wtorek, 30 września 2008

Cappa Stragionata – baleron długodojrzewający w plastrach (producent Grandi Salumifici Italiani, Włochy, dystrybutor Lidl)

Kolejny smakołyk sprzedawany w Lidlach obok chamskich kiełbach i pasztetowych. Jeszcze do niedawna baleron uznawany był za wędlinę gorszego gatunku, naród wolał szynkę i polędwicę sopocką. Szkoda wielka, bo nie ma nic lepszego od świeżego baleroniku obficie przetykanego tłuszczykiem. Niestety, takowy dość trudno znaleźć w sklepach wędliniarskich.

Na szczęście mamy włoski baleron surowy, dojrzewający. Z tego powodu przypomina szynkę prosciutto. Jednak smakuje trochę inaczej (ach te przerosty tłuszczu!), inaczej się też prezentuje od strony wizualnej. Jestem łasuchem, więc wcinam ten baleron z wielkim smakiem. I polecam go również wam.

==Radar==

Cena za 125 g: 6,99 zł

------------------------------

Ocena: 8,5/10

+ oryginalna włoska wędlina
+ apetyczne przerosty tłuszczu
+ świetny na kanapki i jako dodatek do zapiekanek czy pizzy

- plastry często się rozrywają przy próbie wyjęcia ich z opakowania

poniedziałek, 29 września 2008

O kurka! Znaczy, o królik! – Pasztet z królika (producent Goldoni, Francja, dystrybutor Billa)

Tym razem będzie nieco bardziej snobistycznie i wyszukanie. Penetrując czeluście Billi natknąłem się na półkę z pasztetami importowanymi z Francji. Było kilka do wyboru, najpierw miałem zamiar kupić ten z gęsich wątróbek, jednak w ostatniej chwili zdecydowałem się na króliczy. Niestety, dość wysoka cena sprawiła, że nie mogłem sprawić sobie obu. Trudno, może przy następnej okazji wypróbuję ten z gęsi.

Ten pasztet różni się od produktów pasztetopodobnych sprzedawanych przez polskich producentów. Ma szary kolor i grudkowatą strukturę poprzetykaną kawałkami tłuszczu i galaretki. Z tego powodu gorzej się rozsmarowuje, ale do licha, jaka to odmiana od tych wszystkich maziastych przemysłowych smarowideł! Pasztet Goldoni nie zawiera żadnych konserwantów (a mimo to data przydatności do spożycia to – uwaga! – 2013 rok) ani sztucznych barwników (i to wyjaśnia niezbyt efektowny kolor). Co mamy w składzie? Oczywiście mięso królicze (minimum 20% objętości), wieprzowinę, wątróbkę wieprzową, mleko, jajka i Armaniak. Brzmi smakowicie, już widzę jak się oblizujecie. Jak więc smakuje? Dobrze. Mocno, intensywnie. To jest tego rodzaju ciężkostrawne żarełko, o którym długo się pamięta, ale też przecież nikt nie każe ci zjadać od razu cały słoik. Ze względu na ten wyrazisty smak raczej nie będzie smakować dzieciom. I dobrze, bo to przysmak dla dorosłych. Takich, co znają się na rzeczy.

==Radar==

Cena za 180 g: 6,99 zł

-----------------------------

Ocena: 8,5/10

+ przysmak dla wytrawnego podniebienia
+ żadnych konserwantów i sztucznych barwników
+ wyrazisty smak

- cena
- ciężkostrawny

To je Bryndziarka! – Bryndziarka: bryndzova natierka, serek bryndzowy z czosnkiem (producent Nika, Słowacja, dystrybutor Billa)

Krótka piłka – jest to serek zrobiony z bryndzy i sera topionego z dodatkiem oleju czosnkowego. Smakuje całkiem całkiem (jak ktoś lubi smak bryndzy, bo jak nie, to raczej nie posmakuje), więc smaruję sobie tym świeży chlebek, co i wam polecam. Co do czosnku – nie jest jakoś szczególnie wyczuwalny, nieprzyjemny chuch po spożyciu Bryndziarki (co za słodka nazwa) nie występuje. Z drugiej strony nie jest to żadna rewelacja, jakoś mnie tebn serek nie porwał w kosmos, więc oceniam umiarkowanie pozytywnie.

