sobota, 31 października 2009

Ten koziołek nie bodzie – Koźlak (producent Browary Kujawsko-Pomorskie Krajan)

Do tej pory istniał dla mnie tylko jeden koźlak, ten z browaru Amber. Tymczasem trafiłem na tego „ciemniaka” z Krajana – browaru, który ciągle jest dla mnie wielką niewiadomą. Z jednej strony genialne irlandzkie, z drugiej schrzanione sztuczne miodowe.

Koźlak jest gdzieś pośrodku. Na pewno nie nazwę go piwem wybitnym, ale złe też nie jest. Po nalaniu do kufla wytwarza dość przeciętną pianę. Nie jest wysoka, za to nie znika zbyt prędko, za co plus. Smakowo koźlak jest jakiś niezdecydowany. Jakby próbował zadowolić wszystkich, którzy tylko go spróbują. Jest niby słodkawy, niby łagodny, ale czuć go też lekko przepalonym karmelem, a pod koniec robi się zupełnie nijaki. Na pewno trzeba pochwalić kolor – rubinowo czerwony pod światło wygląda bardzo ładnie. Piwo jest umiarkowanie mocne (6%) i nie męczy w trakcie konsumpcji (aczkolwiek pomagałem sobie chipsami). Warto pochwalić projektantów etykiety, jest bardzo stylowa i taka... diabelska :)

==Radar==

PS. Niestety przypadkiem usunąłem folder z sesji zdjęciowej Koźlaka, dlatego posiłkuję się fotką ze strony browaru :(

Cena: 2,99 zł (Polo Market)
--------------------
Ocena: 6,5/10

+ dość neutralny smak
+ piękny kolor
+ oprawa graficzna butelki

- brak mu charakteru
- opis na etykiecie banalny, brak informacji, czym jest piwo typu koźlak

piątek, 30 października 2009

Uciekać! To może zabić! - Kiełbaski drobiowe w sosie pomidorowym (producent Pamapol)

Napiszę prosto z mostu: to jest niejadalne. Nie kupujcie tego, jeśli chcecie żyć. Nie wierzę, że ta rodzinka ze zdjęcia kiedykolwiek próbowała to dzieło sztuki konserwowej. A jeśli tak, to pewnie spoczywa już w rodzinnym grobowcu.

Trochę szczegółów. „Kiełbasek” jest pięć. Mają kolor obciętego palca. Konsystencję nieco galaretowatą. Są tak miękkie, że rozpadają się pod dotknięciem widelca. Podobno są zrobione z mięsa kurzego, ale niestety nie podano, ile tego mięsa jest. Obawiam się, że niewiele, bo paróweczki sprawiają wrażenie zrobionych z kaszy manny i jakiejś substancji spajającej. Smakuje to jak namoczona tektura. Poważnie, w smaku nie wychwyciłem ani cienia mięsa. Natomiast zapach owszem, producent nie poskąpił sztucznego aromatu. Sos jest podobno pomidorowy. Po raz kolejny muszę się posiłkować opisem z puszki, bo w rzeczywistości jest to typowa dla tanich konserw obiadowych słonawa breja zabarwiona na czerwono odrobiną koncentratu pomidorowego.

Wstrętne. Omijać szerokim łukiem.

==Radar==

Cena: 3,19 zł (Polo Market)
----------------------
Ocena: 1/10

+ jakie plusy?

- niby parówki...
- ...w niby sosie

- karma dla psa to przy tym kawior

czwartek, 29 października 2009

Szukasz informacji o regionalnym jedzeniu? To się dobrze naszukasz

Postanowiłem przejrzeć portale informacyjne polskich województw w celach kulinarnych. Taka natura odkrywcy-eksplorera, rozumiecie. Serwisy mają za zadanie w jak najlepszy i najciekawszy sposób przedstawiać walory regionu/województwa. Jak wygląda sprawa promocji kuchni regionalnych i lokalnych przysmaków?

Strony przeglądałem w kolejności wyników wyrzuconych przez Google. No to lecimy.

1. Wrota Podkarpackie (
http://www.wrota.podkarpackie.pl). Portal odsyła do wielu dodatkowych serwisów informacyjnych dla turystów, m.in. poświęconym Bieszczadom czy turystyce rowerowej, jednak żaden z nich nie dotyczy kuchni i jedzenia. Dopiero kiedy klikniemy odnośnik Rolnictwo w menu po lewej stronie, trafiamy na specjalny serwis, z którego dowiemy się np. o konkursach i festiwalach lokalnego jadła. Ciekawą pozycją jest Leksykon Podkarpackich smaków - niestety w postaci ślamazarnie ładującego się pdf-a (a fuj!). Za to kapitalny pomysł to Mapa Podkarpackich Smaków, zobaczcie sami jak to wygląda.

Podsumowując: województwo ma sporo do zaoferowania, ale nie eksponuje tematu. Nie każdy odwiedzający stronę domyśli się, że info o kuchni regionalnej znajdzie w dziale Rolnictwo. Do poprawki!

2. Wrota Małopolski (
http://www.wrotamalopolski.pl). Fatalnie. Znalezienie działu Małopolskie Przysmaki wymaga kliknięcia w link Wizytówka Małopolski, a następnie wybranie tej kategorii. Jest lista najważniejszych małopolskich produktów (np. oscypek, obwarzanek), ale opisy skromne i bez zdjęć. Sytuację ratuje osobny serwis Smak Małopolski z przepisami. Wejście do serwisu tylko przez mały banerek. Dział jedzeniowy nie jest dostępny w żadnym z języków obcych do wyboru.

Podsumowując: jeszcze gorzej niż w przypadku Podkarpacia!

3. Wrota Podlasia (
http://www.wrotapodlasia.pl). Serwis ładny, choć nieco przeładowany informacjami. Podlasie stawia na rolnictwo, dlatego do informacji o jedzeniu stosunkowo łatwo dotrzeć. Po najechaniu na zakładkę Rolnictwo w menu na belce poziomej rozwija się spora lista odnośników, m.in. bardzo fajny dział z przepisami Na podlaskim stole. Bardzo podoba mi się serwis Turystyczne wrota, gdzie w czytelny i sensowny sposób pogrupowano tematy. Tuż obok Podlaskich smaków (porządny opis każdego produktu, zdjęcia) znajduje się lista lokali i klubów. A więc można - wystarczy chcieć. Niestety brakuje innych wersji językowych.

