosy i marynaty. Opieńki można było znaleźć nawet w parku i też dorzucić do „jajówy”.

Pamiętam odwieczny spór o to, jak należy zbierać grzyby. Czy wykręcać je ze ściółki w całości, czy ucinać nóżkę pozostawiając dolną jej część w ziemi. Chyba do tej pory go nie rozstrzygnięto.

Najlepsze sztuki podgrzybków i prawdziwków przeznaczało się do suszenia. Wisiały na cienkich sznurkach nad kaloryferami – w całym domu nimi pachniało. Maślaki i gorszy sort podgrzybków wędrował do słoików w octowej marynacie. Ja zawsze wolałem naturalną zalewę, bez octu. Potem były otwierane na święta, a suszone wędrowały do zupy. Zupa grzybowa – z ziemniakami, cebulą, marchewką, mocno popieprzona; na taką zupę czekało się cierpliwie wiele miesięcy.

Kiedyś można było się nawet wybrać na wycieczkę zorganizowaną np. przez PTTK. Wycieczka wsiadała do autobusu i jechała w las. Co się potem działo, możecie sobie zobaczyć w serialu Zmiennicy :) No, może nie zawsze tak było.

Zastanawiam się czy uda mi się w tym roku pojechać na grzyby. A wy, co o tym sądzicie? Jesteście grzybiarzami czy minimalistami, którym do szczęścia wystarczą pieczarki ze sklepu?

==Radar==

Zdjęcia: sxc.hu

13 komentarzy:

  1. Właśnie w tę niedzielę poszliśmy sobie na spacer do lasu - godzinkę łażenia i znaleźliśmy parę grzybów (podgrzybki i kurki). Akurat tyle, żeby wystarczyło do sosu grzybowego.

    Zabawa przednia. :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Jakbym czytał swoją historię grzybiarza :) Z tym, że ja nigdy z tą przyjemnością nie zerwałem, więc co roku jeżdżę na grzyby. Nieraz z kumplami, nieraz sam, nieraz pełen koszyk, a innym razem na pusto. Ale i tak najlepsza jest dla mnie sama przyjemność chodzenia po lesie. Często, oprócz sprawdzonych miejsc, odwiedzam też przypadkowe lasy przydrożne - tu najłatwiej o miejsca nieodwiedzane przez grzybiarzy. No a czasem trafi się jakiś poniemiecki bunkier w lesie, albo stado sarenek... W tym roku, póki co, same kozaki i kilka prawdziwków. No ale jeszcze trochę słońca i będzie można się wybrać na podgrzybki :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Grzybów nie cierpię, ich zapach sprawia, że muszę zaczerpnąć świeżego powietrza, aby nie zwymiotować, nie lubię ich też jeść pod żadną postacią, ale uwielbiam je zbierać. To rewelacyjny sposób na relaks. Iść wczesnym rankiem po wilgotnym lesie w zupełnej ciszy to fantastyczne doznanie. Inna sprawa, że lubię sobie pospać, więc tak często tego nie praktykuję, ale może jeszcze zdążę - cały miesiąc wakacji przede mną :)

    OdpowiedzUsuń
  4. W tym roku tylko raz udało mi się wybrać na grzybobranie. Muszę przyznać że w tych lasach gdzie byłem grzybów było mnóstwo :D, najczęściej kozaki czarne, zwane w tych rejonach "grabcokami" ponieważ rosną zazwyczaj pod grabem. Trafiały się też prawdziwki, podgrzybki, gąski.

    Moim zdaniem najlepsza forma odpoczynku, i wyciszenia po ciężkim tygodniu pracy :D

    Polecam dla niezdecydowanych.

    OdpowiedzUsuń
  5. Ostatnio ciągle padał deszcz, więc wybrałam się wczoraj do lasu poszukać grzybów ale znalazłam tylko dwa koźlaki. Później powinno być lepiej :)

    OdpowiedzUsuń
  6. A ja... kupiłem 5 dni temu 2 kg kurek po 11 złociszy za kg. W sobotę w Kauflandzie były po 12,99 za 250g! Policzyłem - sos kurkowy na obiad w ostatni piątek kosztował (wg Kaufa) ok. 110 zł!

    OdpowiedzUsuń
  7. dla mnie grzyby istnieją tylko pod dwoma postaciami... prawdziwa, wigilijna zupa grzybowa z własnoręcznie zbieranych i suszonych grzybów oraz rydze na maśle... cudo!!

    OdpowiedzUsuń
  8. Nie taki kleszcz straszny, jak media podają ;)

    Nawet jeśli ktoś nie jest grzybiarzem, do lasu wybrać się powinien. Potężna dawka świeżego, czystego powietrza jeszcze nikogo nie zabiła.
    Czas się więc wybrać na łono natury. Grzyby w postaci (głównie) prawdziwków, koźlaków, podgrzybków, kurek i kań występują dosyć licznie tutaj, na północnym Mazowszu. A taki wysyp wiecznie trwać nie będzie ;]

    OdpowiedzUsuń
  9. Mam dobrą wiadomość - lubię cię!:) Z tej okazji dostajesz blogową nagrodę i łańcuszek. Po Odbiór zapraszam http://ciekawesniadanie.blogspot.com/2010/09/co-lubie.html

    OdpowiedzUsuń
  10. ja wolę grzybową z makaronem, majstersztyk moge tego zjeść 3-4 talerzy ^^

    OdpowiedzUsuń
  11. Ja mam urazę do grzybów, a zwłaszcza pieczarek. Nie wiem dlaczego. Pewnie przez te cholerne pieczarki, może dostałem na jakiejś zapiekance niedobre jak byłem mały i mi się obrzydziło :). Tak czy inaczej, sam zapach grzybów jest dla mnie nieprzyjemny i powoduje lekkie mdłości. Więc pytam, bo może ktoś miał podobny problem co ja: Jak (czym?) przekonać się do grzybów?

    OdpowiedzUsuń
  12. Kleszcze kleszczami. Do tego sporo ludzi się nie zna a tu ciągle mówią o zatruciu grzybami, o tym, że nawet doświadczeni grzybiarze się mylą. Do tego wysyp żmij. Nie brzmi zachęcająco.

    OdpowiedzUsuń
  13. uwielbiam grzyby.. jeść, zbierać, suszyć, marynować, jeść :D
    absolutnie każda potrawa z grzybami jest genialna.
    prawdziwki na maśle.. podgrzybki duszone w pomidorach ze świeżo mielonym pieprzem, grzybowa z ziemniakami, koniecznie ze śmietaną i zielona pietruchą... no i zielone gąski - u mnie panierowane, albo w postaci chrzęszczącej zupy.. mniaaaam

    OdpowiedzUsuń