poniedziałek, 8 grudnia 2008

Cena gra rolę – porównanie dwóch pizz z Biedronki



Było kiedyś zapotrzebowanie na testy najtańszych pizz mrożonych dostępnych w dyskontach. Wychodząc naprzeciw (itd.) postanowiłem zestawić dwie pizze, które można kupić w jednym sklepie, co więcej, sięgając do tej samej lodówki:) Po przeczytaniu tego tekstu będziecie już wiedzieć, którą wybrać. Dwie pizze: jedna tania, druga droższa, choć nie droga. Czy cena robi różnicę?

Na początek weźmy pizzę Toscana. Jest to typowy wyrób ze średniej półki cenowej, klasą bardzo zbliżony do opisywanych już niejednokrotnie wyrobów Papaliny. Toscana z Biedronki również została wyprodukowana w Niemczech, choć nie wiadomo przez jaką firmę (na opakowaniu widnieje co prawda firma Freiberger Polska z siedzibą w W-wie, ale jednocześnie jest też informacja o kraju pochodzenia, którym są Niemcy, więc Freiberger jest pewnie tylko zleceniodawcą). Toscana jest poprawna aż do bólu, nie liczcie na jakiekolwiek szaleństwo. Konserwatywny smak szynka-pieczarki-ser na dobrej jakości spodzie. Wszystko całkiem apetyczne i w dostatczenej ilości. Jak widać na zdjęciu, pieczarek jest sporo, podobnie szynki, a ser ładnie się rozpuszcza na całej powierzchni placka. Również sos pomidorowy nie budzi zastrzeżeń. Jest to więc pizza, którą można śmiało polecić, jeśli akurat nie jesteście znudzeni tradycyjnymi smakami.

Jako druga do piekarnika powędrowała pizza Avanti. Również wyprodukowana w Niemczech (czyżby ten sam producent, który nie chce się ujawnić?), z tym że zdecydowanie z niższej półki. Jakościowej, no i oczywiście cenowej, bo za cenę niższą od Tascany dostajemy dwa 310-gramowe placki. Różnicę klasy widać już po otwarciu pudełka. To co na obrazku wygląda bardzo zachęcająco, czyli wielkie pieczarki i mnóstwo sera, to oczywiście czcza obietnica. W rzeczywistości pieczarki są starte na wiórki i przypominają powierzchnię taniej zapiekanki z przyczepy, podgrzewanej w mikrofali. Powierzchnia pizzy po upieczeniu przypomina błotnisty placyk. W gęstej zupie złożonej z sosu pomidorowego, sera i wspomnianych pieczarkowych wiórów pływają sporadycznie rozmieszczone kawałeczki zielonej i czerwonej papryki. Bieda aż piszczy. Smak ujdzie, choć czuć taniochę. Na szczęście nie jest to produkt niejadalny: spód jest całkiem niezły (stąd moje przypuszczenie o powinowactwie producentów obu produktów), a całość da się spożyć bez obrzydzenia. Być może dlatego, że pizza to niewielka, w sam raz na cztery gryzy.

Jaki wniosek? Nie warto zawracać sobie głowy produktem najtańszym (mimo kuszącej „okazji”). Zdecydowanie lepiej nabyć większą, droższą i porządniejszą Toscanę.

==Radar==

Toscana
Cena (340 g): 4,99 zł
Ocena: 7/10
+ dobra jakość wszystkich składników
- nudne i konserwatywne zestawienie dodatków

Avanti
Cena (2x310 g): 4,55 zł
Ocena: 4,5/10
+ da się zjeść
- wprowadzający w błąd obrazek na pudełku
- smak rodem z budy z zapiekankami

piątek, 5 grudnia 2008

Królowa soczewica. Danie 2: zupa zboczka

Zgodnie z obietnicą, wykorzystamy dziś resztę soczewicy, która została nam po leczo:). A została połowa paczki. Tak jak poprzednio przygotowujemy soczewicę namaczając ją przez 2 godz., a potem gotując do miękkości. W tym czasie zajmujemy się pozostałymi składnikami. Potrzebne będą: ziemniaki, duża marchewka, czosnek, kilka pieczarek i boczek. Warzywa i pieczarki gotujemy do miękkości. Na patelni podsmażamy boczek, tak aby był lekko przypieczony i chrupiący. Na samym końcu na krótko wrzucamy na gorący tłuszcz posiekany czosnek. W minutę-dwie złapie złocisty kolor. W garnku łączymy ze sobą warzywa z soczewicą. Dokładamy zawartość patelni, razem z tłuszczem. I zostawiamy na małym ogniu na tyle, ile potrzeba, by soczewica i ziemniaki zaczęły się wyraźnie rozpadać. Chodzi o uzyskanie zawiesiny, która upodobni naszą zupę do grochówki. Oczywiście kwestię stopnia zagęszczenia zostawiam do waszej decyzji. Można też wszystkie składniki rozgotować i przetrzeć, aby uzyskać zupę krem. Tej opcji jeszcze nie próbowałem, ale też powinno być dobre.

Zupa jest pyszna. Oczywiście nie zapomnijcie o odrobinie soli i majeranku. Smakuje bosko kiedy jest gorąca. Syci i zniewala smakiem. A co się potem dzieje, tego już nie będę opisywał. Dlatego pamiętajcie – nie jedzcie jej przed randką albo wyjściem do kina. Żeby nie było, że nie ostrzegałem!


==Radar==

środa, 3 grudnia 2008

(Bad) american dream – American Style Pizza Hawaiian (producent Papalina GmbH, dystrybutor Lidl)

A już myślałem, że Papalina poniżej pewnego – dobrego – poziomu nie schodzi. Tymczasem dzisiejsza pizza hawajska w stylu amerykańskim mocno rozczarowuje. Nakręciłem się na to grube ciasto, byłem ciekaw jak producent wybrnął z tego niełatwego zadania. Na wierzchu standardowe zestawienie dodatków, a że akurat darzę je sporą sympatią, nie wahałem się przy zakupie.

Po wyjęciu z pudełka pizza robi wrażenie swoją grubością i wagą. Szkoda, że to wrażenie pryska, kiedy zaczyna się piec. Zamiast nęcącego aromatu pojawia się przykry zapach oleju. Który będzie mnie prześladował jeszcze przez kilka dni, bo wywietrzyć go nie sposób. Smród smażalni albo kuchni, w której smażono faworki. Mnóstwo faworków. Fatalny początek! Potem kolejny zgrzyt. Zaglądam do piekarnika i widzę, że placek sam z siebie pękł na dwie nierównomierne części! Dziwne. Jakby tego było mało, obserwuję nieuchronny proces przypalania się spodu, mimo że góra wyraźnie nie jest jeszcze gotowa – ser nierozpuszczony. W końcu decyduję się wyjąć pizzę, aby uniknąć jej zwęglenia.

Wrażenia smakowe. Jakby powiedział Anusiak z „Włatców much” – poracha! Ciasto suche jak wiór, smakuje jak suchar lub czerstwe pieczywko. Nic nie pomagają zwyczajowo dobry sos pomidorowy, szynka i ananas oraz oryginalna mozzarella. Paskudny smak spodu przytłacza i zamyka dostęp do delektowania się tym, co na nim położono. Poracha! Kończę konsumpcję, zdrapując węgiel z zewnętrznej strony ciasta. Jestem zdruzgotany. Ocena surowa, ale w pelni oddająca moje rozczarowanie. Po tak solidnym producencie nie spodziewałem się takiego niewypału.

==Radar==

Cena za 460 g: 6,99 zł
--------------------------
Ocena: 3/10

+ dodatki jak zwykle wysokiej jakości, ale...

- ...nie istnieją z powodu beznadziejnego ciasta
- śmierdzi, zamiast pachnieć
- cena

sobota, 29 listopada 2008

Królowa soczewica. Danie 1: leczo z soczewicy

Dziś uczynię wyłom w moich gotowcowych recenzjach i zaprezentuję danie produkcji własnej. Trudno je określić mianem fast foodu, ponieważ wymaga trochę czasu i pracy, ale jednocześnie jest bardzo proste do przyrządzenia. I całkiem smaczne. No i stanowi całkiem solidny posiłek obiadowy. Jeśli więc macie czasem ochotę upichcić coś nieskomplikowanego, ale dającego satysfakcję, spróbujcie potrawy, którą nazwałem na własny użytek "leczo z soczewicy".
Dwa słowa o soczewicy. Jest to roślina strączkowa, a więc z tej samej rodziny co groch czy fasola. Jest przy tym bardziej delikatna w smaku i łatwiej się trawi. Soczewicę można wykorzystywać do wszystkiego: jako składnik zupy, potraw gęstych, jako nadzienie itp. Do dziś pamiętam smak świetnego drożdżowego pieroga z nadzieniem z soczewicy, sprzedawanego w pewnym sklepie wegetariańskim w latach 90. Oczywiście sklepu dawno już nie ma (nowe millenium wykosiło z rynku modne w latach 90. knajpki, sklepiki, kioski z żarciem dla bezmięsnych), ale wspomnienie pozostało.

Jak już wspomniałem, potrawa jest prościutka. Składniki to: soczewica zielona (500-gramowa paczka kosztuje jakieś 1,20 1,95 zł w Tesco), średniej wielkości cukinia, kilka pieczarek, kilka ząbków czosnku, mała puszka przecieru pomidorowego. Do smażenia olej roślinny, w tym przypadku posłużyłem się oliwą. Przygotowania trzeba zacząć kilka godzin wcześniej. Soczewicę należy moczyć w zimnej wodzie przez dwie godziny, potem ugotować (wystarczy ok. pół godziny; różne gatunki soczewicy wymagają innego czasu gotowania, ale instrukcja znajduje się na opakowaniu, więc nie ma strachu). Kiedy mamy ugotowaną soczewicę, zabieramy się za pozostałe składniki. Na patelni rozgrzewamy olej, wrzucamy pokrojone w kostkę lub półksiężyce kawałki cukinii, pieczarki i posiekany czosnek. Podsmażamy aż się to wszystko zrumieni, a cukinia zmięknie. Uwaga, przypalenie czosnku lub cukinii popsuje smak całej potrawy, więc ostrożnie! Wlewamy przecier, mieszamy dokładnie, dodając trochę wody. W trakcie smażenia lub teraz warto dodać trochę przypraw: soli, majeranku, oregano.

I to już właściwie wszystko. Po odparowaniu nadmiaru wody można potrawę wykładać na talerz i wsuwać z pajdą świeżego chleba. Pyszne i zdrowe. Czasem trzeba dać organizmowi odpocząć od konserwantów, wzmacniaczy smaku i sztucznych aromatów:)

==Radar==

PS. Dziś robię zupę z soczewicy w wersji dla mięsożerców - niebawem relacja z tego wydarzenia i przepis!

Dania gotowe raczej wtedy, gdy nie ma innego wyjścia

Zakończyła się druga ankieta. Tym razem zadałem Wam pytanie o częstotliwość korzystania z dań gotowych. Najwięcej głosów, bo 42%, zyskała odpowiedź Bardzo rzadko, tylko w sytuacjach kryzysowych. 34% głosujących zaznaczyło odpowiedź Często, kiedy nie mam czasu gotować. 12% respondentów w ogóle nie używa dań gotowych, a 10% korzysta z nich codziennie.

W sumie oddano 47 głosów. Dzięki za udział w ankiecie!

==Radar==

środa, 26 listopada 2008

Sałatka Colesław (producent: BONA-AGRA Sp. z o.o., dystrybutor: Lidl)

Nigdy nie mam cierpliwości do sałatek, surówek. Za dużo z tym roboty, z krojeniem, szatkowaniem, doprawianiem, a do tego prawie zawsze zapominam o jakimś ważnym składniku (na pierwszym miejscu są tu ogórki kiszone), bez którego surówkosałatka nie sprawia już takiej przyjemności. Wybawieniem mogą być gotowe produkty, jednak trafić coś dobrego jest w tej kategorii dość ciężko. Surówki z Biedrony są niezłe, ale tak drobno posiekane i zalatujące „fabryką”, że kupuję je niezbyt często. Fajne są sałatki w wysokich kubkach sprzedawane m.in. w Billi – jednak ich cena (ok. 6 zł) jest dla mnie nie do przyjęcia. Z dużym zaciekawieniem zapoznałem się więc z całą serią surówek sprzedawanych pod marką własną Lidla, czyli Chira.

Od razu uprzedzam, że opisywane dziś sałatka Colesław jest gorsza od próbowanej przeze mnie wcześniej surówki z kapusty z kukurydzą, która smakuje niemal idealnie. Colesław też jest ok., ale jak dla mnie za słodki. Skład jest prosty jak każdej dobrej sałatki/surówki: kapusta, marchew, cebula i sos majonezowy. I to właśnie w tym sosie czai się zbyt dużo słodyczy, obawiam się, że pochodzącej ze sztucznej substancji słodzącej. Nic to, mimo wszystko warto spróbować, a rodzajów surówek jest na tyle dużo, że każdy powinien znaleźć coś dla siebie. Polecam waszej uwadze, bo stosunek ceny do jakości jest bardzo dobry.

==Radar==

Cena za 300 g: 2,49 zł
--------------------------
Ocena: 6,5/10

+ wygląda i smakuje jak świeżo zrobiona
+ dobra cena
+ estetyczne i praktyczne opakowanie

- trochę za słodka

- opis składu jest niepełny (brak składników sosu)

środa, 19 listopada 2008

Akardo: Nerkowce (producent: Felix Polska Sp. z o.o., dystrybutor: Biedronka)

Czy można spieprzyć coś tak prostego jak orzechy? W dodatku tak pyszne, jak orzechy nerkowca? Otóż tak! Sztuki tej dokonała firma Felix, która słynie ze smażenia i solenia wszelkiej maści orzechów. Bez żadnej przesady: już kilka orzechów z paczki nabytej w Biedronce wywołało u mnie uczucie obrzydliwej zgagi. Nie będę was raczył obrazowym opisem późniejszych doznań związanych z trawieniem tego świństwa. W czym problem? Ano w tym, że Felix usmażył orzechy w oleju! Olej w dodatku chyba był z tych najtańsych i najgorszych. Po smażeniu Mr. Felix nie pożałował soli.

W efekcie zamiast delikatnej słodyczy orzechów przełamanych lekko słonawym smakiem otrzymujemy coś co przypomina w smaku chamskie ziemniaczane prażynki za 90 groszy. Albo zimne frytki usmażone na starym oleju. Nie rozumiem po co to zrobiono, przecież wystarczyło orzechy tylko podprażyć na gorącej blasze, aby wydobyć z nich cudowny aromat. Niestety, produkt od Felixa jest ohydny i pozostawia po sobie bardzo przykre i długotrwałe wspomnienie. Nie kupować, chyba że jesteś zboczeńcem gustującym w aromacie rodem z nadmorskiej smażalni przy końcu sezonu. A co zrobić, kiedy już się kupiło, tak jak ja? Jedyny sposób (oprócz wyrzucenia, ale to już marnotrawstwo) to zapić orzeszki wieloma litrami piwa.

A wyglądają tak niewinnie...

A tak na marginiesie – na tej samej półce, w tej samej cenie, od tego samego producenta, w identycznej wagowo paczce leżą sobie pistacje, które są pyszne i doskonale przygotowane. I te pistacje szczerze polecam. A za spieprzenie nerkowców dla Felixa żółta kartka.

==Radar==

Cena za 200 g: 6,30 zł
--------------------------
Ocena: 3/10

+ yyyy, może cena?


- jak można było zrobić coś takiego???

piątek, 14 listopada 2008

Kurczak nie całkiem po tajsku – Danie na zawołanie: Kurczak po tajsku (producent KOOPEROL Sp. z o.o.)

Zapowiadało się naprawdę nieźle. Szybkie danie oparte na ryżu i mięsie z kurczaka na tajską modłę. Widok etykiety pobudził moje ślinianki i kupiłem. W domu słoik otworzyłem, przewaliłem zawartość do garnka do podgrzania. Na dole słoika tkwiła gruba warstwa ryżu, który trzeba rozmieszać. Dodać trochę wody, żeby nie przypalić. Pierwsze złe przeczucie miałem, kiedy zobaczyłem, że dodatkami uzupełniającymi danie są czerwona fasola i kukurydza. Jakoś mało tajsko mi to wygląda, pomyślałem, chyba że to przepis od Taja mieszkającego w Meksyku. No dobra, nie zrażając się (choć i zapach jakoś nie kojarzył mi się z kuchnią azjatycką), podgrzałem do odpowiedniej temperatury i przetransportowałem całość na talerz. Efekt możecie oglądać poniżej.

Wygląda nie najgorzej, prawda? Czas więc spróbować. I tu niestety wszystkie nadzieje idą się je... idą sobie gdzieś. To ma być potrawa tajska? Żart? Głównym winowajcą jest sos. Ohydne słone coś, a nie sos. Kompletnie bez wyrazu. Powiedziałbym, że to dokładnie ta sama mazia, której używa się w konserwach z gołąbkami i pulpetami. Porażka! Sos powinien być ostry, kwaskowaty, mieć wyraźny aromat curry, a tymczasem jest to coś dołująco żałosnego. A szkoda, bo złego słowa nie powiem o kurczaku, który jest naprawdę dobrze zrobiony, a kawałków całkiem sporo. Ryż może zbyt rozgotowany i mulisty w smaku, ale ujdzie. Fasola i kukurydza – standard puszkowy, nie ma co się nad tym elementem rozpisywać.

Podsumowując: spore rozczarowanie. A mogło być tak dobrze - gdyby zrobić porządny sos, dodać kiełki bambusa albo jakąś inną „chińszczyznę”, byłoby to naprawdę sensowne (choć małe) danie obiadowe. Niestety, nie tym razem.

==Radar==

Cena: 3,99 zł (kupione w Biedronce)
-------------------------------
Ocena: 4,5/10

+ dobry kurczak

- beznadziejny, a mówiąc dosadniej obrzydliwy, sos
- za cholerę nie widzę w tym daniu wpływów kuchni tajskiej

- niefortunne dodatki

poniedziałek, 10 listopada 2008

Dla żołnierza, nie dla pułku – Nasze przysmaki: Grochowa (producent: P.P.H. Mispol-Dytrybucja Sp. z o.o., dystrybutor: Biedronka)

Całkiem przyzwoita propozycja na szybki obiad, a właściwie na jego początek. Grochówka, zamknięta w poręcznym worku, jest gęsta i zawiesista, rzeczywiście grochowa w smaku. Pływają w niej też bardzo niewielkie kawałki kiełbasy i warzyw: ziemniaków i marchewki. Znacznie lepiej by to wyglądało i smakowało, gdyby warzywa były większych rozmiarów, a zamiast kiełbasy – ciut zalatującej konserwą – wolałbym boczek. Nie wiem dlaczego, ale każda grochówka, jaką miałem okazję próbować poza domem, była za słona. Tak jest i z tą. Jak by producent zapomniał, że już kiełbasa jest mocno słona i należy uważać z soleniem samej zupy. Nie jest co prawda przesolona, ale denerwujące drapanie w gardle pozostaje.

Przyczepię się jeszcze do informacji na opakowaniu, wg której jest to porcja na 2 osoby. To oczywiście fikcja – mi starczyło na jeden (duży co prawda), nie zapelniony po brzegi talerz – a dodałem jeszcze trochę wody, żeby wypłukać gęstą zawartość z torebki. Reasumując: przyzwoity posiłek dla jednej osoby (co niestety stawia pod znakiem zapytania opłacalność zakupu), który mógłby być lepszy, gdyby producent dokonał pewnych korekt w recepturze.

==Radar==

Cena: 2,95 zł
--------------------------
Ocena: 6/10

+ gęsta, solidna grochówka
+ wygodne opakowanie

- za słona
- nieciekawa kiełbasa

- porcja dla jednej, a nie dwóch osób

sobota, 8 listopada 2008

Zostań korespondentem-recenzentem Fast Food Eaters!

Jeśli:

- lubisz zakupy
- masz naturę odkrywcy
- uwielbiasz eksperymenty z nowościami
- potrafisz pisać lekko, z humorem i poprawną polszczyzną (ważne!)
- masz aparat cyfrowy i wiesz do czego służy funkcja makro

Masz ochotę spróbować? Nic prostszego! Napisz krótką recenzję produktu dostępnego w polskich lub zagranicznych sklepach. Może to być również tzw. hardkorowy fastfood (zapiekanka, hot-dog, pita, knysza, kebab, hamburger itp. itd.). Oceń produkt w skali od 1 do 10. Dodaj krótkie podsumowanie w postaci plusów i minusów. Zrób przynajmniej jedno zdjęcie. Gotowe! Teraz wyślij swoje dzieło na adres:

pomidorowazmakaronem@gmail.com

i czekaj na odpowiedź. Masz szansę zostać współtwórcą najbardziej oryginalnego bloga w polskiej blogosferze!

Poszukiwani korespondenci zagraniczni!

==Radar==

niedziela, 2 listopada 2008

Mistrz taniochy daje radę! – Grafenwalder Hefe Weissbier (producent: brak danych, Niemcy, dystrybutor: Lidl)

Panie i panowie, dziś posmakujemy najtańszej pszenicy dostępnej w polskich sklepach (jeśli nie wierzycie, zerknijcie niżej). W tej cenie to piwo jest w stanie konkurować z pilsami ze średniej półki i to świetny powód dla nieufnych, by spróbować nowego smaku – i z czasem rozpocząć eksperymenty z nowymi markami.

Czy tanie musi oznaczać slabe, niedobre, złej jakości? Nie w tym przypadku! Pszeniczny Grafenwalder (marka własna tanich piw sprzedawanych w Lidlu) to naprawdę solidny średniak. Za takie pieniądze trudno oczekiwać rewelacji, ale to piwo dało mi sporo satysfakcji. Smak może niezbyt wyraźny, trochę jakby skrojony pod przeciętnego konsumenta, który pije piwo nie dla delektowania się aromatami, ale może być. Kolor ładny, piwo lekko mętne – prawidłowo. Piana trochę za chuda, ale trzyma się do końca – również prawidłowo.

Największy problem z tym piwem to jego dostępność, która jest bardzo ograniczona. Wygląda na to, że Lidl sprowadza małe partie piwa, a kolejne zamawia dopiero po wyprzedaniu wszystkich. Browar jest wystawiany w alejkach (zamiast w kącie z innymi piwami) jako oferta specjalna. Dlatego, jeśli chcecie spróbować, miejcie oczy wokół głowy i kupujcie kilka puszek na zapas!

==Radar==

Cena: 2,19 zł
---------------------------


Ocena: 7/10

+ niezłe piwo ze średniej półki
+ bardzo przystępna cena

- nie powala
- problemy z dostępnością

niedziela, 26 października 2008

Mój kumpel kumpiak – Kresowe przysmaki: Kumpiak (producent PMB S.A., dystrybutor Biedronka)

Kolejny hit z Białegostoku. Po opisywanym jakiś czas temu kindziuku czas na kolejną kresową wędlinę. Kumpiak to nic innego jak surowa dojrzewająca szynka, pokrojona w cienkie, przezroczyste plastry. W porównaniu z kindziukiem ma łagodny smak i delikatną strukturę. Mięso apetycznie poprzetykane pasmami tłuszczu.

Smakuje wyśmienicie. Martwi tylko wysoka cena, ale cóż, takie czasy, jeśli nie chcesz jeść napompowanego wodą z chemikaliami ścierwa, musisz swoje zapłacić. Polecam.

==Radar==

Cena za 90 g: 3,99 zł
-------------------------


Ocena: 9/10

+ doskonałej jakości wędlina

- wysoka cena

sobota, 25 października 2008

Fryty jak w McDonaldzie bez ruszania się z domu – Harvest Basket Pommes Frites (producent nieznany, UE, dystrybutor Lidl)

Kto lubi domowe frytki – a więc obierać ziemniaki, kroić ziemniaki, smażyć je w głębokim tłuszczu, zasłaniać się przed pryskającym gorącym tłuszczem, wietrzyć mieszkanie z zapachu spalonego tłuszczu – ręka w górę! Jakoś nie widzę. Ale bez paniki, łasuchy, mam coś dla was. Frytosy z Lidla idealnie nadają się do szybkiego przygotowania i zawsze wychodzą dobrze. Oczywiście, pod warunkiem, że nie zapomnimy ich przewracać, żeby się nie spaliły.

Frytki są cienkie i długie, z dobrej jakości ziemniaków. Nie zdarzyło mi się trafić na żadne zgniłe czy zielone fragmenty, więc obstawiam w ciemno, że nie jest to produkt polski :) Przyrządza się je bardzo łatwo, wystarczy wysypać na płaską blachę potrzebną ilość i wstawić do gorącego piekarnika na kilkanaście minut, pamiętając aby je od czasu do czasu przemieszać. Smakują naprawdę dobrze, są chrupiące i mało tłuste. Zresztą, co się będę rozpisywać, sami zobaczcie na zdjęciu. Moim skromnym zdaniem jedne z najlepszych mrożonych frytek dostępnych z dyskontach.

==Radar==

Cena za 1000 g: ok. 3,50 zł (paragon zaginął)
-------------------------------


Ocena: 8/10

+ dobre ziemniaki
+ zawsze wychodzą

- właściwie nie ma się do czego przyczepić, chyba tylko do tego, że podobno frytki są niezdrowe

środa, 22 października 2008

Zapiekanka tropikalna – zrób to sam!

Tym razem kolejny przepis na łatwą do wykonania domową zapiekankę.

Oto, co należy przygotować (oczywiście nie ma co traktować listy składników ortodoksyjnie, zawsze jakiś można zastąpić innym): duże bułki, ananas w kostce (z puszki), szynkę szwarcwaldzką (może być inna, ale najlepiej wędzona), czerwoną paprykę słodką, ser żóty (edamski). Włączamy piekarnik, coby się nagrzał do właściwej, piekielnej temperatury. Bułki przekrajamy na pół, rozmieszczamy małe kawałki szynki, wąskie paski papryki i kostki ananasa. Można dodać szczyptę bazylii, ale nie jest to konieczne. Posypujemy obficie serem startym na grubo. Wstawiamy do rozgrzanego piekarnika na 5-7 minut. Gotowe! Gwarantuję, że się uda i będzie pyszne :)

==Radar==

Taki sobie rosołek – Rosół z kurczaka (producent Ajinomoto Poland Sp. z o.o., dystrybutor Biedronka)

Oto produkt z kategorii: zalej wrzątkiem, zamieszaj, zjedz i zapomnij. Nie będzie rozpisywania się, bo nie ma za bardzo o czym pisać. Ot, krążek sprasowanego chińskiego makaronu i suszone warzywa (plus strzępy mięsa) jak z jakiegoś warzywka do zupy. Po zalaniu wodą nabiera toto żółtawego kolorku i niespecjalnie rosołowego zapachu. W smaku jest słone (zbyt) i bez wyrazu. Na dnie pływają jakieś marcheweczki i wspomniane kostki suszonego mięsa.

Jak napisałem na wstępie: zjeść i zapomnieć. I nie wracać, chyba że w sytuacji całkowitego braku innej żywnościowej alternatywy.

==Radar==

Cena: 1,39 zł
----------------------
Ocena: 4,5/10

+ praktyczny kubek
+ makaron jest ok.

- smak i zapach bez wyrazu- nie chce mi się wracać do tego produktu

Chocolate olé!... o nie! – Cholate Creme Brulee (producent Zahor, Hiszpania, dystrybutor Biedronka)

Nowe w Biedronce – czekolady z Hiszpanii! No to się rzuciłem na taką, która wydawała mi się najciekawsza, o smaku creme brulee, czyli tradycyjnego hiszpańskiego francuskiego deseru. Tym bardziej kusząca propozycja, że produkty spożywcze z tego kraju są raczej rzadkością w naszych sklepach.

Niestety eksperyment okazał się kompletnym niewypałem. Czekolada – mleczna – jest bardzo nieudana, wstrętna wręcz. Gdybym ją spróbował z zamkniętymi oczami, nie wiedząc co smakuję, strzelałbym, że to jakaś maksymalnie tania tabliczka z margaryną w składzie. Jest odrażająco przesłodzona, mdła, do tego ma jakiś wredny posmak, który długo pałęta się w przełyku i pozostawia denerwujące wspomnienie. Nadzienie – też słabe, powiedziałbym, taka gorsza krajowa konfekcja cukiernicza, bardzo daleko od takiego np. Wawelu czy Wedla. W dodatku konsument narażony jest na połamanie sobie zębów na twardych jak kamyki kawałkach karmelu. Fakt, że to trochę urozmaica konsumpcję wzmagając czujność.


Podsumowując: duże rozczarowanie. Za taką cenę można kupić naprawdę świetną czekoladę z innej części świata.

==Radar==

Cena za 150 g: 3,99 zł
--------------------------

Ocena: 4/10

+ opakowanie dające wrażenie ekskluzywności

- bardzo kiepska jakość czekolady
- mdła, za słodka
- nadzienie bez wyrazu, twardy karmel włazi w zęby

- cena!

