wtorek, 8 września 2009

Pocztówka z Rumunii (2) – Ciorby

Ciorba to jedno z pierwszych słów po rumuńsku, jakie należy opanować (obok buna ziua i multumesc), jeśli nie chcemy głodować będąc w tym kraju. Znaczy po prostu zupa. Dokładniej – zupa warzywna, zwykle z czymś. To „coś” określają inne, znacznie trudniejsze słowa (oj, tak), co sprawia, że zamawianie ciorby w małych knajpach, gdzie w karcie nie ma angielskiego tłumaczenia nazw potraw, staje się prawdziwą przygodą. Nigdy nie zapomnę, co przyniesiono nam po zamówieniu ciorbă de potroace. Był to naprawdę paskudny widok, o smaku nie wspominając :)

Ale generalnie ciorba to bardzo przyjemne i bezpieczne danie, które można zamawiać bez obaw, że dostaniecie jakieś niejadalne paskudztwo. Robi się ją z warzyw na wywarze mięsnym, z dodatkiem różnych mięs: wieprzowiny, kurczaka, cielęciny itd. Jest też odmiana bezmięsna (ciorba de legume) – ale uwaga, jeśli jesteście wege, lepiej się zapytać czy nie jest zrobiona na mięsnym wywarze! Do ciorby z mięsem podaje się w osobnym kubeczku kwaśną śmietanę, którą wkłada się łyżką do zupy i rozbełtuje. Można też wsuwać śmietanę osobno, bo jest pyszna! Do tego świetna zielona papryczka – im mniejsza, tym ostrzejsza. Różne knajpy podają różne odmiany tych papryczek, zdarzyło się, że była całkiem słodka, kiedy indziej marynowana.

Nie jest to wyrafinowany posiłek, ale wspomniane dodatki powodują, że ciorbę spożywa się z większą celebrą niż zwykłą zupę.

==Radar==

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz