czwartek, 3 lipca 2008

Najlepsze zapiekanki na świecie!

Optymalne składniki, nic więcej do szczęścia nie trzeba!

Wczoraj zauważyłem w lodówce trzy bezpańskie pieczarki. Nie mogą się zmarnować, pomyślałem i przystąpiłem do dzieła, które zwie się ZAPIEKANKI. Nie ukrywam, to moje popisowe danie, które liczy tyle wariantów, ile składników uda mi się zgromadzić. Tym razem wersja najbardziej klasyczna, kultowa wręcz. Bez fałszywej skromności – prawdziwe dzieło sztuki.

Bazę stanowiły włoskie bułeczki ciabata (a dokładnie „italian style”, wypiekane z mrożonki w pobliskim sklepie), chociaż nie ma żadnych przeszkód, by użyć jakiegokolwiek innego pieczywa. Może to być duża bułka, kawałek bagietki czy solidna pajda zwykłego, lekko czerstwego chleba. Na bułki nałożyłem starte na drobno pieczarki. Są różne szkoły związane z użyciem pieczarek w zapiekankach. Niektórzy najpierw je podsmażają, niektórzy nie ścierają, tylko kroją na plasterki. Ja lubię surowe pieczarki, dlatego żadnej smażeniny nie uprawiam – wystarczy mi, że w trakcie podpiekania trochę się podduszą. W ramach akcentu smakowo-kolorystycznego dodałem po kilka pasków czerwonej słodkiej papryki. Na to równomiernie nałożyłem sporą ilość startego żółtego sera. Wybór sera to zwykle kwestia przypadku, daję co jest. Jest mozzarella, daję mozzarellę, jest jakiś zwykły ementalski czy gouda - mogą być. Ścieram na grubych oczkach, zawsze, większe wiórki lepiej się rozpuszczają. I gotowe. Teraz do rozgrzanego piekarnika (włączyliście piekarnik, prawda?) na pięć-siedem minut. Akurat tyle, ile potrzeba na zaparzenie mocnej herbaty. Wyjmowaniu gorących zapiekanek powinno towarzyszyć uczucie lekkiej euforii wywołane widokiem stopionego sera i dymem z piekarnika (coś tam zawsze kapnie i zacznie się palić, trudno). Uwaga, moment kluczowy! Kilka zawijasów keczupu zdobi powierzchnię zapiekanek. Keczup (lub jakiś dobry sos pomidorowy) być musi, ponieważ dzięki niemu na powierzchni utrzyma się drobno posiekany szczypiorek. Czyli clue całego dania.

Jeszcze czuję ich zapach...

Co mam jeszcze dodać? Szczypiorek się podgrzewa i zaczyna bosko pachnieć. Bułeczki są chrupiące, a ser ciągnący. Rozkosz.

==Radar==

4 komentarze:

  1. Swietny blog, bardzo podoba mi sie formula, nie widzialam jeszcze bloga o takiej tematyce :) Super!! zachecam do dalszego pisania, jestem stala czytelniczka :)) pozdrowionka, Malgosia

    OdpowiedzUsuń
  2. Dzięki, będę się starać!:)
    Radar

    OdpowiedzUsuń
  3. Naprawdę super blog. Zajrzałem pierwszy raz, ale opisy i zdjęcia rewelacyjne.

    OdpowiedzUsuń
  4. Aż się głodna zrobiłam.. A w lodówce halny wieje.. :D

    OdpowiedzUsuń