wtorek, 27 lipca 2010

Ki diabeł? – Kiełbaski czarcie (producent Masokombinat Plzen, Czechy; dystrybutor Lidl)


Gdy Lidl ogłasza jakąś nowość w swoim dziale wędliniarskim, zawsze z chęcią sprawdzam – efektem jest parę fajnych odkryć, które systematycznie lądują na kanapkach. Tym razem sieć zaproponowała dwie czeskie (znaczy produkowane w Czechach) specjalności: kiełbaski debreczyńskie i czarcie. czytaj dalej

Te pierwsze swego czasu polecał Robert Makłowicz w swoim programie z Debreczyna, ale ja skusiłem się na czarcie. Przyciągnął mnie nietypowy wygląd i obietnica czegoś pikantnego w smaku. Jakże płonne okazały się moje nadzieje!

Przede wszystkim już w sklepie powinienem zwrócić uwagę na opis, który brzmi: kiełbasa średnio rozdrobniona, wysoko wydajna. Skłaqd: mięso wieprzowe 60%, mięso drobiowe oddzielone mechanicznie 5%, skóry drobiowe, itd., itp. Znaczy się, proszę państwa, po prostu parówy, zwykłe parówy, które sprzedaje się pod kuszącą nazwą „kielbaski”.


Badania organoleptyczne potwierdziły moje przypuszczenia. Smakuje toto jak kiełbasa parówkowa. Słone, bardzo słone, niezbyt smaczne i wcale nie pikantne. Dopiero po chwili można wyczuć jakieś dalekie echo przypraw i nieznaczną ostrość. Jedyne pozytywne wrażenie to czarny flak, który wygląda mocarnie. Spożywane na zimno kiełbaski czarcie rozczarowały. No to może na ciepło?

Poddane obróbce cieplnej zachowały się dwojako. Podgrzane w wodzie okazały się jadalne (aczkolwiek z dużą ilością musztardy). Smażenie okazało się dla czarcich kiełbasek zbyt dużym wyzwaniem. Na patelni, w gorącym tłuszczu po kolei wszystkie wybuchały i tworzyły taką oto makabrycznie wyglądającą mięsną purchawę. Wniosek: nie smażyć!


Rozczarował mnie nowy produkt w ofercie Lidla. Liczyłem na coś w stylu lokalnej specjalności, a dostałem zwykłe parówy w czarnej skórce, które da się zjeść, ale dopiero po pokryciu ich grubą warstwą musztardy. To już lepiej kupić sobie polskie parówki premium.

==Radar==

Waga: 400 g
Cena: 4,99 zł

Ocena: 5/10

+ ciekawy wygląd

- niesmaczne
- mało mięsa
- dużo konserwantów
- nie nadają się do smażenia

7 komentarzy:

  1. Haha jak to wygląda

    OdpowiedzUsuń
  2. debreczynki z tej serii sa lepsze 70 proc miesa . trzeba je podgrzewac nie doprowadzajac do wrzenia wtedy nie pekaja. czarcie nie sa tragiczne lecz zalezy od partii

    OdpowiedzUsuń
  3. W opakowaniu wygląda bardzo zachęcająco.

    Szkoda, że nie mam u siebie Lidla.

    OdpowiedzUsuń
  4. No to po takiej recenzji spodziewalbym sie jednak nizszej oceny produktu.

    OdpowiedzUsuń
  5. 5 – przeciętne, można gdy nie ma nic innego. myślę, że ocena jest adekwatna. nie jest to przecież tragiczny produkt, można go spokojnie zjeść i nic złego się nie stanie

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja ostatnio zaliczyłem taką wtopę, kiedy po świetnej roladzie ustrzyckiej wędzonej, z pieprzem kupiłem w lidlu ser salami, też (podobno) wędzony.

    OdpowiedzUsuń
  7. Podobnie jak Kolega Radar, buszując w lodówce Lidla rozważałem, czy wziąć debreczynki, czy czarcie i wziąłem czarcie. Czarcie chyba są dlatego, że całe czarne :) Mimo wszystko produkt wielce mizerny. Zatem fakt, można zjeść, ale ochów i achów nie wywoła

    OdpowiedzUsuń