==Radar==

Cena: ok. 2 zł za 130 g (paragon wcięło)

--------------------------------

Ocena: 6,5/10

Cornelius Weizen Bier – piwo pszeniczne (producent Browar Cornelius Piotrków Trybunalski)

Moją pierwszą wyprawę do Kauflandu (wyprawa to była prawdziwa, bo musiałem pojechać do sąsiedniego miasta – wszystko dla was:)) uznaję za sukces, ponieważ oprócz kilku interesujących dań gotowych, o których napiszę niedługo, udało mi się kupić również zupełnie nowe, nietestowane jeszcze piwko. A jak piwko, to wiadomo, pszenica. Niespodzianka jest tym większa, że wszystko wskazuje na to, iż Cornelius jest warzony w Polsce, a nie (jak Faustus chociażby) sprowadzany z Niemiec i butelkowany w jednym z naszych browarów. Nie przeszkadza mu to jednak chlubić się na etykiecie spełnieniem rygorystycznych norm bawarskich piwowarów (Reinheitsgebot).

Zanim przejdziemy do degustacji, kilka ważnych informacji. Cornelius pszeniczny jest piwem niepasteryzowanym, naturalnie mętnym, z wyraźnie wyczuwalnym drożdżowym posmakiem. Co więcej, na dnie butelki, jeśli dobrze nie wymieszamy „końcówki”, pozostaje drożdżowy osad, dokładnie taki, jaki niektóre panie stosują na maseczki i inne eksperymenty z urodą. W związku z powyższym, piwo ma też krótki termin przydatności do spożycia. W przypadku mojej butelki, termin upływa 25 października, można więc przypuszczać, że został ustalony na 30 do 40 dni. To oznacza, że piwo zawsze jest świeże, z kolei nieświeżego lepiej nie próbować:) Ponadto, jak podaje producent na specjalnej zawieszce, Cornelius jest pierwszym w Polsce piwem, którego fermentacja i leżakowanie odbywa się w butelce (a nie w kadziach).

Cornelius zawiera minimum 65% słodu pszenicznego, co sprawia, że jest w smaku bardzo lekki i kwaskowaty, jakby do piwa dodano soku z cytryny. Pieni się odpowiednio, pod warunkiem, że nie będzie zbyt mocno schłodzony. Dopiero po kilkunastu minutach w temperaturze pokojowej uwalnia wszystkie swoje aromaty i smaki. Nie będę się tu wdawał w jakieś pseudokiperskie opisy, wspomnę tylko, że według cytowanej informacji z zawieszki, piwo uwalnia zapach bananowy, waniliowy i goździkowy. Dla mnie ważniejsze jest to, że jak każdą dobrą pszenicę można Corneliusa sączyć przez całą godzinę bez uczucia, że wraz z uwolnionym w atmosferę gazem z trunku ulotnił się cały smak i aromat, a pozostała tylko wykręcająca gębę wstrętna baza. Cornelius smakuje do końca.

Wielbiciele pszenicy, łączmy się!

==Radar==

Cena: 3,29 zł (w Kauflandzie)

------------------------------------

Ocena: 8,5/10

+ krótki termin przydatności do spożycia – piwo musi być świeże
+ niepasteryzowane, mętne, z widoczną drożdżową zawiesiną – o to chodzi!
+ dobrze uwarzona pszenica – to wartość sama w sobie
+ atrakcyjna cena

- nieco zbyt nachalny opis na etykiecie i zawieszce (za dużo wykrzykników !!!)
- jak długo utrzyma się na rynku, na którym królują komercyjne pilsy?