Podsumowując: droga do celu nie jest prosta, ale łatwiejsza niż w przypadku wcześniej opisanych serwisów. Zawartość na plus.

4. Wrota Pomorza (
http://www.wrotapomorza.pl). Podoba mi się ta strona. Jest przejrzysta, prosta, nie przytłacza nadmiarem bajerów. Niestety dotarcie do oferty kulinarnej regionu znowu wymaga umiejętności zgadywania. Trzeba kliknąć link Wizytówka Pomorza i tam w menu odnaleźć dział Kulinaria. Jest sporo przepisów, ale brakuje zdjęć.

Podsumowując: skromnie, ale nawigacja nie powoduje frustracji. Wybór nie oszałamia, ale każdy znajdzie coś dla siebie.

5. Wrota Warmii i Mazur (
http://wrota.warmia.mazury.pl). Oj, ale tu sztywno i urzędowo. Po lewej stronie przytłaczające menu. Szukam jedzenia w Turystyce - nic, w Rolnictwie - nic. Wreszcie jest w mało mówiącej zakładce Jakość i znaki reg. Niestety, dział zawiera same urzędowe informacje dla przedsiębiorców. Kompletny brak czegoś na luzie, dla zwykłych ludzi i turystów. Nie podoba mi się.

Podsumowując: być może jest to dobre miejsce dla przedsiębiorców i interesantów, ale kulinarnych walorów regionu nie promuje w żadnym stopniu. Pała z marketingu!

6. Wrota Świętokrzyskie (
http://www.wrota-swietokrzyskie.pl). Z estetycznego punktu widzenia serwis mi się podoba. Niestety, znowu dotarcie do interesujących mnie informacji nie jest łatwe. Klikamy: Rolnictwo > Produkty regionalne i tradycyjne > Tradycyjny smak. Jest lista, opisy, nawet zdjęcia (ale małe i nie da się ich powiększyć). Z tego co się orientuję, są to te same opisy co na stronie Ministerstwa Rolnictwa.

Podsumowując: kuchnia i produkty regionalne chyba nie są dumą świętokrzyskiego.

7. Województwo Śląskie (
http://www.silesia-region.pl). Nie wiem właściwie jak nazywa się ta strona. Na zakładce w przeglądarce widnieje nazwa Województwo Śląskie, na stronie jak wół Śląskie. Pozytywna energia (to hasło promujące region), z kolei w adresie mamy Siliesia-Region. Chaos na dzień dobry. Ta strona to prawdziwy nawigacyjny koszmar. Jest tak przeładowana informacjami, że chyba tylko urzędnicy, którzy ją redagują, wiedzą gdzie co można znaleźć. Ani słowa o tradycji kulinarnej Górnego Śląska, co dziwi jako że region jest liderem w rejestracji produktów tradycyjnych. Specjalny serwis dla turytsów Go Silesia informuje o wszystkim tylko nie o tym, co mnie interesuje. Mogę sobie za to wyszukać wszystkie bary mleczne w województwie. Cool.

Podsumowując: totalna katastrofa. Cudownie, że śląskie ma tyle do zaoferowania turystom w ramach Szlaku Zabytków Techniki, Architektury Drewnianej, Sakralnej, Kulturowej. Pytanie tylko, czy któryś z turystów podróżyjących jednym z tych szlaków dowie się kiedykolwiek o istnieniu genialnego krupnioka z grilla?

Pozostałe województwa nie posiadają swoich wizytówek. Informacje są rozsiane po stronach różnych tam marszałków, wojewodów, gmin, samorządów - nie jestem w stanie nawet do tego podejść, więc na miejscu siódmym kończę ten przegląd.

Spośród przedstawionych tu portali najbardziej zachęca do eksploracji lokalnych smaków Podlasie. Widać, że ten region stawia na rolnictwo i odtwarzanie tradycji kulinarnej. Turystyka kulinarna może być wielkim atutem regionu (pamiętam tę fantastyczną kiszkę ziemniaczaną w lokalnym barze, cudo).

Podkarpackie miało niezły pomysł z mapą lokalnych przysmaków. Kompletnie olała sprawę Warmia i Mazury - zmarnowany potencjał (a gdyby tak się pochwalić świetnym piwem z browaru Kormoran?). Również śląskie wydaje się nie zauważyło szansy, jaką daje przedstawienie "kultury jedzeniowej". Poprawcie się! Chcę jeść!

==Radar==

środa, 28 października 2009

Naprawdę dobry porter – Czarny Boss Porter (producent Browar Witnica)

Nieczęsto pijam portery, a jeśli już to za wyznacznik jakości przyjmuję porter żywiecki, który pamiętam jako piwo wybitne. Będąc w Polo Markecie natrafiłem na kolejnego przedstawiciela egzotycznego dość browaru BOSS. Z półki uśmiechnęła się do mnie skromna buteleczka czarnego piwa – nie wahałem się ani chwili i porter z Witnicy wylądował w moim kufelku.

Piwo zachowuje się i prezentuje jak rasowy porter – pieni się pięknie, przy czym piana początkowo ma kolor kremowy, potem bieleje. Osadza się powoli i dostojnie. W smaku na samym początku uderza mocna goryczka, trochę czuć alkohol (8,5%). Druga nuta to karmel, nieco słodyczy. Wrażenia smakowe stabilizują się na właściwym poziomie i do końca konsumpcji nie miałem żadnego problemu z goryczką. Wchodzi dobrze, nie męczy. No i oczywiście pięknie wygląda – nieprzenikniona czerń, na dole przechodząca w rubin. Nie zawiodłem się, dobre piwo warte swojej ceny.

