niedziela, 29 listopada 2009

Placek z zielskiem i boskim salami - Pizza rucola (producent nieznany, Niemcy, dystrybutor Kaufland)

Wpadła mi w oko ta pizza. Nieczęsto widuję w zamrażarkach taką ilość zieleniny (pomijając szpinak). W tym przypadku jest to rukola, roślina kojarzona z Włochami, choć podobno i u nas pospolita. Zielsko ma ciekawy orzechowo-pieprzowy smak i znakomicie nadaje się do surówek/sałatek. Na ciepło wypada już trochę gorzej.

Głównym atutem omawianej pizzy jest jednak salami Calabrese, świetne, pikantne, z niemiecką precyzją symetrycznie ulokowane na placku w liczbie siedmiu plastrów. Zwróćcie uwagę - kiedy kupujecie polską pizzę z salami, to jest to zawsze jakieś tam salami bez nazwy, bez pochodzenia. Tu nie tylko jest świetnej jakości, ale jest gatunkowe i pochodzi z Kalabrii (region Włoch). Na tym polega różnica.


 
Pizza ładnie się wypieka. Ciasto cienkie, ale niełamliwe, w smaku słodkawe (niepotrzebnie). Sosu pomidorowego odpowiednio dużo, do tego małe kawałki pomidorów. Ser - tylko jeden rodzaj: mozzarella. Przydałby się jeszcze jeden dla urozmaicenia. Rukola po upieczeniu placka wygląda nieciekawie, jak zwiędłe liście. Trochę aromatu oddaje, ale nie zachwyca. Zdecydowanie lepiej wygląda przed upieczeniem.

==Radar==

Cena: 5,99 zł
--------------
Ocena: 7/10

+ rukola
+ pyszne salami
+ rozsądna cena


- słodkie ciasto
- rukola chyba jednak lepiej pasuje do sałatek

sobota, 28 listopada 2009

Kebab opanował polski fast food!

Znamy już wyniki ankiety na temat preferencji fastfoodowych czytelników bloga. Wygląda na to, że kebab – najmłodszy przedstawiciel szybkiego jedzenia w naszym kraju – podbił wasze podniebienia. Bezapelacyjne zwycięstwo w głosowaniu! Na miejscu drugim nasza poczciwa zapiekanka, jedyny typowo polski wkład w rozwój fast foodu, do tego chyba najzdrowsza rzecz ze wszystkich biorących udział w głosowaniu. Na trzecim miejscu hamburger i na dalekim ostatnim hot-dog. Co do hot-doga, to nie ma się co dziwić, skoro większość właścicieli bud pcha do bułki byle jaką parówę. Ja doskonale pamiętam czasy, kiedy w hot-dogach lądowały pyszne i bardzo mięsne frankurterki. Kiedy to było...

Sporo osób wybrało opcję „nie jadam takich rzeczy”. Aż mi się nie chce wierzyć. W ogóle? Nic a nic? Nie kusi czasem zanurzyć aparat gębowy w gorącym tłustym fast foodzie?


Dzięki za wszystkie 142 głosy!

==Radar==

Zdjęcie: znalezione w sieci

piątek, 27 listopada 2009

Smakuje lepiej niż wygląda – Potrawka z żołądków w sosie śmietanowym (producent Rolnik)

Niniejszym częściowo rehabilituję firmę Rolnik za koszmarną podróbkę bigosu, którą miałem nieprzyjemność spożywać jakiś czas temu. Podroby jem bardzo rzadko, więc podszedłem do potrawki z żołądków na dużym luzie. W skład dzieła wchodzą żołądki indycze, warzywa, śmietana i różne zagęszczacze. Po wywaleniu zawartości słoika do garnka wygląda to dość alienowato – gęsta galaretowata maź jakby z łożyska obcej istoty. Po podgrzaniu i zamieszaniu sos robi się mniej przerażający, za to bardzo rzadki. Właściwie to zamienia się w zupę z pływającymi w niej kawałkami żołądków. W myśl zasady, że nie modyfikuję testowanych produktów, przelałem „zupę” do talerza i spróbowałem.

Sos nie za ciekawy – słonawy, bez charakteru. Gdyby go jednak zredukować i zagęścić, byłby akceptowalny. Miło zaskoczyły mnie żołądki – naprawdę dobre! Absolutnie nie kojarzący się z konserwą smak. Oczywiście nie jest to szczyt wyrafinowania, ale rzekłbym, że jest to poziom przyzwoitego baru serwującego flaczki i inne tego typu potrawy pod wódeczkę.

Podsumowując: przyzwoity produkt, którym naje się jedna osoba. Rolniku – wybaczam ten bigos!

==Radar==

Cena: 4,55 zł (Tesco)
----------------
Ocena: 6,5/10

+ smakowite żołądki
+ porcja w sam raz na jedną osobę
+ nie odrzuca smakiem konserwy

- rzadki sos
- gdzie te warzywa?

wtorek, 24 listopada 2009

Przyzwoita pszenica z koncernu - Frater pszeniczny (producent Kompania Piwowarska)

Trudno w to uwierzyć, ale Kompanii, zakale psującej podniebienia obywateli RP produktami piwnopodobnymi w rodzaju Tyskiego czy Dębowego, udało się wyprodukować dobre piwo! Do tego gatunek kojarzony z mniejszymi browarami, do tego raczej z Niemcami niż Polską. Mowa oczywiście o pszenicy, która jako gatunek wydaje mi się nie do pobicia przez żaden inny wynalazek browarników.

Frater pszeniczny oczywiście obwieszony jest kretyńskimi tekstami o swoim klasztornym pochodzeniu, jakby braciszkowie Cystersi mieli z nim cokolwiek wspólnego. Ale mniejsza z marketingiem – jak wszyscy doskonale wiemy, Kompania jest niezwykle kreatywna w wymyślaniu nieistniejącej historii dla swoich nowych marek (może ich marketingowcy pochodzą z alternatywnej rzeczywistości?). Liczy się zawartość butelki.

A ta jest nadspodziewanie udana. Fraterek ujmuje mocną, puszystą pianą, świeżym zapachem i delikatnym chlebowo-cytrynowym smakiem. Idealne piwko do gaszenia pragnienia. Choć wolę bardziej zdecydowane smaki, nie mam Fraterowi nic do zarzucenia. Nasycenie CO2, trzymanie formy do samego końca kufla – wszystko to zachęca do dłuższej znajomości. Raczej można być pewnym zachowania jakości w różnych partiach (z czym mają problemy małe browary) – co prawda pozbawia to piwosza dreszczyku emocji, ale gwarantuje, że spragnieni piwa nie wylejemy go ze wstrętem do zlewu i żal zapijemy kefirem.

==Radar==

Cena: 4,39 zł (Tesco)
-------------------
Ocena: 7,5/10

+ uczciwie uwarzona pszenica
+ do tego polska

- bajki o średniowiecznym pochodzeniu
- cena: to w końcu koncern, powinno być poniżej 4 zł

Witajcie w idealnym świecie McDonald's

Oto kilka reklam sieci burgerów emitowanych w różnych zakątkach świata.

Wersja arabska (nawet zabawna):



Wersja filipińska (ach, ta piosenka!):



Wersja turecka (przepiękny akcent lektora!):



Wersja izraelska (here you are, Mr. President):



==Radar==

poniedziałek, 23 listopada 2009

Te dzieci są opętane przez diabła – Bobaski, parówki z drobiu wędzono-parzone (producent Animex)

Jak ja nie cierpię oszustów! Bo czy manipulacja nie jest oszustwem? Bobaski wyglądają naprawdę rozkosznie. Spójrzcie tylko na te słodkie dzieciaczki na opakowaniu, spójrzcie na te malutkie paróweczki w środku. Aż ślinka cieknie, prawda? Jakie jest pierwsze skojarzenie konsumenta? Ano że parówki są tak delikatne i tak dobre, że mogą je jeść nawet małe dzieci. Błąd. I to duży. Nie dałbym czegoś takiego dziecku, bo albo by umarło w męczarniach, albo zmutowało w jakieś monstrum.

Po pierwsze: parówki ciekną. Po otwarciu opakowania wylewa się z niego ciecz konserwująca, co już jest wstrętne, a jeszcze nawet ich nie spróbowałem. Po drugie: są obleśnie galaretowate, mają żelową konsystencję. Folia złazi z nich jak kondom po, są tak samo śliskie i wiotkie. No i wreszcie próbuję. O mój Boże! Co tu tak do jasnej cholery zgrzyta w zębach? Kości, dzioby, pazury? Szukam tych przysmaków w składzie, ale nie znajduję. Ktoś tu kogoś bezczelnie robi w konia. Smak jest mdły, sztuczny do bólu. Pozostawia taką tępą goryczkę na podniebieniu. Chemia w domu i zagrodzie. No i najgorsze – ten dziwny osad w przełyku. Jakbyś połknął kredowy proszek. Te dzioby najwyraźniej. Strasznie trudno się tego pozbyć.

Werdykt: ten produkt powinien być natychmiast wycofany ze sprzedaży, bo narusza zasady etyki handlu (udaje produkt dla dzieci), w dodatku zawiera odpadki, które nie zostały wymienione w składzie. Jeśli więc przypadkiem posiadacie Bobaski w lodówce, natychmiast zróbcie to, co zobaczycie na filmiku:



Jeśli jednak naprawdę bardzo pragniecie parówek (ja to rozumiem, czasem we mnie też odzywa się taka dzika żądza), zalecam nabycie w Biedronie parówek wybornych z serii produktów Nasze Smaki. Są całkiem porządne (tak na 6/10). Co ciekawe robią je Morliny, które również należą do Grupy Animex.

==Radar==

Cena: z wrażenia zgubiłem paragon
------------------
Ocena: 1/10

+ za Chiny nie wymyślę

- oszukańcze opakowanie
- obrzydliwa forma i smak
- tajemne składniki chrzęszczą w zębach i drapią przełyk

niedziela, 22 listopada 2009

Zdrowa niedziela – Muesli Radara

Pojawiły się zarzuty. Że pokazuję niezdrowe rzeczy. Z chemią, konserwowane, w plastiku. Tłuste, słodkie, przetworzone. Więc dziś dla odmiany coś zdrowego i pysznego przy okazji. I prostego do zrobienia. Oto niedzielne muesli Radara.

Do wykonania potrzebujemy: muesli crunchy tropikalne firmy Sante, płatki Fitella z płatkami w czekoladzie mlecznej i liofilizowanymi truskawkami (4,99 zł w Tesco), czekoladę gorzką lub deserową, cynamon i mleko chude. Czekoladę należy pokruszyć na małe kawałki na dnie talerza, wsypać po dwie garście płatków obu rodzajów, dodać szczyptę cynamonu i zalać zimnym mlekiem – nieprzegotowanym oczywiście. Najlepiej świeżym, nie UHT.

I to wszystko. Jeść póki płatki nie rozmiękną. Chrupiące, słodkie i zdrowe. Chyba.




==Radar==

piątek, 20 listopada 2009

Jaja jakieś czy co? – Black&White almond in plain & white chocolate (producent nieznany, Niemcy, dystrybutor Lidl)

Już jakoś tak mam, że jak tylko zobaczę, że coś jest z migdałami, to zaraz dostaję ślinotoku. A i opakowanie ładne, więc wziąłem. Bardzo fajnie to wygląda – jajka białe i jajka czarne. Wewnątrz całe prażone migdały. I gdybym ich nie spróbował, mógłbym zakończyć recenzję stwierdzeniem: mistrz!

Ale tak nie będzie. Owszem, migdał jest pyszny. Niemcy znają się na migdałach i to jest fakt. Ale czekolada... pozostawia wiele do życzenia. Zwłaszcza biała – nie przepadam za nią, a ta smakuje wyjątkowo kiepska, jak jakaś masa margarynowa. Czarna już lepsza, acz trochę za słodka. I niestety, lektura składu wyjaśnia wszystko: w czekoladzie jest – błeee! – tłuszcz roślinny. Znaczy czekolada czekoladopodobna. A mogło być tak pięknie.

Aha, można też kupić orzechy laskowe, również w białej i czarnej czekoladzie. Na razie się nie skuszę.

==Radar==

Cena: 3,69 zł
------------------
Ocena: 6/10

+ migdały są boskie
+ ładne opakowanie

- nieudana czekolada

poniedziałek, 16 listopada 2009

Musisz to mieć – Champignons de Paris (producent nieznany, dystrybutor Lidl)

Jakie tam szampinion de Pari, po prostu zwykłe blanszowane pieczarki. Zwykłe, ale jakże niezbędne do życia! Załóżmy taką sytuację – zresztą wcale nie tak znowu hipotetyczną – kupujesz pizzę mrożoną z salami i serem. Jest to naprawdę dobra i wypasiona pizza, ale czegoś ci na niej brakuje. Oczywiście, tym czymś są pieczarki. I oczywiście nie masz świeżych. Żaden problem, masz przecież rezerwę w słoiczku. Masz, prawda?

Pieczarki są delikatne, lekko słone, bo spoczywają w zalewie z osolonej wody. Żadnego octu! Idealnie nadają się na pizzę albo nawet do jajecznicy. Szkoda, że pokrojone, bo najbardziej przepadam za całymi, ale takie najczęściej sprzedają w occie. Powiem szczerze – 1/3 poszła na pizzę, resztę wszamałem na żywca. I znowu nie mam rezerwy!

==Radar==

Cena: 3,99 zł
---------------------
Ocena: 8/10

+ idealne do różnych dań na ciepło
+ ...albo jako przysmak sam w sobie
+ delikatne, lekko słone

- wolałbym w całości

piątek, 13 listopada 2009

Czy ty też kradniesz w supermarketach?

W Życiu Warszawy ukazał się ciekawy artykuł związany z nadchodzącymi świętami. Wróć. Czy komuś z was święta kojarzą się ze słodziejami sklepowymi? A jednak dziennikarzom gazety się skojarzyło. Pojawił się więc artykuł o tym, jak i co kradnie się z marketów. Okazja czyni złodzieja. Sklepy zwierają szyki przed świątecznym szczytem kradzieży. Ochroniarze ogłaszają mobilizację, monitoring staje się czujny jak nigdy dotąd.

Co można ukraść z marketu? Wszystko. "Artykuły spożywcze, sprzęt elektroniczny, alkohol, kosmetyki, książki - mówi Anna Kędzierzawska z Komendy Stołecznej Policji".

"Miesiąc temu dwóch 15-latków i 13-latek wynieśli ze sklepu w Ursusie sześć toreb reklamowych, w których były czekolady, piwo, kawa, cukierki, gumy i lekarstwa. Pomagał im w tym 23-letni kolega".

To jest dopiero straszne: "Z kolei we wtorek w Rossmanie 26-letni Kamil S. usiłował w kieszeniach wynieść akcesoria i kosmetyki do golenia za 468 zł". Co on tam nakradł? Jakąś kosmiczną 5-ostrzową maszynkę z tytanu?

Kantują i kradną wszyscy, także pracownicy sklepów, kasjerzy, sprzątacze, ochroniarze, którzy przymykają oko na kradzieże i zamawiają u złodziei fanty.

Plaga kradzieży to bynajmniej nie typowo polskie zjawisko. Wręcz przeciwnie, w innych krajach jumają jeszcze bardziej. "Według ostatniego Światowego Raportu o Kradzieży w Handlu Detalicznym, polskie sklepy odnotowały najniższy w Europie Środkowej odsetek strat. Na kradzieżach i pomyłkach od połowy 2008 r. do połowy 2009 r. straciły „tylko” 1,24 mld euro".

Markety nie lubią się chwalić danymi. ŻW udało się dowiedzieć, że w Tesco (raczej chodzi o 1 sklep, nie o całą sieć) wyłapuje się kilkunastu złodziei tygodniowo.

Plagą sklepów samoobsługowych są też tzw. podjadacze. Tu coś skubną, tam nadgryzą i w ten sposób uzupełniają w organizmie bilans niezbędnych składników pokarmowych.

Tak mnie ten artykuł natchnął do zmontowania ankiety na temat "robienia w ciula" marketów. Przyznajcie się jak na spowiedzi: robiliście kiedyś którąś z opisanych wyżej rzeczy? Ankieta na pasku po lewej.

Artykuł z ŻW można przeczytać tu.

==Radar==

Zdjęcie: Wikipedia

czwartek, 12 listopada 2009

Intensywne doznanie – Sok przecierowy z warzyw i owoców (producent MW – GMW Sp. z o.o., dystrybutor Biedronka)

Skłamałbym, gdybym napisał, że soki warzywne to mój żywioł. W zasadzie staram się nie kupować soków w kartonie, bo to zazwyczaj straszne świństwo. Mowa oczywiście o sokach owocowych, bo z warzywnymi okazuje się jest zupełnie inna historia. Weźmy ten z Biedronki. Napisali na opakowaniu „sok przecierowy” i rzeczywiście taki jest. Gęsty, esencjonalny, widać, że jest w nim kupa warzyw. No właśnie, skład. Zaskoczyło mnie, ile różnej dobroci wpakowano do tego kartonu. Są tu pomidory, marchew, buraki, seler, brokuły (!), szpinak (!), pory, cebula. Do tego jeszcze jabłka, żeby nadać smakowi lekkiej kwaskowatości.

