sobota, 29 listopada 2008

Królowa soczewica. Danie 1: leczo z soczewicy

Dziś uczynię wyłom w moich gotowcowych recenzjach i zaprezentuję danie produkcji własnej. Trudno je określić mianem fast foodu, ponieważ wymaga trochę czasu i pracy, ale jednocześnie jest bardzo proste do przyrządzenia. I całkiem smaczne. No i stanowi całkiem solidny posiłek obiadowy. Jeśli więc macie czasem ochotę upichcić coś nieskomplikowanego, ale dającego satysfakcję, spróbujcie potrawy, którą nazwałem na własny użytek "leczo z soczewicy".
Dwa słowa o soczewicy. Jest to roślina strączkowa, a więc z tej samej rodziny co groch czy fasola. Jest przy tym bardziej delikatna w smaku i łatwiej się trawi. Soczewicę można wykorzystywać do wszystkiego: jako składnik zupy, potraw gęstych, jako nadzienie itp. Do dziś pamiętam smak świetnego drożdżowego pieroga z nadzieniem z soczewicy, sprzedawanego w pewnym sklepie wegetariańskim w latach 90. Oczywiście sklepu dawno już nie ma (nowe millenium wykosiło z rynku modne w latach 90. knajpki, sklepiki, kioski z żarciem dla bezmięsnych), ale wspomnienie pozostało.

Jak już wspomniałem, potrawa jest prościutka. Składniki to: soczewica zielona (500-gramowa paczka kosztuje jakieś 1,20 1,95 zł w Tesco), średniej wielkości cukinia, kilka pieczarek, kilka ząbków czosnku, mała puszka przecieru pomidorowego. Do smażenia olej roślinny, w tym przypadku posłużyłem się oliwą. Przygotowania trzeba zacząć kilka godzin wcześniej. Soczewicę należy moczyć w zimnej wodzie przez dwie godziny, potem ugotować (wystarczy ok. pół godziny; różne gatunki soczewicy wymagają innego czasu gotowania, ale instrukcja znajduje się na opakowaniu, więc nie ma strachu). Kiedy mamy ugotowaną soczewicę, zabieramy się za pozostałe składniki. Na patelni rozgrzewamy olej, wrzucamy pokrojone w kostkę lub półksiężyce kawałki cukinii, pieczarki i posiekany czosnek. Podsmażamy aż się to wszystko zrumieni, a cukinia zmięknie. Uwaga, przypalenie czosnku lub cukinii popsuje smak całej potrawy, więc ostrożnie! Wlewamy przecier, mieszamy dokładnie, dodając trochę wody. W trakcie smażenia lub teraz warto dodać trochę przypraw: soli, majeranku, oregano.

I to już właściwie wszystko. Po odparowaniu nadmiaru wody można potrawę wykładać na talerz i wsuwać z pajdą świeżego chleba. Pyszne i zdrowe. Czasem trzeba dać organizmowi odpocząć od konserwantów, wzmacniaczy smaku i sztucznych aromatów:)

==Radar==

PS. Dziś robię zupę z soczewicy w wersji dla mięsożerców - niebawem relacja z tego wydarzenia i przepis!

Dania gotowe raczej wtedy, gdy nie ma innego wyjścia

Zakończyła się druga ankieta. Tym razem zadałem Wam pytanie o częstotliwość korzystania z dań gotowych. Najwięcej głosów, bo 42%, zyskała odpowiedź Bardzo rzadko, tylko w sytuacjach kryzysowych. 34% głosujących zaznaczyło odpowiedź Często, kiedy nie mam czasu gotować. 12% respondentów w ogóle nie używa dań gotowych, a 10% korzysta z nich codziennie.

W sumie oddano 47 głosów. Dzięki za udział w ankiecie!