Aha, na etykiecie napisano, że jest to klasyczny bałtycki porter. Trudno mi ocenić, czym się on różni od np. żywieckiego, ale jako hasło reklamowe brzmi dobrze :)

==Radar==

Cena: 2,49 zł butelka 0,33 l (Polo Market)
---------------------
Ocena: 8/10

+ rasowa goryczka
+ gęsta i długotrwała piana
+ dobra cena

- początkowo irytuje posmakiem karmelu
- uboga w informacje etykieta

wtorek, 27 października 2009

Surogaci ciąg dalszy – Cafe Crema (producent Zott)

Jest mnóstwo rzeczy, które imitują inne rzeczy. Na przykład kawa zbożowa imituje kawę naturalną. Ta z kolei mleczna breja od Zotta naśladuje filiżankę kawy espresso. Widzicie ten malutki rysuneczek na dole buteleczki? Nie? To dobrze. Bo ten napój w żadnym stopniu nie smakuje jak kawa. Ani espreso, ani nawet Anatol.

McDonald's: Bye-bye, Islandio

Wydawałoby się, że nie ma nic pewniejszego na świecie od tego, że w każdym kraju cywilizacji zachodniej znajdziesz wielkie logo z charakterystycznym M. Cóż, wygląda na to, że żyjemy w niepewnym świecie. McDonald's, największa sieć fast food na globie, wycofuje się z Islandii - kraju najbardziej dotkniętego kryzysem ekonomicznym. Już w grudniu koncern zacznie zamykać swoje restauracje - w sumie 3 (!) - mieszczące się w Reykjaviku. Ładny prezent pod choinkę :)

W związku z kryzysem i drastycznym spadkiem wartości korony, prowadzenie McDonaldów stawało się coraz mniej opłacalne. Islandzkie Maki były zobowiązane umową do sprowadzania wszystkich składników z Niemiec, co oznaczało ciągle rosnące koszty - i podwyżki dla klientów. W efekcie flagowy burger sieci, czyli Big Mac, kosztował ostatnio w przeliczeniu aż 5,29 dol., a to i tak za mało, by przynosić zyski. W tym celu trzeba by podnieść cenę do 6,36 dol., co sprawiłoby, że islandzki Big Mac byłby najdroższy na świecie.

W ten oto sposób konczy się trwająca 16 lat historia McDonald'sa na Islandii.

Właściciel likwidowanych restauracji (McDonald działa na zasadzie franszyzy) zamierza otworzyć w nich lokale pod nową marką, z fast foodami robionymi z lokalnych produktów. Hamburger z mięsa rekina? Hot-dog z baranią kiełbaską? Czemu nie...

==Radar==

Informacje za: Gazeta Wyborcza, Puls Biznesu

poniedziałek, 26 października 2009

Ambitne plany Intermarche w Polsce

Jak dowiedział się Portal Spożywczy, Grupa ITM (Muszkieterowie), zarządzająca w Polsce sklepami Intermarche (spożywka) i Bricomarche (dom i ogród), planuje rozwijać sieć w oparciu o większe sklepy o powierzchni 2,5 tys. m2.

Intermarche to sieć niewielkich marketów, które ulokowano głównie w mniejszych miastach (pamiętam je z wyprawy do Francji przed wielu laty, tam Intermarche był stałym elementem krajobrazu wsi i miasteczek). Grupa zdecydowała się na inwestycje w dużych miastach, gdzie planuje budowę marketów o powierzchni 2,5 tys. m2. Pierwszy taki market ma stanąć w Swarzędzu, kolejne m.in. w Gdańsku i Łodzi. Równocześnie sklepy już istniejące mają być rozbudowywane - niekoniecznie jednak osiągną taką powierzchnię jak nowe, to już zależy od wielkości działki i perspektyw lokalnego rynku zbytu.

W 2010 r. liczba sklepów tej sieci wzrośnie zgodnie z planem do ponad 260 punktów. Docelowo ITM planuje w Polsce sieć liczącą 800 sklepów Intermarche i 400 Bricomarche. Ponadto chce rozwijać sieć stacji benzynowych przy sklepach Intermarche - mają one powstawać przy wszystkich sklepach tej marki, gdzie będzie taka możliwość. Obecnie liczba sklepów Intermarche i Bricomarche w Polsce liczy prawie 210, w tym roku powstaną cztery sklepy typu "dom i ogród" oraz 7 supermarketów spożywczych.

Przy okazji grupa zaprezentowała nowe logo, które możecie zoabczyć poniżej:



==Radar==

Info za: Portal Spożywczy

sobota, 24 października 2009

Emigrant song – Steak pie in a rich gravy (producent Freshpack Ltd., Wlk. Brytania, dystrybutor Lidl)

Nie, nie wyprowadziłem się do Anglii, nic z tego! Wpadło mi w oko to eleganckie pudełko ulokowane w lodówce Lidla w ramach Tygodnia kuchni brytyjskiej. Postanowiłem zasmakować legendarnych ponoć niejadalnych przysmaków z Wysp. Po polsku ten wyrób – który o dziwo naprawdę jest robiony w Anglii, a nie w Niemczech jak przypuszczałem – nazywa się tarta z mięsem wołowym w sosie pieczeniowym. Jak wygląda w stanie zamrożonym, zobaczycie na filmie.



Okazało się, że pieczenie potrwało krócej, bo ok. 40 minut, a i tak udało mi się efektownie zwęglić wierzch „ciasta”. Na szczęście to, co było w folii aluminiowej, tylko się lekko zrumieniło, nie pozostało mi więc nic innego, jak odwrócić tartę i zrobić z niej coś w rodzaju babki. Po ukruszeniu ciasta z jego wnętrza wylewa się brunatnobrązowy sos. Szczerze? Taki sobie. Przypomina w smaku przyprawę do zupy typu maggi. Słonawy, męczący na dłuższą metę. Zdecydowanie nie porywa. Grzebię dalej w poszukiwaniu mięska. Jest! Spory kawałek wołowinki zostaje przeniesiony do paszczy. I tu niespodzianka: to jest prawdziwe mięso, żadna tam przetworzona mielonka. Po czym wnioskuję? Bo żylaste cholerstwo! I tu się moje zachwyty kończą, bo na podobną przypadłość cierpią i inne kawałki. Są wyraźnie twardawe.

Ciasto zostało zjedzone, wnętrze także – zostawiłem tylko przypalony spód. Ale żebym się tym daniem najadł, to nie powiem. Mimo dość sporej wagi (680 g) jest to porcja raczej na jedną osobę. Wychodzi dość drogo.

==Radar==

Cena: 9,99 zł
----------------
Ocena: 6/10

+ nieczęsto jem takie rzeczy, więc jakaś atrakcja ze względu na formę
+ bardzo ładne pudełko
+ prawdziwa wołowina

- sos nudny i monotonny
- wołowina żylasta
- łatwo przypalić wierzch
- nie jest to tanie

piątek, 23 października 2009

Szczęka na zawiasach, czyli megawhopper na 7 kotletów

W Japonii wszystko jest porąbane. Nawet szybkie jedzenie. Dwa wielkie koncerny postanowiły to wykorzystać i - tadam! - powstało takie coś:

Jeśli ktoś się nie orientuje: dopiero co premierę miała siódma odsłona systemu Windows. Z tej okazji japońscy koneserzy fast foodu mają okazję delektować się ogromnym hamburgerem z Burger Kinga o wdzięcznej nazwie Windows 7 Whopper. Smakołyk mieści w sobie 7 kotletów, mierzy ponad 5 cali (ok. 13 cm) i kosztuje dokładnie 777 jenów (jakieś 8,5 dol.).

Nie wiem czy dałbym radę zjeść coś takiego i pewnie się nie dowiem. Może to i lepiej.

==Radar==

czwartek, 22 października 2009

Własna torba na zakupy to jest to!

Wzrasta świadomość ekologiczna Polaków robiących zakupy w marketach. Taki można wysnuć wniosek z ostatniej ankiety. Prawie połowa chodzi na zakupy z własną torbą. Sporo osób bierze foliowe reklamówki, ale zwraca uwagę czy są z ekologicznego tworzywa.

Szczegóły na grafie:



Dzięki za udział w ankiecie!

==Radar==

wtorek, 20 października 2009

Smażone banany w czekoladzie

W takie wieczory jak te ostatnie trzeba czasem dać sobie na luz i trochę się dopieścić. Osłodzić sobie życie. Na przykład na sposób nieco egzotyczny, bo czemu nie? Od jakiegoś czasu oglądam w sieci (itvp) archiwalne programy Roberta Makłowicza – ostatnio podróże do Ekwadoru. A więc banany na różne sposoby. A że miałem akurat kilka dojrzałych owoców, nie namyślałem się długo.

Się smażą dopiero.

Uwaga, na zdjęciu wygląda to może nie specjalnie apetycznie, ale smakuje naprawdę dobrze!

Co jest potrzebne. Banany, które kroi się na paski. Masło: trochę na patelnię, odrobina do metalowego kubeczka. Banany należy usmażyć na patelni na maśle. Równolegle w kubeczku rozpuścić 1/3 tabliczki gorzkiej lub deserowej czekolady z masłem. Uwaga, czekolada będzie gęsta i może się łatwo przypalić, dlatego kontrolnie trzeba dolać wody i dobrze wszystko wymieszać. Nawet jeśli zrobi się to za rzadkie, nie ma problemu, woda wyparuje, a czekolada zgęstnieje.

Banany się usmażyły? Z obu stron złapały rumieńce? W takim razie na talerz je. I teraz wystarczy polać je gorącą czekoladą i do dzieła! Jeść na gorąco, a jakże. Można dodać bitej śmietany, kulkę lodów, co kto ma pod ręką. A jak lubicie eksperymenty, możecie podczas gotowania czekolady dodać kapkę syropu owocowego – ja miałem akurat malinowy, więc odrobina powędrowała do kubka, nadając czekoladzie aromatu malin.

Tak jak napisałem, wygląda to może i nie za ładnie, ale jest pyszne. Banany są mięciutkie, rozpadają się jak gorąca szarlotka, wszystko pięknie pachnie dzięki obecności masełka, no i ta czekolada! Palce lizać. Do dzieła, łasuchy!

==Radar==

Ambrosia wkrótce w Polsce

Producenci żywności z Wysp Brytyjskich coraz bardziej interesują się polskim rynkiem. Jakiś czas temu pisałem o irlandzkim Glenisk, który planuje wprowadzić do naszych sklepów swoje organiczne jogurty, teraz za sprawą Wiadomości Handlowych dowiadujemy się o planach kolejnego producenta. Tym razem chodzi o koncern Premier Foods, a konkretnie jedną z jego marek - Ambrosia.

Ambrosia to marka deserów mlecznych - puddingów, serków itp. - pochodząca z hrabstwa Devon w Anglii. W Polsce mają się pojawić charakterystyczne puszki Ambrosii z puddingiem ryżowym oraz inne desery ryżowo-mleczne. Planowana cena 500-gramowej puszki to 5 zł, a serków o wadze 400 g - 2,70.
Brytyjska firma planuje zainwestować w promocję swoich wyrobów 700 tys. euro. Początek ekspansji - rok 2010. Na początek produkty z logo Ambrosia trafią do sklepów w Trójmieście i na Śląsku. Czekamy!


==Radar==

Info za: Wiadomości Handlowe

poniedziałek, 19 października 2009

Pizza po japońsku, czyli to, o czym ci się nawet nie śniło, już zostało wymyślone w Japonii

Pizza z mini hot-dogami. Ciągle nie mogę uwierzyć w to, co widzę!



A to już jest naprawdę szalone. Zobaczcie jakie pizze sprzedaje w Japonii poczciwa Pizza Hut:



Tak, Japonia to dziwny kraj.

==Radar==

niedziela, 18 października 2009

Marka tak, ale o zakupie decyduje cena

Właśnie taki wniosek wypływa z ostatniej ankiety. Oto szczegółowy rozkład głosów:


Ciekawe, jaki wpływ na wybór takiej opcji przez większość głosujących miał panujący obecnie kryzys?

Dzięki za głosy.

==Radar==

sobota, 17 października 2009

Wielkie małe piwo – Noteckie piwo niepasteryzowane (producent Browar Czarnków)

Niepozorna buteleczka typu bączek za staroświecką, jakby zużytą (taka stylizacja) etykietą kryje rasowe i znakomite piwo. Po pierwsze piana. Genialna! Nie widziałem na żadnym polskim pilsie tak gęstej, tak trwałej i tak śnieżnej piany. A ta trzyma się na Noteckim bardzo długo, praktycznie do końca picia, sporo też osadza się na ściankach kufla. Zapach – świeży, jakby wody ze studni, z nutą chmielu. Smak – goryczkowy, wyrazisty, powiedziałbym nawet ryzykownie, że męski. Piwo musi znakomicie smakować w upalne dni – szkoda, że nie mogę teraz tego sprawdzić! Coś jeszcze? Aha, gaz. Zmasowany atak drobniusieńkich bąbelków od samego początku, do połowy konsumpcji. Potem trochę się uspokaja, ale nadal coś się pod tą białą czapą dzieje. Na nudę nie sposób narzekać.

Zdecydowanie apetyczne i budzące przyjemne skojarzenia piwo. Butelka 0,33 to idealna pojemność dla tego piwa – zaspokoi pragnienie, a nie zmęczy i nie znudzi. Warto spróbować.

Prawdziwie królewska korona

==Radar==

Cena: 2,20 zł + kaucja za butelkę (Sklep Olo, Gliwice)
--------------------
Ocena: 9/10

+ świeży i orzeźwiający smak
+ imponująca piana
+ trącący myszką, ale charakterny styl butelki

- mocno goryczkowe, może nie podejść lubiącym piwa słodkie

Państwo pozwolą: oto Danusia – Danusia klasyczna deserowa czekolada nadziewana (producent Wawel SA)

Grubym nietaktem byłoby nazwanie Danusi batonem – to absolutnie inna liga niż te wszystkie oblane tandetną mleczną czekoladą, wypełnione prostackim toffi i chamskimi orzeszkami ziemnymi marsy, snickersy itp. Rzeczywiście najlepszym określeniem będzie – zgodnie z sugestią producenta – po prostu czekolada nadziewana. Niewielkich rozmiarów, w sam raz na jeden raz. Co nie znaczy, że Danusia to dziewczyna na jeden raz. O nie, to jedna z tych kobiet, z którymi chce się być na dłużej („na zawsze” nie przejdzie mi przez klawiaturę ;))

Atutem Danusi jest kuwertura. Ciemna, gruba, o deserowym słodkim smaku. Idealnie smakuje po schłodzeniu w lodówce, fajnie strzela w zębach. Nadzienie ma nutę alkoholową (w składzie spirytus), ale nie tak silną jak w batonikach z tzw. advocatem. Podobno ma też smak orzechowy, ale prawdę mówiąc nie wyczuwam go. Za to z rozczarowaniem zauważyłem, że za ów smak mają odpowiadać orzeszki ziemne. Zdecydowanie powinny to być lepsze orzechy, a najlepiej migdały. Mówimy przecież o produkcie ze 100-letnią tradycją! Orzeszki ziemne to pójście na zgniły kompromis z ekonomią. Z jednej strony producent snobuje się ekskluzywność, z drugiej zapycha nadzienie tanim wypełniaczem orzechopodobnym.

==Radar==

Cena: 0,95 – 1,39 zł
------------------------
Ocena: 7,5/10

+ bardzo dobra czekolada deserowa
+ odrobina snobizmu na co dzień
+ stylowe opakowanie

- orzeszki ziemne? Dlaczego??
- dość duża rozbieżność cen w zależności od sklepu

środa, 14 października 2009

Krótki żywot świeżaka - Świeże niepasteryzowane (producent Browar Kormoran)

Ciąg dalszy nowinek ze świata małych browarów. Tym razem w moim kuflu znalazło się piwo z olsztyńskiego browaru Kormoran. Piwo Świeże – zgodnie z nazwą ma bardzo krótki termin przydatności do spożycia, bo zaledwie cztery tygodnie. Jak to, dlaczego tak krótko? - zapyta ktoś. Ano dlatego, że piwo to nie zostało poddane procesowi pasteryzacji, czyli krótkotrwałemu działaniu wysokiej temperatury. Proces ten wydłuża trwałość, ale i bezpowrotnie niszczy pewne cenne substancje odżywcze (nie pytajcie o szczegóły). W każdym razie jest zdrowsze od pasteryzowanego. Piwa niepasteryzowane dzielą się jeszcze na dwie kategorie: filtrowane i niefiltrowane. W tych ostatnich pozostawia się drożdże, które w butelce nadal „pracują”.
Takim piwem jest Żywe z browaru Amber.
(Niestety już nie). Świeże jest piwem filtrowanym, zatem nie zawiera żadnych pływających w nim „farfocli”.


Po nalaniu z dna unosi się dużo gazu, tworzy się też ładna choć niewysoka pokrywa piany. Trzyma się dość długo. Zapach – słodowy, powiedziałbym charakterystyczny dla tanich piw dyskontowych. Smak również nie jest czymś specjalnym. Wyraźna goryczka podbita słodem, czuć też alkoholową moc (7%), która nawet potrafi podrapać w gardle.

Powiem szczerze – spodziewałem się czegoś ciekawszego. To piwo właściwie niczym się smakowo nie różni od wspomnianych marketowców. Nie poczułem jakiejś wyjątkowej świeżości. Na szczęście mimo swojej mocy Świeże nie męczy i da się je wypić do końca.
Etykieta ma fajny oldskulowy styl graficzny. Na krawatce kormoran symbolizujący region producenta. Na kapslu rysunek końskiego łba :)

Odczuwam pewne rozczarowanie Świeżym. Brakuje mu charakteru, czegoś co by mnie skłoniło do częstszych wypraw do sklepu.