Bardzo mięsna pizza – Pizza Speciale (producent Papalina GmbH, dystrybutor Lidl)

To już druga pizza tego producenta (wcześniej opisywałem „hiszpańską” z chorizo) i również w tym przypadku mogę z czystym sumieniem ją polecić jako naprawdę przyzwoity produkt za rozsądną cenę. Tym razem wersja mocno mięsna – główne dodatki do placka stanowią plastry salami i szynki. Obie wędliny są dobrej jakości, nie ma mowy o jakichś nędznych konserwowych podróbkach (chodzi mi zwłaszcza o szynkę). Z racji dużej zawartości mięsnej pizza jest raczej słona. Do tego mamy odrobinę pieczarek (trochę mało) i odpowiednią ilość sera. Jak zwykle dużym atutem w przypadku produktów tego producenta jest bardzo dobry sos pomidorowy i dwa sery (mozarella i edamski).

Dobra propozycja na szybki obiad dla dwóch osób, ponieważ w opakowaniu są dwie pizze.

==Radar==

Cena: 9,99 za dwie pizze po 350 g każda
------------------------------------


Ocena: 7,5/10

+ wysoka jakość wszystkich składników
+ świetny sos pomidorowy
+ rozsądna cena

- zbyt cienki spód
- niezbyt wyrafinowany smak (dość słona)

piątek, 26 września 2008

Plus zmienia się w Biedronkę

W dzisiejszej Rzeczpospolitej znajdujemy potwierdzenie tego, o czym rozmawiano od jakiegoś czasu. Sieć dyskontów spożywczych Plus - znana szczególnie na południu kraju - zostanie kupiona przez firmę Jeronimo Martins, właściciela sieci Biedronka. Transakcja ma kosztować ponad 200 mln zł. Już w najbliższych dniach rozpocznie się rebranding marki Plus i zmiana na Biedronka. Koszt samej zmiany logo na sklepach szacuje się na 50 mln zł.


Bye bye Plusie!

Sieć Biedronka wzbogaci się więc o 210 sklepów, ale warunkiem wydania zgody na gigantyczną transakcję Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumenta warunkuje koniecznością sprzedania 25 nowo nabytych sklepów oraz 13 "starych" sklepów Biedronki. Brzmi to dziwacznie, ale podobne warunki były już stawiane przed transakcją zakupu sieci Albert i Hypernova przez Carrefour.


A co z tego będziemy mieli my, konsumenci? Mam nadzieję, że same korzyści, bo ten rok dla Plusa był systematycznym zjazdem po równi pochyłej. Fatalna obsługa, kiepskie zaopatrzenie - to sprawiło, że ja osobiście starałem się unikać zakupów w Plusach. Nowy właściciel pewinien to zmienić na lepsze.
==Radar==

PS. Ostatnio nie było nowych postów ze względu na brak czasu, ale od przyszłego tygodnia ruszę z kopyta. Kilka ciekawych produktów już czeka na opisanie, planuję też wyprawę łowiecką do Kauflanda:)

czwartek, 18 września 2008

Snobistyczny Pierot – Śmietanowy jogurt z czekoladą i orzechami laskowymi (producent Olma, Czechy)



Jogurt, który kupuję rzadko, bo 1) drogi 2) nie wszędzie można go dostać. Ale jak już kupię, konsumpcja zamienia się w prawdziwą celebrę. Już elegancki kształt kubka (czarny pucharek) sprawia, że do Pierota podchodzi się z większym szacunkiem niż do zwykłego jogurtu. A w środku czeka prawdziwa uczta dla łasucha. Z wierzchu gęsty, kwaśny jogurt, w smaku przypominający kwaśną śmietanę, a pod nim gruba warstwa „wsadu” - w tym przypadku ciemnobrązowej mazi o smaku czekolady z mocną nutą orzechów laskowych.


Nie wygląda może zbyt ciekawie, ale jak smakuje!

Smakuje to wybornie, może dlatego że zawiera sporo tłuszczu, a jak wiadomo tłuszcz jest doskonałym „przewodnikiem” dla smaku i zapachu. W sprzedaży są też inne smaki, np. pomarańczy z kokosem. Polecam smakoszom.

==Radar==

Cena: 2,49 zł (w Billi)


Ocena: 8,5/10

+ pyszny jogurt i wsad
+ robi wrażenie wykwintnego przysmaku

- drogi

wtorek, 16 września 2008

Zabójcza broń V – Kindziuk z pieprzem (producent PMB S.A.)

Regionalny przysmak z kresów wschodnich, dojrzewająca szynka w postaci okrągłych plastrów. O kindziuku trzeba by napisać zamaszysty poemat, by w pełni ukazać jego zalety i smaki. Z punktu widzenia prostego mięsożercy jest to kawałek surowego mięcha, w tym przypadku nabity ziarenkami pieprzu. Jak to smakuje? Dziko. W sensie, że surowo, ostro, leśnie. Kindziuk ma swój specyficzny smak, którego nie da się pomylić z żadnym innym. Ostrość i wyrazistość potęgują ziarenka pieprzu rozgryzane znienacka. To jakby niewielkie wyładowanie elektryczne – kopie, ale jeszcze nie boli.

Kindziuk to prawdziwie oryginalna polska wędlina, która jest wytwarzana według starej receptury i tradycyjnymi metodami. Jasne, że są w niej konserwanty, inaczej nie dało by się jej sprzedawać w marketach na plastikowych tackach. Ale poza tym wszystko jest w porządku – nie ma tu żadnych zwiększających objętość dodatków typu mięso indycze albo soja. 100 g wędliny wytworzono ze 125 g szynki wieprzowej. I tego się trzymajmy. Jedyny poważny mankament to cena. Jakość kosztuje – ta stara prawda sprawdza się i w tym przypadku.

==Radar==

Cena: 4,49 zł za 100 g (w Lidlu)
--------------------------------------


Ocena: 9/10

+ oryginalna polska wędlina
+ specyficzny, bardzo odważny smak
+ wysoka jakość

- cena!

czwartek, 11 września 2008

Jak plebejusz z burżujem – De Luxe Edel Rahm Mandel. Czekolada z całymi migdałami (producent nieznany, Niemcy, dystrybutor Lidl)

To moja ulubiona czekolada z Lidla. Na co dzień dość droga, czasem na chwilę tanieje i wtedy – jeśli tylko o tym wiem – kupuję przynajmniej jedną. Jej smak kojarzy mi się z kultową czekoladą mleczną z całymi orzechami laskowymi, którą w dzieciństwie dostawałem dwa razy w roku w paczce z Erefenu. Opisywana dziś czekolada dostarcza równie bogatych doznań.

To połączenie plebejskiego smaku mlecznej czekolady z wyrafinowanym całych, prażonych migdałów. Chociaż preferuję czekolady deserowe i gorzkie, to połączenie mi odpowiada, może dlatego, że czekolada jest delikatna i kremowa. A migdały? To czysta rozkosz! Prawdziwe, w całości – żadne tam okruchy niepewnego pochodzenia. Do tego jest ich mnóstwo, bo stanowią 27% tabliczki. A tabliczka należy do tych większych, 200-gramowych. Dlatego uważajcie, jak zaczniecie jeść – trudno przestać, a to naprawdę masa kalorii :)

==Radar==

Cena: 5,99 zł (zazwyczaj, mnie udało się kupić z rabatem –1,55 zł)
----------------------


Ocena: 8/10

+ całe migdały
+ delikatna czekolada mleczna
+ duża!

- relatywnie droga
- w dużych ilościach może zemdlić, ale kto ci każe zjadać ją całą od razu?

czwartek, 4 września 2008

Doktorze, drżyj ze strachu! – Pizza Chorizo (producent Papalina GmbH, Niemcy, dystrybutor Lidl)

Nadzieja jeszcze nie umarła! Udało mi się trafić na przyzwoitą, a nawet bardzo dobrą pizzę mrożoną! Wielkie to wydarzenie, bo od czasu kiedy sieć Plus Discount zaczęła podupadać, czego widocznym skutkiem stała się redukcja asortymentu, w tym świetnej pizzy DaMarco (niestety, nie zdążyłem jej tu opisać, nigdzie nie można jej już kupić), straciłem wszelką wiarę w to, że kiedyś uda mi się zjeść porządną pizzę z marketowej lodówki. A tymczasem z okazji tygodnia kuchni hiszpańskiej w Lidlu (śpieszcie się, później może jej już nie być), zakupiłem pizzę opisaną w gazetce jako „hiszpańska”. Oczywiście ta hiszpańskość to ściema, placek produkowany jest w Niemczech, ale dodatki dobrano tak, by kojarzyły się z kuchnią iberyjską.

I tak gwiazdą pizzy jest pikantna kiełbasa (rodzaj salami) chorizo. Naprawdę ostra, trochę jak pepperoni. Jest jej całkiem sporo, wg specyfikacji na jednej pizzy powinno być 35 g kiełbasy. I znając niemiecką dokładność jest tyle i ani grama mniej. Muszę przyznać, że wszystkie składniki znajdujące się na placku są znakomitej jakości. A są tu czarne oliwki, cebula, papryka, papryka pepperoni (lekko pikantna, chyba marynowana) i – ciekawostka – kiełki czosnku. Wszystkiego jest tyle, że można te składniki zobaczyć gołym okiem. Do tego oczywiście ser mozzarella i znakomity sos pomidorowy. Po zapieczeniu smakuje bardzo dobrze, choć oczywiście idealnie nie jest. Brakuje wyrazistych przypraw, trochę za mało sera (przydałby się drugi gatunek). Wolałbym też, żeby ciasto było trochę grubsze.


Ale tak naprawdę to pierwsza zjadliwa pizza od czasu moich niemiłych doświadczeń z produktami Dr. Oetkera. Doktorze, ucz się od innych i przestań oszukiwać konsumentów!

==Radar==

Cena: 9,99 zł (w opakowaniu znajdują się dwie pizze po 350 g każda)
---------------------------------

Ocena: 7,5/10

+ chorizo!
+ znakomicie dobrane dodatki dobrej jakości
+ rozsądne rozmiary w stosunku do ceny

- za mało sera
- ciasto mogłoby być grubsze

Gwiazda września – kukurydza!

Wrzesień to prawdziwa eksplozja tego złota w kolbach – pomijam oczywiście ten czas na początku sierpnia, kiedy to szemrani faceci (lub ich małżonki) próbują na ulicy opchnąć kukurydzę pastewną (czyli taką do karmienia zwierząt hodowlanych) za symboliczne 70 gr/szt. Ta sprzedawana obecnie to kukurydza cukrowa, zupełnie inny gatunek.

Taka ugotowana, gorąca kukurydza polana masłem to najprostszy i najsmaczniejszy fast food, jaki zawdzięczamy Amerykanom. Szkoda, że tak trudno znaleźć u nas budki z kukurydzą nadziewaną na patyk (coby sobie paluchów nie poparzyć) – w Stanach jest to równie częsty widok jak wózki z hot-dogami. Nie ma się co rozpisywać, kukurydzę zrobi sobie każdy lewus i kulinarny abnegat. Wystarczy zagotować w dużym garnku obrane kolby i podać z kawałkiem masła do smarowania. Do tego oczywiście solniczka i to wszystko, można zajadać!

Takich odmian raczej w Polsce nie uświadczymy.

Nawiasem mówiąc, kukurydzy jest mnóstwo odmian, wielka szkoda, że u nas uprawia się tylko dwie: dla zwierząt i dla ludzi :(

==Radar==

Cena: 1-1,5 zł/szt. w zależności od rozmiarów kolby

wtorek, 2 września 2008

Ty stary Bułgarze, gdzie z tymi bakteriami! – Jogurt bałkański (producent OSM Nowy Dwór Gdański)

Pośród tych wszystkich kolorowych, owocowych, naszpikowanych słodzikami jogurtów, ten oto niepozorny kubek z Bułgarem w owczej czapie na obrazku to prawdziwy nieodkryty skarb. Jest to czysty jogurt naturalny, produkowany metodą bałkańską, z użyciem bakterii Lactobacillus bulgaricus (nazwa jest trochę dłuższa, ale ostatni element jest najważniejszy) – nie ma w nim cukru, słodzika, kolorku, aromatu identycznego z naturalnym. Mogłoby się wydawać, że to nuda, że czegoś takiego nie da się zjeść. Błąd! Sam tak myślałem, a jednak kupuję ten jogurt od kilku miesięcy i zawsze mi smakuje.

Jogurt ma konsystencję serka, można wbić w niego łyżeczkę i bestia ani drgnie. Smak ma specyficzny. Trudno go nazwać, ale spróbuję tak: neutralny, łagodny, lekko kwaskowaty, odrobinę bąbelkujący. Nadaje się praktycznie do wszystkiego, do czego używamy śmietany. Jadłem go już na plackach ziemniaczanych i lodach. Ale i tak najlepiej mi smakuje solo. Po prostu zasiadam przed monitorem i oglądając film zajadam łyżeczka za łyżeczką. Zamiast browara! Dodatkowym atutem jest fakt, że można go wstawić po napoczęciu do lodówki i na drugi dzień ciągle będzie smakował równie dobrze.

Fajny gadżet – po zdjęciu papierowej „banderoli”, na jej odwrocie znajdziemy kilka przepisów, w tym jeden naprawdę interesujący – ayran, czyli turecki napój jogurtowy. Zdecydowanie polecam wielbicielom zdrowych i niebanalnych produktów.

==Radar==

Cena za 340 g: 2,29 zł (Tesco)

------------------------------------

Ocena: 9/10

+ całkowicie czysty – bez sztucznych dodatków kolorystyczno-smakowych
+ smak sam w sobie intrygujący, dodatkowo może zastąpić śmietanę
+ długo zachowuje świeżość
+ fajne opakowanie z niespodzianką w postaci przepisów

- czasem brakuje go na półce – wina producenta czy sklepu?
- a gdyby tak zaryzykować i wypuścić serię z koziego lub owczego mleka? – byłoby jeszcze bardziej bałkańsko (to mała sugestia do producenta)

Niech żyje przyjaźń polsko-czeska! – Studentska horka (producent Orion/Nestle, Czechy)

Kto z was pamięta te czasy, kiedy z górskich schronisk przy granicy polsko-czechosłowackiej przywoziło się słynną „Studencką” (oraz Złotego Bażanta lub Pilsnera)? Ile radochy wtedy było! Od tej pory wiele się zmieniło, ale Studencka ciągle jest produkowana, choć firmę Orion przejął globalny potentat Nestle. Nadal jest to porządny (200 g) kawał słodkości napchany orzeszkami, rodzynkami i – co zawsze wywoływało u mnie entuzjazm – owocowymi żelkami. Nadal nazywa się horka, chociaż jest słodka jak diabli.

Nie ma się co rozpisywać, to prawdziwie kultowy produkt, który – chwalmy Pana! - przetrwał zmianę ustroju w bratniej republice i ma się całkiem dobrze w kapitalistycznym świecie. Nadal świetnie nadaje się na górskie wędrówki, podczas których dostarcza jakże potrzebnej dawki energii. Chociaż równie dobrze smakuje z lodówki, tak twarda, że trzeba sporo siły, aby ją połamać.

==Radar==

Cena: bezcenna! (a tak poważnie, przywieziona z Czech, paragon zaginął. Czy ktoś spotkał tę czekoladę w polskich sklepach?)


------------------------------------------

Ocena: 7,5/10

+ legenda wciąż żywa
+ gruba, 200-gramowa tabliczka
+ żelki!

- słodka aż bolą zęby