czwartek, 31 lipca 2008

Summer love - borówki amerykańskie!

Lato w pełni, a owoce w tym roku drogie jak diabli. Czereśnie przemknęły na straganach w cenach nie do przyjęcia (8 zł za kilo? sorry, nie dla mnie), jabłka też drogie, z innymi owocami kiepsko... W tej sytuacji stawiam na jagódki z kontynentu amerykańskiego, które nieźle się przyjęły w naszym klimacie. Borówka amerykańska ma tę przewagę nad naszymi leśnymi jagodami, że jest duża, twarda, dzięki czemu nie zgniata się na miazgę w transporcie. Poza tym nie brudzi, więc można jeść palcami, no i jest orzeźwiająco kwaskowata w smaku, w sam raz na upały. Same zalety!

Dlatego ogłaszam borówkę amerykańską Owocem Lata! Smaczna i zdrowa, do tego nie taka droga (ćwierć kilo za 4 zł) - polecam.

A na blogu przez najbliższe 2 tygodnie wakacje. Nie będzie nowych recenzji, ale nie martwcie się - w drugiej połowie sierpnia pojawią się kolejne wpisy.

==Radar==

poniedziałek, 21 lipca 2008

Dobry półprodukt – Żurek Krakus (producent Agros Nova)

Od czasu do czasu mam ochotę na tradycyjną zupę, a jako że jestem leniwy, nie zawsze chce mi się ją robić. I tu w sukurs przychodzą producenci różnego rodzaju zup w słoikach, puszkach, kartonach. Postanowiłem przetestować sprzedawany w kartonie żurek znanej marki Krakus.

Istotną wadą tej zupy jest forma sprzedaży. Karton z gwintem, takim jak w kartonach z sokiem, uniemożliwia wylanie do garnka zupy z czymś (np. z ziemniakami). Zatem to, co wypływa z kartonu to rzadka, wodnista ciecz w kolorze żurkowego zakwasu. I dokładnie tym jest – ugotowanym zakwasem z przetartymi ziemniakami i przyprawami. Fakt, że jest aromatyczna, ma dobrze wyważony smak (wyczuwalny czosnek, smak cebuli) i zapach, ale nie da się ukryć, że jest to tylko baza do przyszłej zupy. Żeby się nią najeść, trzeba samemu ugotować ziemniaki i/lub jajko, dodać kiełbasę, doprawić majerankiem (żurek bez majeranku nie istnieje). A to oznacza, że z idei zupy błyskawicznej nic nie zostało, bo tyle samo trwa przygotowanie żurku z zakwasu. Z tym, że z butelki zakwasu za niecałe 2 zł ugotuje się garnek zupy na cztery osoby, a z nietaniego kartonu Krakusa najwyżej na dwie.

Nie wygląda efektownie, ale smakuje całkiem całkiem. Ziemniaczki to mój osobisty wkład w to dzieło

Podsumowując: trudno powiedzieć dla kogo jest to produkt. Na pewno nie dla osób, które chciałyby tylko podgrzać i wylać na talerz zawartość kartonu. Z drugiej strony baza do zupy jest naprawdę smaczna i ma długi termin przydatności do spożycia, więc można taki karton trzymać w żelaznej rezerwie żywnościowej (jeśli macie miejsce w schronie przeciwatomowym).

Cena za 1 litr w Tesco: 4,29 zł

Skondensowana Fanta – Owocowa Spiżarnia Pomarańcza (producent Herbapol)

Typowa zaprawa do wytwarzania napojów w domowym zaciszu. Nalewasz odrobinę do szklanki i uzupełniasz wodą. Najlepiej silnie gazowaną mineralką – wtedy otrzymujesz napój o smaku identycznym jak butelkowana Fanta lub Mirinda. Smak całkiem przyjemny, pomarańczowy, choć z wyraźnym akcentem kwasku cytrynowego. Co istotne, w składzie syropu nie odnotowałem żadnego szkodliwego środka chemicznego, brak także sztucznych słodzików (słodzone cukrem lub syropem glukozowo-fruktozowym). Zatem – nie jest to tak trujące jak butelkowane napoje gazowane, a przyjemność taka sama.

Cena w Plusie: ok. 4,20 zł

==Radar==

środa, 16 lipca 2008

W zbożnym celu – Spelt Biscuits, ciasteczka zbożowe (producent Sondey, dystrybutor Lidl)

Ciąg dalszy rozważań o ciasteczkach zbożowych. Te to prawdziwy klasyk. Wypiekane z mąki orkiszowej, płatków owsianych i nasion lnu. Ciasteczka są okrągłe, bardzo cienkie, twarde i chrupiące. Pękają w zębach z rozkosznym trzaskiem, a wewnątrz kryją niespodzianki w postaci całych ziarenek lnu i płatków jęczmienno-owsianych, które można ze smakiem rozgryzać. Smakują jak domowe, z tą różnicą, że w domu prawie zawsze coś się przypali, a tu nie ma o tym mowy.

Ciasteczka wydają się drogie, ale jest ich mnóstwo, a paczka waży 300 g, czyli dwa razy tyle co przeciętne tego typu ciasteczka. Pyszne. Warto spróbować.

Cena: 4,99 zł

==Radar==

Cremoso Kaffee – jogurt kawowy (producent Yogosan, Niemcy)

Wcale nie tak łatwo ustrzelić dobry jogurt. Niby wybór duży w każdym sklepie, ale większość z nich to przesłodzone mieszanki jogurtu i owoców z puszki. Tym razem trafiłem coś pieszczącego podniebienie: kremowy jogurt na śmietanie (3,6% tłuszczu) z ekstraktem kawy. Oprócz zwykłego cukru dodano cukier gronowy.

Jogurt ma apetyczny zapach mocnej mokki, w smaku jest lekko kwaskowaty i oczywiście kawowy, gładki i tłustawy. Smakuje jak lody! Dla łasuchów, bo tuczący i duży kubek, który łatwo opróżnić nie dbając o kalorie.

Cena za 330 g: 2,49 zł. Kupiony w Lidlu.

==Radar==

czwartek, 10 lipca 2008

Bułka z mielonką – Rigga domowa (producent Dr. Oetker)

Co mnie podkusiło, żeby znowu kupować mrożonkę od Oetkera! Już stojąc w kolejce do kasy Lidla czułem, że będę tego żałować. No i sprawdziło się. W domu wyciągam to coś z pudełka i co widzę? Podpłomyk (normalka, tym razem gruby) pokryty gęsto jakimś bladoróżowym paskudztwem. Szynka? O żesz, jeszcze pamiętam jak wygląda szynka. To coś to zwykła mielonka i to dość parszywego gatunku, o wyjątkowo chamskim smaku. Pełen najgorszych podejrzeń wkładam placucha do piekarnika i czekam co z tego wyjdzie.

Pieczona pizza powinna pachnieć. To wydziela tylko jakiś podejrzany smrodek. Aby rozpuścić symboliczną ilość (normalka) sera musiałem rzecz jasna przypalić spód. Spoko, węgiel jest dobry na trawienie. Próbując pizzę Rigga spoglądałem jednocześnie na zdjęcie z pudełka. I jakoś mi się z obrazem live nie pokrywało. Na zdjęciu są piękne duże plastry pieczarek, przypieczona szyneczka i dużo sera. Na talerzu leżało coś kompletnie pozbawionego pieczarek, ze śladową ilością sera, za to obłożone ohydną mielonką! W smaku przypomina to bułkę z konserwą turystyczną. „Tylko pizza Rigga oferuje charakterystyczną kombinację przypraw...” – czytam sobie na pudełku. Rzeczywiście jest bardzo charakterystyczna – przypraw nie ma żadnych! Jedyne co mi smakowało w tej marnej podróbce pizzy, to cebula. A co do ciasta – jeszcze długo po jedzeniu czułem na zębach jakiś dziwny słodki smak.

Eeee... pizza?

Podsumowując: stanowczo odradzam jakichkolwiek kontaktów z wyrobami firmy Dr. Oetker Polska mającymi w nazwie słowo „pizza”. Szkoda pieniędzy.

Cena za 270 g: 3,89 zł

czwartek, 3 lipca 2008

Pamiątka z ostatniego zajazdu na Litwie – Baltas piwo pszeniczne (producent Svyturys, Litwa)

Nienawidzę hipermarketów. Czasem muszę się jednak do jednego z nich wybrać i wtedy staram się jakoś zrekompensować sobie straty moralne (te kolejki do kas!). Wybieram się wtedy, zgadłeś, na dział piwny i zaczynam przebierać w różnych dziwnych browarkach. Litewska pszenica to pewniak, browar przetestowany wielokrotnie, który mogę polecić z czystym sumieniem.

Jeśli nie wiesz jeszcze nic o piwie pszenicznym, odsyłam do poprzedniego wpisu o piwie Valentins. Dziś napiszę tylko tyle: Baltas to piwo ze średniej półki. Kosztuje niewiele, ale oferuje całkiem sporo. Czysty, orzeźwiający, lekko cytrynowy smak i solidną pianę, czyli wszystko to, co powinna mieć dobra pszenica. Będę się powtarzać, ale trudno. Po spróbowaniu takiego piwka, ciężko wrócić do tych skręcających kiszki i wywołujących absmak w ustach puszkowanych żywców, tyskich i żubrów. Zaryzykuj i sprawdź sam(a).

Cena: ok. 3,10 zł

==Radar==

Jak Wiewiór, tyle że bez problemów – Orzechy laskowe w miodzie (producent Falix)

Bardzo fajny smakołyk odkryłem niedawno na regale z zagryzkami w Tesco. Całe orzechy laskowe, prażone, pokryte miodem i cukrem. Prawie sama natura, plus guma ksantanowa. E, co tam! Smakuje naprawdę dobrze! Kłopot w tym, że paczuszkę można błyskawicznie opróżnić, a przysmak, jak to przysmak, do tanich nie należy.

Cena za 100 g: 5,99 zł

==Radar==

Najlepsze zapiekanki na świecie!

Optymalne składniki, nic więcej do szczęścia nie trzeba!

Wczoraj zauważyłem w lodówce trzy bezpańskie pieczarki. Nie mogą się zmarnować, pomyślałem i przystąpiłem do dzieła, które zwie się ZAPIEKANKI. Nie ukrywam, to moje popisowe danie, które liczy tyle wariantów, ile składników uda mi się zgromadzić. Tym razem wersja najbardziej klasyczna, kultowa wręcz. Bez fałszywej skromności – prawdziwe dzieło sztuki.

Bazę stanowiły włoskie bułeczki ciabata (a dokładnie „italian style”, wypiekane z mrożonki w pobliskim sklepie), chociaż nie ma żadnych przeszkód, by użyć jakiegokolwiek innego pieczywa. Może to być duża bułka, kawałek bagietki czy solidna pajda zwykłego, lekko czerstwego chleba. Na bułki nałożyłem starte na drobno pieczarki. Są różne szkoły związane z użyciem pieczarek w zapiekankach. Niektórzy najpierw je podsmażają, niektórzy nie ścierają, tylko kroją na plasterki. Ja lubię surowe pieczarki, dlatego żadnej smażeniny nie uprawiam – wystarczy mi, że w trakcie podpiekania trochę się podduszą. W ramach akcentu smakowo-kolorystycznego dodałem po kilka pasków czerwonej słodkiej papryki. Na to równomiernie nałożyłem sporą ilość startego żółtego sera. Wybór sera to zwykle kwestia przypadku, daję co jest. Jest mozzarella, daję mozzarellę, jest jakiś zwykły ementalski czy gouda - mogą być. Ścieram na grubych oczkach, zawsze, większe wiórki lepiej się rozpuszczają. I gotowe. Teraz do rozgrzanego piekarnika (włączyliście piekarnik, prawda?) na pięć-siedem minut. Akurat tyle, ile potrzeba na zaparzenie mocnej herbaty. Wyjmowaniu gorących zapiekanek powinno towarzyszyć uczucie lekkiej euforii wywołane widokiem stopionego sera i dymem z piekarnika (coś tam zawsze kapnie i zacznie się palić, trudno). Uwaga, moment kluczowy! Kilka zawijasów keczupu zdobi powierzchnię zapiekanek. Keczup (lub jakiś dobry sos pomidorowy) być musi, ponieważ dzięki niemu na powierzchni utrzyma się drobno posiekany szczypiorek. Czyli clue całego dania.

Jeszcze czuję ich zapach...

Co mam jeszcze dodać? Szczypiorek się podgrzewa i zaczyna bosko pachnieć. Bułeczki są chrupiące, a ser ciągnący. Rozkosz.

==Radar==