==Radar==

Cena: 3,55 zł + kaucja za butelkę (Sklep Olo, Gliwice)
---------------------------
Ocena: 6,5/10

+ niepasteryzowane – za to muszą być punkty
+ elegancka piana
+ opakowanie ma swój styl

- „tani” marketowy smak
- brak czegoś wyróżniającego
- za mocne

wtorek, 13 października 2009

Napracowali się!

Wielkie koncerny, oprócz tego, że są złem, wyzyskują dzieci w Bangladeszu i zanieczyszczają środowisko daleko od swojej siedziby, mają to do siebie, że dysponują dużymi budżetami na reklamę. Czasem wychodzi z tego coś naprawdę fajnego, ot choćby ta kapitalna reklama coca-coli.

Do kin wszedł niedawno olśniewający wizualnie film 9 - tak mi się jakoś skojarzyło z tą reklamką :)



==Radar==

niedziela, 11 października 2009

Herbata z prądem. I słodzikami – Grzaniec kozacki na miodzie (producent Mokate)

Nastała jesień, a w pracy nikt tego faktu nie zauważył. W całym budynku zimno jak w kostnicy, każdy poubierany w swetry i jakieś inne formy ocieplenia ciała. No i wreszcie ktoś wpadł na pomysł: Napijmy się herbatki z prądem. Zakupiliśmy od razu dwa rodzaje; tytułowy i inny, Grzaniec zbójecki (rzekomo o smaku wina grzanego). Były nawet obawy, czy po czymś takim można prowadzić. No doprawdy.

Serię „herbatek z prądem” wyprodukowali znani macherzy od chemii gospodarczej, czyli Mokate. W Grzańcu kozackim mamy całą gamę przysmaków dla prawdziwych smakoszy: aż trzy sztuczne słodziki (aspartam, cyklaminian sodu, sacharynian sodu – mniam), miód instant (niby naturalny, ale kto ich tam wie), no i clue programu, czyli alkohol instant. O składniku tym krążą już w sieci różne przedziwne legendy, jednak nie ma się czym podniecać - producent otwarcie zaznacza, że ilość alkoholu w torebce (po zalaniu) nie przekracza 0,5% objętości. Czyli tak jakby go w ogóle nie było. Czym zatem ma zauroczyć ten wspaniały produkt? Na pewno nie właściwościami rozgrzewającymi – tak samo rozgrzejecie się pijąc po prostu gorącą wodę z czajnika. Na pewno nie smakiem, chyba że ktoś lubi jak mu się osadza na zębach mdły smak landryny. Miód? W smaku go nie wyczuwam, zaznacza swoją obecność jedynie w postaci lekkiego zmętnienia naparu. Wyczuwam za to cynamon i coś jakby goździki. Tyle. „Herbatka” jest mdła i szczerze mówiąc nadaje się tylko do wylania.

Aha, bazą produktu jest rooibos – niektórzy nazywają tę roślinę herbatą, ale tak naprawdę nie ma ona z prawdziwą herbatą nic wspólnego oprócz tego, że też jest krzewem. Z kolei w Grzańcu zbójnickim bazą jest hibiskus.

Obrzydlistwo. Radar mówi: nie kupujcie tego!

==Radar==

PS. Ktoś chce pozostałe 9 torebek? Chętnie oddam.
PS.2 Ogrzewanie już nam włączyli, wystarczy zwykła herbata.

Cena opakowania 10 x 3 g: 2,95 zł (Biedronka)
-----------------------
Ocena: 2/10

+ opakowanie daje radę
+ tylko 10 torebek. Uff!

- cała galeria sztucznych substancji
- alkohol? Wolne żarty
- smakuje gorzej od wody z cukrem

- prawie 3 zł za 10 torebek? Wolne żarty

Ostatnia szansa na kukurydzę!

Jeśli przegapiliście sezon kukurydziany, to jesteście gapy i trąby. Ale bez paniki, da się jeszcze kupić tu i ówdzie jadalne kolby. Na przykład w moim osiedlowym Tesco sprzedają takie w „ubranku”, luzem, nie na tych ohydnych plastikowych tackach czy w równie odrażających żółtych workach. Co najważniejsze, taka kukurydza smakuje genialnie. Drobne ziarna są delikatne i kruche. Wystarczy dosłownie pięć minut gotowania i już można raczyć się boskim smakiem.

==Radar==

Cena: 1,69 zł/ kolba

piątek, 9 października 2009

Jak Rumuni reklamują piwo? Fajnie!

Na początek szok o poranku (najlepiej oglądać z dźwiękiem!). Zabawnie i ze sporym dystansem, no bo na dobrą sprawę to trochę antyreklama piwa ;)



A teraz wersja piłkarska. Bardzo ważne: reklama zawiera cycki! I to mi się podoba!



A tu coś dla wspaniałych czytelniczek FFE: historia prawdziwego męskiego poświęcenia:



Piwo piłem, żadna rewelacja. Ale reklamy całkiem zabawne, prawda?

==Radar==

czwartek, 8 października 2009

Kremówka pomidorówka - Panna Tomate-Suppe (producent Benedict Lebensmittel GmbH, Niemcy, dystrybutor Biedronka)

„Panna” to po włosku śmietana i na śmietanie, w dodatku dość tłustej, opiera się ta zupa. Ma postać gęstego, gładkiego kremu. Wygląda bardzo ładnie, pachnie przyjemnie, ziołowo (sporo bazylii). Ze smakiem już tak dobrze sprawa nie wygląda. Owszem, jest pomidorowo, ale nieco zbyt dużo kwasu psuje odbiór całości. Mam wrażenie, że zupa pomidorowa jednak nie powinna być tak kwaśna. Od czasu do czasu w kremie można natknąć się na kawalątek cebuli.

Jadłem bez żadnych dodatków; może gdyby zupę zaprawić ryżem lub grzankami, smakowałaby lepiej. Jednak jako produkt do bezpośredniego spożycia pozostawia sporo do życzenia. No i cena nieco wysoka jak na jedną porcję.

==Radar==

Cena: 4,99 zł
----------------------
Ocena: 6/10

+ kremowa, śmietanowa konsystencja
+ stylowy słoik
+ włoskie przyprawy

- zbyt kwaśna
- cena

Ssij tubę, młokosie! – Condensed & Sweetened Milk Cocoa (producent ZPU JAŁ, dystrybutor Lidl)

Się porobiło – zwykłe mleko w tubie nazywa się teraz „condensed and sweetened milk”! A niech tam, niech będzie. Dla mnie mleko w tubie to smak dzieciństwa. A zwłaszcza wakacji nad morzem w ośrodku wczasowym zakładu mojego ojca w Pobierowie. Oprócz chodzenia na plaże i na ping-ponga, dużo się wtedy jadło. Gofrów ze śmietaną i właśnie mleka w tubie. Przyznam się, że jest to prawdziwe świństwo, słodkie tak, że aż gębę wykręca – ale uzależnia.

Dzisiejsze mleko w tubie smakuje tak samo. Nic się właściwie nie zmieniło, z wyjątkiem tej anglojęzycznej nazwy. Nadal przed rozpoczęciem konsumpcji trzeba odwrócić nakrętkę i jej ostrą końcówką przebić metalową zaślepkę tuby. A potem wystarczy zrobić dziubek i zacząć ssać słodką mleczną substancję. Niby łeee, ale jednak mniam.

==Radar==

Cena: 2,49 zł
--------------------
Ocena: 7/10

+ głownie wartość sentymentalna

- słodkie potwornie

środa, 7 października 2009

Mentos The Freshmaker - klasyka reklamy

Pamiętam tę reklamę z dawnych czasów, kiedy u nas wybuchał wolny rynek, a copywriting dopiero raczkował (oferta ZREMB-u zawsze na czasie!). Do dziś lubię tę panią. Z takim wdziękiem wybrnęła z tej trudnej sytuacji :)



A tu parodia powyższej reklamy - można i tak:



==Radar==

wtorek, 6 października 2009

Zapiekanki chłopskie

Surowe...

Nazwa może mało odkrywcza, ale cóż, nigdy nie mieszkałem na wsi, powiedzmy, że tak sobie wyobrażam chłopskie jadło :) Czego nam do szczęścia trzeba: dwóch pajd czerstwiejącego chleba (podaję składniki na jednego chłopa), dwóch dużych plastrów boczku, pomidora, opcjonalnie dwóch krążków papryki, dużo startego sera. Plus: oliwa lub olej, bazylia lub oregano.

Odpalamy piecyk, niech się grzeje. Na odrobinie oliwy/oleju podsmażamy boczek z obu stron, by lekko się zrumienił. Potem przekładamy na pajdy chleba. Na tym samym tłuszczu umieszczamy warzywa. Podsmażamy paprykę i pomidory z obu stron, po czym również przekładamy na wierzch kromek. Teraz pomidory posypujemy szczyptą bazylii lub oregano, a całość hojnie traktujemy żółtym serem.

Wkładamy do gorącego piekarnika na 5-7 minut. Jeśli lubicie zrumieniony ser, pieczcie dłużej, ale kontrolując co chwila czy nie przypala się chleb. Nie chcecie chyba gryźć węgla?

...upieczone

Gotowe! Smażony boczek ładnie nasyci aromatem całą zapiekankę, a mięciutkie pomidory, przesiąknięte zapachem przyprawy, będą rozpływać się w ustach. Uwaga – gorące!

==Radar==



Komuś się miód przypalił – Czarne miodowe (producent Browar Fortuna)

Wiem, że narażę się wielu fanom tego piwa, ale – co poradzę – nie przypadło mi do gustu. Nie dorównuje ani rewelacyjnemu Ciechanowi miodowemu, ani swojemu krewniakowi, Fortunie czarnej. Czarne miodowe od początku wydało mi się jakieś niemrawe. Po nalaniu ¾ kufla zorientowałem się, że w ogóle się nie pieni, więc czym prędzej uniosłem wyżej butelkę. Mimo to uzyskana piana była daleka od satysfakcjonującej. Piwo słabo nasycone gazem, zbiera punkty tylko za wygląd – niewzruszoną czerń.

Po skosztowaniu pierwszego łyka poczułem słodycz miodu – po raz pierwszy i niemalże ostatni. Chwilę później pojawił się denerwujący smaczek przepalonego karmelu, którego nie znoszę. Zdominował cały proces sączenia, chociaż na końcu wygazowane piwo oddało trochę miodowego aromatu. Konsumpcja jednak nie sprawiła mi wielkiej przyjemności. Smak jest męczący, ciężki, brakuje mu lekkości Czarnego, nie mówiąc już o doznaniach smakowych Ciechana.

Cóż, nie zawsze jest święto, nie za każdym razem trafia się na piwo idealne. To póki co odstawiam i nie planuję wracać.

==Radar==

Cena: 3,90 zł + kaucja za butelkę (Sklep Olo, Gliwice)
---------------------
Ocena: 6/10

+ stylowy wygląd
+ na naturalnym miodzie

-nieprzyjemny posmak karmelu
-kiepska piana i wysycenie

-ogólne wrażenie ciężkości

Pokazywane słodzików konkurencji wprowadza konsumentów w błąd!

Wydawało się, że porównawcza reklama napojów Minerado i Caprio przejdzie bez większego echa. A jednak producent Caprio - Maspex - poczuł się szkalowany przez producenta Minerado - Agros Novą - i zaskarżył reklamę do sądu. Sąd w Olsztynie szybko zajął się sprawą i wydał wyrok: reklama jest nieuczciwa i należy ją natychmiast wycofać z emisji.

Co na to przedstawiciele Agros Nova? - Reklama porównawcza Minerado jest zgodna z prawem, w szczególności z przepisami ustawy o zwalczaniu nieuczciwej konkurencji. W ocenie kilku prawników, w tym ekspertów jednej z najbardziej renomowanych kancelarii prawnych spełnia wszelkie wymogi rzetelnej reklamy porównawczej. Potwierdzają to stosowne ekspertyzy prawne, którymi dysponujemy - mówi Joanna Bancerowska, rzecznik Agros Novej. Podkreśla, że celem reklamy była wyłącznie promocja nowego napoju, a nie psucie opinii konkurentowi.