==Radar==

środa, 26 listopada 2008

Sałatka Colesław (producent: BONA-AGRA Sp. z o.o., dystrybutor: Lidl)

Nigdy nie mam cierpliwości do sałatek, surówek. Za dużo z tym roboty, z krojeniem, szatkowaniem, doprawianiem, a do tego prawie zawsze zapominam o jakimś ważnym składniku (na pierwszym miejscu są tu ogórki kiszone), bez którego surówkosałatka nie sprawia już takiej przyjemności. Wybawieniem mogą być gotowe produkty, jednak trafić coś dobrego jest w tej kategorii dość ciężko. Surówki z Biedrony są niezłe, ale tak drobno posiekane i zalatujące „fabryką”, że kupuję je niezbyt często. Fajne są sałatki w wysokich kubkach sprzedawane m.in. w Billi – jednak ich cena (ok. 6 zł) jest dla mnie nie do przyjęcia. Z dużym zaciekawieniem zapoznałem się więc z całą serią surówek sprzedawanych pod marką własną Lidla, czyli Chira.

Od razu uprzedzam, że opisywane dziś sałatka Colesław jest gorsza od próbowanej przeze mnie wcześniej surówki z kapusty z kukurydzą, która smakuje niemal idealnie. Colesław też jest ok., ale jak dla mnie za słodki. Skład jest prosty jak każdej dobrej sałatki/surówki: kapusta, marchew, cebula i sos majonezowy. I to właśnie w tym sosie czai się zbyt dużo słodyczy, obawiam się, że pochodzącej ze sztucznej substancji słodzącej. Nic to, mimo wszystko warto spróbować, a rodzajów surówek jest na tyle dużo, że każdy powinien znaleźć coś dla siebie. Polecam waszej uwadze, bo stosunek ceny do jakości jest bardzo dobry.

==Radar==

Cena za 300 g: 2,49 zł
--------------------------
Ocena: 6,5/10

+ wygląda i smakuje jak świeżo zrobiona
+ dobra cena
+ estetyczne i praktyczne opakowanie

- trochę za słodka

- opis składu jest niepełny (brak składników sosu)

środa, 19 listopada 2008

Akardo: Nerkowce (producent: Felix Polska Sp. z o.o., dystrybutor: Biedronka)

Czy można spieprzyć coś tak prostego jak orzechy? W dodatku tak pyszne, jak orzechy nerkowca? Otóż tak! Sztuki tej dokonała firma Felix, która słynie ze smażenia i solenia wszelkiej maści orzechów. Bez żadnej przesady: już kilka orzechów z paczki nabytej w Biedronce wywołało u mnie uczucie obrzydliwej zgagi. Nie będę was raczył obrazowym opisem późniejszych doznań związanych z trawieniem tego świństwa. W czym problem? Ano w tym, że Felix usmażył orzechy w oleju! Olej w dodatku chyba był z tych najtańsych i najgorszych. Po smażeniu Mr. Felix nie pożałował soli.

W efekcie zamiast delikatnej słodyczy orzechów przełamanych lekko słonawym smakiem otrzymujemy coś co przypomina w smaku chamskie ziemniaczane prażynki za 90 groszy. Albo zimne frytki usmażone na starym oleju. Nie rozumiem po co to zrobiono, przecież wystarczyło orzechy tylko podprażyć na gorącej blasze, aby wydobyć z nich cudowny aromat. Niestety, produkt od Felixa jest ohydny i pozostawia po sobie bardzo przykre i długotrwałe wspomnienie. Nie kupować, chyba że jesteś zboczeńcem gustującym w aromacie rodem z nadmorskiej smażalni przy końcu sezonu. A co zrobić, kiedy już się kupiło, tak jak ja? Jedyny sposób (oprócz wyrzucenia, ale to już marnotrawstwo) to zapić orzeszki wieloma litrami piwa.

A wyglądają tak niewinnie...

A tak na marginiesie – na tej samej półce, w tej samej cenie, od tego samego producenta, w identycznej wagowo paczce leżą sobie pistacje, które są pyszne i doskonale przygotowane. I te pistacje szczerze polecam. A za spieprzenie nerkowców dla Felixa żółta kartka.

==Radar==

Cena za 200 g: 6,30 zł
--------------------------
Ocena: 3/10

+ yyyy, może cena?


- jak można było zrobić coś takiego???

piątek, 14 listopada 2008

Kurczak nie całkiem po tajsku – Danie na zawołanie: Kurczak po tajsku (producent KOOPEROL Sp. z o.o.)

Zapowiadało się naprawdę nieźle. Szybkie danie oparte na ryżu i mięsie z kurczaka na tajską modłę. Widok etykiety pobudził moje ślinianki i kupiłem. W domu słoik otworzyłem, przewaliłem zawartość do garnka do podgrzania. Na dole słoika tkwiła gruba warstwa ryżu, który trzeba rozmieszać. Dodać trochę wody, żeby nie przypalić. Pierwsze złe przeczucie miałem, kiedy zobaczyłem, że dodatkami uzupełniającymi danie są czerwona fasola i kukurydza. Jakoś mało tajsko mi to wygląda, pomyślałem, chyba że to przepis od Taja mieszkającego w Meksyku. No dobra, nie zrażając się (choć i zapach jakoś nie kojarzył mi się z kuchnią azjatycką), podgrzałem do odpowiedniej temperatury i przetransportowałem całość na talerz. Efekt możecie oglądać poniżej.

Wygląda nie najgorzej, prawda? Czas więc spróbować. I tu niestety wszystkie nadzieje idą się je... idą sobie gdzieś. To ma być potrawa tajska? Żart? Głównym winowajcą jest sos. Ohydne słone coś, a nie sos. Kompletnie bez wyrazu. Powiedziałbym, że to dokładnie ta sama mazia, której używa się w konserwach z gołąbkami i pulpetami. Porażka! Sos powinien być ostry, kwaskowaty, mieć wyraźny aromat curry, a tymczasem jest to coś dołująco żałosnego. A szkoda, bo złego słowa nie powiem o kurczaku, który jest naprawdę dobrze zrobiony, a kawałków całkiem sporo. Ryż może zbyt rozgotowany i mulisty w smaku, ale ujdzie. Fasola i kukurydza – standard puszkowy, nie ma co się nad tym elementem rozpisywać.

Podsumowując: spore rozczarowanie. A mogło być tak dobrze - gdyby zrobić porządny sos, dodać kiełki bambusa albo jakąś inną „chińszczyznę”, byłoby to naprawdę sensowne (choć małe) danie obiadowe. Niestety, nie tym razem.

==Radar==

Cena: 3,99 zł (kupione w Biedronce)
-------------------------------
Ocena: 4,5/10

+ dobry kurczak

- beznadziejny, a mówiąc dosadniej obrzydliwy, sos
- za cholerę nie widzę w tym daniu wpływów kuchni tajskiej

- niefortunne dodatki

poniedziałek, 10 listopada 2008

Dla żołnierza, nie dla pułku – Nasze przysmaki: Grochowa (producent: P.P.H. Mispol-Dytrybucja Sp. z o.o., dystrybutor: Biedronka)

Całkiem przyzwoita propozycja na szybki obiad, a właściwie na jego początek. Grochówka, zamknięta w poręcznym worku, jest gęsta i zawiesista, rzeczywiście grochowa w smaku. Pływają w niej też bardzo niewielkie kawałki kiełbasy i warzyw: ziemniaków i marchewki. Znacznie lepiej by to wyglądało i smakowało, gdyby warzywa były większych rozmiarów, a zamiast kiełbasy – ciut zalatującej konserwą – wolałbym boczek. Nie wiem dlaczego, ale każda grochówka, jaką miałem okazję próbować poza domem, była za słona. Tak jest i z tą. Jak by producent zapomniał, że już kiełbasa jest mocno słona i należy uważać z soleniem samej zupy. Nie jest co prawda przesolona, ale denerwujące drapanie w gardle pozostaje.

Przyczepię się jeszcze do informacji na opakowaniu, wg której jest to porcja na 2 osoby. To oczywiście fikcja – mi starczyło na jeden (duży co prawda), nie zapelniony po brzegi talerz – a dodałem jeszcze trochę wody, żeby wypłukać gęstą zawartość z torebki. Reasumując: przyzwoity posiłek dla jednej osoby (co niestety stawia pod znakiem zapytania opłacalność zakupu), który mógłby być lepszy, gdyby producent dokonał pewnych korekt w recepturze.

==Radar==

Cena: 2,95 zł
--------------------------
Ocena: 6/10

+ gęsta, solidna grochówka
+ wygodne opakowanie

- za słona
- nieciekawa kiełbasa

- porcja dla jednej, a nie dwóch osób

sobota, 8 listopada 2008

Zostań korespondentem-recenzentem Fast Food Eaters!

Jeśli:

- lubisz zakupy
- masz naturę odkrywcy
- uwielbiasz eksperymenty z nowościami
- potrafisz pisać lekko, z humorem i poprawną polszczyzną (ważne!)
- masz aparat cyfrowy i wiesz do czego służy funkcja makro

Masz ochotę spróbować? Nic prostszego! Napisz krótką recenzję produktu dostępnego w polskich lub zagranicznych sklepach. Może to być również tzw. hardkorowy fastfood (zapiekanka, hot-dog, pita, knysza, kebab, hamburger itp. itd.). Oceń produkt w skali od 1 do 10. Dodaj krótkie podsumowanie w postaci plusów i minusów. Zrób przynajmniej jedno zdjęcie. Gotowe! Teraz wyślij swoje dzieło na adres:

pomidorowazmakaronem@gmail.com

i czekaj na odpowiedź. Masz szansę zostać współtwórcą najbardziej oryginalnego bloga w polskiej blogosferze!

Poszukiwani korespondenci zagraniczni!

==Radar==

niedziela, 2 listopada 2008

Mistrz taniochy daje radę! – Grafenwalder Hefe Weissbier (producent: brak danych, Niemcy, dystrybutor: Lidl)

Panie i panowie, dziś posmakujemy najtańszej pszenicy dostępnej w polskich sklepach (jeśli nie wierzycie, zerknijcie niżej). W tej cenie to piwo jest w stanie konkurować z pilsami ze średniej półki i to świetny powód dla nieufnych, by spróbować nowego smaku – i z czasem rozpocząć eksperymenty z nowymi markami.

Czy tanie musi oznaczać slabe, niedobre, złej jakości? Nie w tym przypadku! Pszeniczny Grafenwalder (marka własna tanich piw sprzedawanych w Lidlu) to naprawdę solidny średniak. Za takie pieniądze trudno oczekiwać rewelacji, ale to piwo dało mi sporo satysfakcji. Smak może niezbyt wyraźny, trochę jakby skrojony pod przeciętnego konsumenta, który pije piwo nie dla delektowania się aromatami, ale może być. Kolor ładny, piwo lekko mętne – prawidłowo. Piana trochę za chuda, ale trzyma się do końca – również prawidłowo.

Największy problem z tym piwem to jego dostępność, która jest bardzo ograniczona. Wygląda na to, że Lidl sprowadza małe partie piwa, a kolejne zamawia dopiero po wyprzedaniu wszystkich. Browar jest wystawiany w alejkach (zamiast w kącie z innymi piwami) jako oferta specjalna. Dlatego, jeśli chcecie spróbować, miejcie oczy wokół głowy i kupujcie kilka puszek na zapas!

==Radar==

Cena: 2,19 zł
---------------------------


Ocena: 7/10

+ niezłe piwo ze średniej półki
+ bardzo przystępna cena

- nie powala
- problemy z dostępnością