Hrabia Dracula ma taki soczek na stoliku nocnym na wypadek pragnienia po koszmarze

I wiecie co? To jest naprawdę dobre. Trochę mnie przeraził ten szpinak, ale nie wyczuwam go – i bardzo dobrze. Za to czuję pomidory, buraki i seler – to są te dominujące składniki. Sok smakuje niemal jak świeży, dopiero co zmiksowany. Dodajcie do tego trochę czarnego pieprzu (niby w składzie jest, ale ja lubię mocniejsze wrażenia) – i chlup w ten głupi fastfoodowy dziób. Można konsumować z wódką, można i po wódce. Na kaca znakomite.

==Radar==

Cena: 2,20 zł (do weryfikacji, paragon zaginął)
-----------------------
Ocena: 9/10

+ tyle tu tego!
+ rokendrolowy smak
+ dobry na kaca
+ smakuje naturalnie i świeżo

- szpinak?
- sztucznie dołożona witamina C

wtorek, 10 listopada 2009

EB - piwo, które miało podbić Polskę

Nie podbiło. Marka już nie istnieje. Zostały w pamięci efektowne (Jean Reno!) i pomysłowe reklamy, jak ta z radzieckimi generałami. Świetna! Nawet po 10 latach bawi i robi wrażenie swoją śmiałością.



Pamiętacie patent z odkręcanym kapslem? Szkoda, że się nie przyjął.

==Radar==

poniedziałek, 9 listopada 2009

W Polsce powstanie sieć pijalni yerba mate


Czy zagrozi Starbucksowi? Pewnie nie, ale ma szansę uzupełnić ofertę kawiarni i pijalni herbaty. Pierwszy lokal, w którym można się napić południowoamerykańskiego naparu, a także kupić to i owo związane z yerba mate, powstał właśnie w Warszawie. Guarani Mate Bar ma być początkiem ogólnokrajowej sieci działającej w modelu franszyzowym (właściciel baru wykupuje licencję na prowadzenie lokalu pod marką sieci).

- Rynek Yerba Mate ciągle jest jeszcze w Polsce dosyć mały. Naszym zdaniem będzie rósł, biorąc pod uwagę rosnące zainteresowanie. Dodatkowo pijalnie Yerba Mate to zupełnie coś nowego i dlatego chcemy to wykorzystać i stworzyć pierwszą w Polsce sieć - powiedziała Portalowi Spożywczemu Anna Pasyniuk z Guarani Mate Bar.

Yerba mate - wyszuszone liście ostrokrzewu paragwajskiego - ma niezwykłe właściwości odżywcze, rozjaśnia umysł i likwiduje uczucie zmęczenia i głodu. Do dziś jest jedną z najpopularniejszych indiańskich używek. Do Europy trafiła za sprawą jezuitów. Yerba mate podaje się na gorąco (napar) lub na zimno w specjalnym naczyniu przypominającym tykwę (mati w języku Indian Keczua to właśnie tykwa). Pije się ją przez specjalną rurkę (bombillę).

Można więc powiedzieć, że picie yerby to rodzaj specyficznego rytuału, który ma szansę przyciągnąć klientów - zwłaszcza młodych ludzi - do powstającej sieci.

==Radar==

Tekst powstał w oparciu o info z Portalu Spożywczego i artykuł w Wikipedii. Foto: Wikipedia

niedziela, 8 listopada 2009

Budyń ziemniaczany – Ziemniaki puree z grzankami i smażoną cebulą (producent Winiary)

Lubicie takie przysmaki w plastikowych kubkach? Ja niespecjalnie, choć czasem potrafią mile zaskoczyć. Chociaż niekoniecznie to akurat danie w 5 minut z Winiar. Nie jest zbyt wyrafinowane: ziemniaki w proszku, standardowe grzanki i trochę cebuli.

Po zalaniu i zamieszaniu tworzy się z tego jednolita pulpa, która zastyga na kształt budyniu. Ziemniaki... cóż, na pewno nie smakują jak właśnie zgniecione ziemniaki z masłem. Są nijakie, mdłe. W zębach zgrzytają nudne grzanki, znane ze wszystkich gorących kubków tego instant-świata. Cebula jest wyczuwalna i to właściwie jedyny akcent smakowy. To już chyba kaszka na mleku jest bardziej apetyczna! A gdyby tak grzanki zastąpić skwarkami... mmm, byłoby dużo lepiej.

==Radar==

Cena: 2,49 zł (Tesco)
-------------------
Ocena: 5/10

+ na chwilę zaspokoi głód
+ zaskakujące, ale w składzie nie ma żadnej chemii

- mdłe
- banalne

- niewarte swojej ceny

piątek, 6 listopada 2009

Inspirujący lager: niemożliwe? – Złote Lwy (producent Browar Amber)

Już po nalaniu połowy kufla wiedziałem, że będzie dobrze. Piana jak beton napowietrzony, mimo że wychynęła poza krawędź szkła, nic nie wyciekło. Opadła dość szybko, ale po uzupełnieniu utworzyła dość nieustępliwy śnieżnobiały kożuch grubości palca. I tak już zostało.

Zaskoczył mnie bardzo przyjemny owocowy, cytrusowy zapach. Świeży, zachęcający do natychmiastowego spróbowania. Co natychmiast uczyniłem. Nie zapominajmy jednak o kolorze. Jest to ciemniejące złoto, całość pięknie nasycona bąbelkami. Smak – początkowo aromatyczne cytrusy, pod nimi dyskretna, ale charakterna goryczka. Słód do połowy kufla prawie niezauważalny, ujawnia się pod koniec. Piwo przyjemnie szczypie podniebienie, wchodzi z rozmachem i bez oporów ze strony przełyku. Ma swój styl. Na szczęście piwowarzy z Bielkówka nie przesadzili z mocą – jest w sam raz (5,6%).

Mam zwyczaj dość długiego sączenia piwa, z tym jednak było inaczej. Tak mi zasmakowało, że wypiłem je prosto z marszu. Znakomite, godne polecenia. Szkoda tylko, że dość drogie...

==Radar==

Cena: 4,10 (delikatesy Piast, Gliwice)
----------------------
Ocena: 9/10

+ inspirujący zapach
+ nienarzucający się, ale charakterny smak
+ dobrze wchodzi

- cena

- na etykiecie brak podstawowej informacji: pasteryzowane czy nie?

czwartek, 5 listopada 2009

Sensacyjny cheesburger – Cheesburgery (producent Abbelen, Niemcy, dystrybutor Biedronka)

Nie napalajcie się tak bardzo, bo tytuł jest zwodniczy. Ale po kolei. Kupiłem ten produkt tylko dlatego, że a) nie lubię stać w kolejce do fast foodu, a czasem mam ochotę na kotleta w bułce, b) stwórcą kotleta nie jest firma Krzyżanowscy. Punkt b) mnie nieco uspokoił.

Mam przed sobą cheesburgery w najbardziej klasycznej postaci: bułka z sezamem, kotlet, plasterek sera. Wszystko. I tyle wystarczy, jeśli produkty będą dobrej jakości. Zobaczymy.

Rozgrzewam piekarnik. Do środka ładuję jeszcze po plasterku pomidora, bo zdrowo musi być! Wstawiam na kilka minut do piekarnika. Wg instrukcji powinno to być 12 minut, ale w takim czasie mój piekarnik spaliłby bułkę na węgiel – więc trochę krócej. No i jest. Pierwszy gryz.... Całkiem, całkiem. Najbardziej obawiałem się oczywiście kotleta. Mając w pamięci rozkoszny smak produktów Krzyżanowskich, nastawiałem się na najgorsze. Jednak jak się okazuje, można zrobić produkt garmażeryjny, który nie będzie zabijał już po pierwszym kęsie. Można, pod warunkiem, że zrobi się to poza polską jurysdykcją. Szwabski kotlet jest całkiem smaczny. Smak ma neutralny, nie epatuje ani chamską konserwą, ani też nadmiarem sztucznych aromatów. Po prostu przyjemne mielone. Nie mam mu nic do zarzucenia. Ser – najzwyklejsza w świecie gouda, nie ma o czym pisać. Bułka – dość istotny składnik hamburgera. Tu również Niemcy spisali się dobrze – nie kruszy się, nie rozpada. Jest puszysta, ale nie za sucha. Okej.

I na tym mógłby się zakończyć ten test, na „jest okej”. Niestety następnego dnia po konsumpcji (cheesburgery zjadłem na kolację; wiem, jestem zboczony) odczuwałem pewne sensacje żołądkowo-ubikacyjne. Nie wdając się w szczegóły, kilka razy musiałem usiąść na tronie. Nie mam pewności, że sprawcą były kotlety. Z drugiej strony nic innego nie jadłem. Być może była to dolegliwość związana z czymś innym. Nie rozsądzam. Ale moja pozytywna ocena nieco się zachwiała.

Cena: 4,95 zł
----------------------
Ocena: w dniu testu 6,5/10, następnego dnia: 5/10

+ dobry kotlet
+ bułka na plus
+ rozsądna cena za dwa burgery

- niewyjaśniony do końca wpływ na żołądek

środa, 4 listopada 2009

Maj nejm is Rysio. Tata Rysio - Herbata Saga (producent Unilever)

Od pewnego czasu w sprzedaży jest specjalna edycja herbaty Saga (100 torebek) z dołączonymi prezentami - rodzinką pacynkowych misiów.

Ja wybrałem tatę Rysia. Do wyboru są jeszcze mama Basia (w podejrzanym kapelutku), synek Bartek (sympatyzujący z odmienną orientacją) i córka Zuzia (ewidentnie fanka Joli Rutowicz). Jak ktoś ma ciągoty prorodzinne, może sobie skompletować pełną polską komórkę społeczną w modelu 2+2.

Picia herbaty Saga jednak nie polecam. Odradzam nawet. Chyba że lubicie zmiotki z podłogi, po których łaziło 10 000 Chińczyków o brudnych stopach.

Na tym zdjęciu widzimy tatę Rysia w wersji kompaktowej...

...a tu w całej okazałości. Patrzcie jak się szczerzy, bo wetknąłem mu palec w... plecy :)

Uwaga dla koneserów: misiom można zdejmować ubranka!

==Radar==

Cena: 3,94 zł (Biedronka)

wtorek, 3 listopada 2009

Czy pionier trzyma się dobrze? – Piwo żywe (producent Browar Amber)

Pionier w tytule stąd, że jest to o ile mnie pamięć nie myli pierwsze piwo, które zapoczątkowało modę na piwa z małych lokalnych/regionalnych browarów, różniących się dość znacznie metodą produkcji od wyrobów wielkich koncernów. Na początku dekady te niewielkie firmy były albo wykupywane przez koncerny, albo padały z powodu nierentowności. Dziś nie tylko część z nich produkuje piwo, ale i powstają nowe inicjatywy, w tym coraz więcej tzw. browarów restauracyjnych, gdzie piwo warzy się niemal na oczach klientów i podaje się im prosto z kadzi.

Sporą zasługę w odrodzeniu lokalnego browarnictwa ma niewątpliwie Amber z Bielkówka. Żywe było kilka lat temu prawdziwą sensacją. Było to pierwszy dostępny w całym kraju produkt niepasteryzowany, o krótkim, bo zaledwie 5-tygodniowym terminie przydatności do spożycia. Jak dziś prezentuje się ten pionier?

Problem z tym piwem jest taki, że kiedyś było zgodnie z nazwą „żywe”, tzn. zawierało żywe kultury drożdży, a więc mimo rozlania do butelki, drożdże ciągle w nim pracowały, a piwo miało zmienne parametry smakowe. To już historia. W obecnym Żywym nie ma śladu drożdży – zostały dokładnie odfiltrowane. Piwo jest doskonale klarowne i niestety smakuje jak wszystkie inne tego typu trunki, np. opisywane niedawno Świeże z Kormorana.
Żywe ma słabą pianę, która szybko znika i słabe wysycenie gazem. Po kilku chwilach od nalania dostajemy praktycznie piwo wygazowane. Nie wpływa to korzystnie na doznania smakowe, bowiem ujawnia się moc (ponad 6%), która momentami wyłania się spod lekko słodowo-goryczkowej nuty. Żywe najlepiej sprawuje się na początku, daje wrażenie obcowania z czymś głębszym, niebanalnym. Potem niestety sytuacja się zmienia na niekorzyść i dokończenie degustacji staje się mniej przyjemnym wyzwaniem.

Butelka dobrze się prezentuje, wystrój graficzny sugeruje piwo na pół amatorskie, zdecydowanie nieprzemysłowe, kojarzy się z czymś bardzo lokalnym i niepowtarzalnym. W parze za tym wrażeniem idzie cena – moim zdaniem zbyt wysoka jak na jakość. Ale Żywe to piwo trochę snobistyczne, a za snobizm trzeba zapłacić.

==Radar==

Cena: 4,40 zł (delikatesy Piast, Gliwice)
------------------------
Ocena: 7/10

+ legenda
+ początkowe doznania smakowe
+ styl butelki

- słabe wysycenie
- „psuje się” w trakcie konsumpcji (chyba że ktoś potrafi wypić 0,5 l piwa jednym duszkiem)

- cena

poniedziałek, 2 listopada 2009

Dostępne bez recepty – Pastylki miętowe (producent Wawel)

Po raz kolejny powracam do kultowych słodyczy znanych z dzieciństwa. Pastylki miętowe od Wawela to produkt dość charakterystyczny, trudno pomylić go z czymś innym.

Wydawałoby się, że producent osiągnął połączenie idealne: wyrazisty aromat mięty w zestawieniu ze słodyczą czekolady to mieszanka iście zabójcza. W teorii. Niestety, kiedy się to je, już tak idealnie nie jest. Po pierwsze czekolada. Kuwertura jest zbyt jasna, po prostu mleczna. W dodatku poskąpiono jej, warstwa czekolady jest raczej cienka. Nadzienie: mięta dość ostra, niemal jak w gumach do żucia Wrigley, ale sama masa jest jakaś taka nieprzyjemna w smaku. Taka maź jak z tanich produktów czekoladopodobnych.

Można podjeść kilka takich pastylek, ale żeby opróżnić całe opakowanie za jednym zamachem... nie ma mowy. Zmulenie i zmęczenie przyjdzie już po drugiej, trzeciej.

==Radar==

Cena: ? (paragon wcięło)

------------------
Ocena: 5,5/10

+fajny pomysł – niestety zmarnowany
+ładne opakowanie

-mało czekolady
-nadzienie szybko męczy

108,10

Spokojnie, to nie żaden tajny kod da Vinci. Postanowiłem podliczyć ile wydałem na produkty do testów w ciągu ostatnich dwóch, dość intensywnych, miesięcy. Wyszło mi właśnie tyle: 108,10 zł. Nie tak źle, myślałem, że poszło na to więcej kasy :) A dokładniej:

w październiku: 53,71
we wrześniu: 54,39

Jak widać, każde hobby kosztuje, jedno mniej, inne więcej. Stąd mały apel: gdyby na blogu pojawiły się jakieś reklamki (małe, nieinwazyjne) - bądźcie dla nich łaskawi, nie blokujcie ich, nie krzywcie się, że komercja. Może nawet czasem kliknijcie wspaniałomyślnie. Dzięki wam blog będzie się szybciej rozwijał. Merci!

==Radar==

niedziela, 1 listopada 2009

Jak zrobiłem obiad z niejadalnego wyrobu garmażeryjnego – Cordon bleu z sosem brokułowo-serowym (producent Krzyżanowscy)

W sobotę praktykuję zwyczaj jedzenia na obiad mięsa. Więc i w tę sobotę udałem się do sklepu z postanowieniem nabycia jakiegoś sensownego kawałka martwego zwierzęcia. Ale będąc już na miejscu straciłem ochotę na użeranie się z surowizną (wiecie, ta przemoc z użyciem tłuczka) i postanowiłem wziąć coś gotowego. I tu popełniłem pierwszy błąd, gdyż z doświadczenia wiem, że żaden wyrób garmażeryjny NIGDY nie dorówna samodzielnie zrobionym kotletom. Drugi błąd był znacznie poważniejszy, ponieważ wziąłem coś nie sprawdziwszy producenta. No i masz ci los, znowu trafiłem na złowrogą firmę Krzyżanowscy Sp. z o.o. Już kiedyś męczyłem się z ich hamburgerem drobiowym i choć było to ponad rok temu, ciągle mam po tym wydarzeniu złe sny.

Jak na złość wygląda całkiem apetycznie... Nie wierzcie swoim oczom!

Ale że jestem leniwy, postanowiłem jednak coś zrobić z tymi dwoma kotletami „cordon bleu”. Po wyjęciu z opakowania wyglądają całkiem dobrze, więc w moim sercu na chwilę zagościła nadzieja. Płonna. Po podsmażeniu na patelni okazało się, że pod niezbyt smaczną panierką znajduje się ohydne mielone mięso z kurczaka (O RLY?) o smaku rozmrożonego morszczuka. Z przekrojonego kotleta wylewa się podejrzana masa serowo-brokułowa (wierzę na słowo): słona, zmulająca. Jezu Kryste i co teraz? Postanowiłem ratować swój sobotni obiad za wszelką cenę. W piekarniku dochodziły już frytki. Na patelnię szybko wrzuciłem sporą garść pokrojonych pieczarek. Do tego suróweczka z pomidorkami i koperkiem. Wyszło coś takiego:

Obiad zjadłem. Jak się pewnie domyślacie, bohater tego wpisu był jego najsłabszym elementem. Pamiętajcie: firma Krzyżanowscy to ZUO.

==Radar==

Cena: 2,99 zł (Biedronka)
----------------
Ocena: 3/10

+ opakowanie. Ja dałem się nabrać

- mięso z kurczaka (?)
- sos podejrzanej proweniencji

- do produkcji użyto 11 składników zaczynających się na E. A może umieścić to w plusach?