- Uważamy, że reklama firmy Agros Nova wprowadza konsumentów w błąd, porównuje produkty w sposób nierzetelny i nieuczciwie dyskredytuje znak towarowy, na którego pozycję oraz dobry wizerunek pracowaliśmy bardzo długo wspólnie z naszymi partnerami handlowymi - odpowiada Dorota Liszka, rzecznik Maspeksu.

Zdaniem producenta Minerado ich reklama edukuje konsumenta, uczy go czytać etykiety produktów i zwracać uwagę na ich skład. Zdaniem pani rzecznik Maspeksu nie tylko nie edukuje, ale robi czarny PR jej firmie, a także "niszczy rynek produktów niskokalorycznych, w którego budowę jest zaangażowanych wielu producentów, również z innych segmentów rynku".

Obie strony przytaczają mnóstwo argumentów na swoją obronę. Kto ma rację? Ciężko jednoznacznie odpowiedzieć. Jedno jest pewne: Agros Nova zamierza odwołać się od decyzji olsztyńskiego sądu, więc spór będzie miał swój ciąg dalszy.

==Radar==

O sprawie obszernie pisze Portal Spożywczy.

niedziela, 4 października 2009

Duże jest piękne – Kiełbasa wędzona (producent Vysocina a.c., Czechy, dystrybutor Lidl)

Na początku roku pisałem o czeskim salami Lovecki, rozpływając się w zachwycie nad jego wspaniałym smakiem i wyglądem. Od pewnego czasu podobny wyrób – innego producenta, również z Czech – jest do kupienia w Lidlu. Porządny półmetrowy kawał kiełbachy wieprzowej w formie sztachety. Same rozmiary budzą należyty respekt.

Kiełbasa pięknie pachnie. Jest znacznie bardziej miękka od salami Loveckiego, pod naciskiem ugina się elastycznie. Łatwiej się ją również kroi i zdejmuje flak. Być może jest to kwestia czasu produkcji, gdyby powisiała nieco dłużej w suszarni, może także osiągnęłaby tę kamienną twardość.

W smaku delikatna, słona, ale w zrównoważony sposób. Bardzo tłusta, ale i mięsna (110 g mięsa użyto do wyprodukowania 100 g kiełbasy).. Nie ma w niej ani śladu chrząstek czy innych przykrych niespodzianek dla zębów, jak to bywa w naszych marketowych kiełbasach. Produkt zawiera niewielką ilość mięsa wołowego. Smakuje świetnie i starcza na wieeeele kanapek.

Z ciekawości wszedłem na stronę producenta i strasznie się uśmiałem. Ci Czesi mają naprawdę szalone pomysły. Na przykład reklamują swoje kiełbasy jeżdżąc z nimi po świecie. Po prawdziwym świecie. Spójrzcie tylko na to zdjęcie:

Kocham Czechów i ich poczucie humoru :)

==Radar==

Cena za 500 g: 11,99 zł
---------------------------
Ocena: 8,5/10

+ duuuża rzecz
+ pyszna, mięciutka
+ dobra cena

- jednak nie dorównuje Loveckiemu

piątek, 2 października 2009

Arabski smak wkrótce w Polsce

Firma Masafi Juice, jeden z wiodących w krajach arabskich producentów napojów, planuje wprowadzić do Polski soki z ananasa i figi oraz moreli i winogron w 1- i 2-litrowych butelkach. Pierwsze partie produktów Masafi Juice mają trafić do hurtowni na Śląsku i w Małopolsce w drugiej połowie przyszłego roku, co będzie kosztowało firmę prawie 3 mln dol. Litrowa butelka soku z ananasa i figi ma kosztować ok. 2,10 zł.

Wydaje się, że cena jest całkiem atrakcyjna. Już się nie mogę doczekać!

Firma Masafi pochodzi z Dubaju w Zjednoczonych Emiratach Arabskich. Oprócz soków produkuje też wody mineralne. Zainteresowanych odsyłam na stronę:
http://www.masafi.com.

==Radar==

Info za: www.wiadomoscihandlowe.com.pl

czwartek, 1 października 2009

Łóżkowa scena z Danio. 18+

Reklama została wycofana z emisji w 2007 r.- wiadomo, żyjemy w kraju pruderyjnych ponuraków, a reklama musi pokazywać produkt (najlepiej z instrukcją obsługi), a nie jakieś głupie scenki!

A mnie się podoba! Reklama jest naprawdę zabawna, seksowna (zwróćcie uwagę na fragment od 0,26'') i przewrotna. Chciałbym więcej takich.



=Radar==

Tradycja rzecz święta

Produkty regionalne chronione unijnymi przepisami - o których pisałem niedawno - to
prawdziwa elita żywności tradycyjnej. Jednak jest też spora - a nawet bardzo duża- grupa produktów tradycyjnych, zarejestrowanych tylko w Polsce.

Cała lista liczy obecnie 678 zarejestrowanych produktów
. Dość zaskakujace pierwsze miejsce dzierży województwo śląskie, które ma 104 produkty tradycyjne. Tuż za liderem pomorskie - 100 pozycji. Na niechlubnym ostatnim miejscu ex equo dwa województwa: zachodniopomorskie i lubuskie - zaledwie 8 produktów!

Lista jest bardzo inspirująca. Można przeglądać produkty po województwach lub kategoriach (produkty mleczne, mięsne, wyroby piekarnicze i cukiernicze, napoje itd). Każdy jest dokładnie opisany (wygląd, smak, zapach, masa), podano też jego historyczne pochodzenie. Polecam lekturę - znajdziecie tam wiele fajnych smakołyków i dań, które można zrobić samemu w zaciszu własnej kuchni :)

Na zdjęciu przecudowny ser koryciński z Podlasia. Foto:
www.wrotapodlasia.pl.

==Radar==