-------------------------

PS. Jak zauważył w komentarzu Bartek, creme brulee to tradycyjny deser francuski, a nie hiszpański. W ramach przeprosin za pomyłkę, prawdziwy creme brulee. Smacznego:)

piątek, 10 października 2008

Chińszczyzna po naszemu – Pierogi domowe chińskie (producent IGLOTEX SA)

Mrożone pierogi to jedna z podstawowych potraw do szybkiego przyrzadzania. Nic więc dziwnego, że w końcu trafiły na łamy tego bloga. Starałem się zacząć wątek pierogowy od czegoś mniej banalnego od zwyczajnych ruskich czy kapuściano-grzybowych. Udało mi się upolować w Kauflandzie nowy produkt pod tą oto dość kuriozalną nazwą. Żeby było śmieszniej, producent w sympatycznej notce na opakowaniu życzy nam „staropolskiego Smacznego”. No i fajnie.Mamy staropolskie pierogi nadziewane starochińszczyzną. Czy ktoś ma coś przeciwko? Bo ja nie!

Najważniejsza rzecz, jeśli chodzi o pierogi, to ciasto. Jest niezłe, cienkie i sprężyste, ale chwila nieuwagi i rozgotowane obiekty wybuchają w garnku, co wygląda dość zabawnie, bo podczas gotowania pierogi nadymają się jak ropuchy. Trzeba uważać, żeby nie przesadzić. Nadzienie – to największy atut tego produktu. Oryginalne i dobrej jakości. Mamy tu mięso wieprzowe, makaron sojowy (!), pędy bambusa (mniam!), grzyby mun (nawet są widoczne, co mnie pozytywnie zaskoczyło) oraz marchew, cebulę i różne warzywne przyprawy. Smakuje to całkiem interesująco, aczkolwiek w większej ilości smak staje się nużący.

Chociaż do doskonałości jeszcze daleko, to mogę polecić te pierogi jako przyzwoite i niezłe w smaku szybkie danie. Zasłużona szóstka z plusem.

==Radar==

Cena za 450 g + 90 g: 3,99 zł

-------------------------------------

Ocena: 6,5/10

+ oryginalne nadzienie
+ przyzwoite ciasto
+ ładne opakowanie

- smak nieco monotonny
- łatwo się rozgotowują

Freskovita – kefir chłodnik (producent SM Mlekovita)

Pomysł świetny – zamiast na słodko, warzywnie. Kefir o smaku chłodnika litewskiego, czyli zupy z buraczkami i ogórkiem podawanej na zimno. Idealny napój na gorące dni i nie tylko, także po prostu na ugaszenie pragnienia. Pomysł zatem świetny, trochę gorzej z wykonaniem. Po pierwsze: kefir czy chłodnik? Producent nie może się zdecydować. Po drugie: do smaku prawdziwego chłodnika jeszcze daleka droga. Dominuje smak kefiru, a najważniejszy składnik – buraki – jest ukryty w cieniu. Przydałoby się użyć więcej buraczków albo chociaż dodać soku buraczanego. W miejsce ogórka zielonego chętnie ujrzałbym ogórka kiszonego. Do tego trochę bardziej wyraziste przyprawy (czosnek i koperek) i byłoby genialnie. A tak jest tylko w porządku.

Warto jednak pochwalić Mlekovitę za sam pomysł wypuszczenia produktu o takim składzie oraz za poręczne i estetyczne opakowanie. Zasłużone sześć z plusem i zachęta do dalszych prac nad tego typu produktami.

==Radar==

Cena: 2,19 zł (zakupiono w Kauflandzie)

----------------------------------------------

Ocena: 6,5/10

+ oryginalny pomysł
+ mimo pewnych niedostatków, dobrze smakuje
+ nieprzesolony
+ wygodna buteleczka

- trzeba jeszcze popracować nad recepturą
- za mało najważniejszego składnika – buraków (tylko 1% objętości!)
- cena – za 330 g to trochę za drogo

czwartek, 2 października 2008

Pseudowłoska pseudopotrawa – Cannelloni (producent AVES Sp. z o.o.)

Co mnie pokusiło, żeby znowu spróbować włoskiej kuchni w wersji garmażeryjnej? Doświadczenie wyniesione z testowania lazanii z Biedronki powinny mnie od tego powstrzymać. Jak również to, że danie wyprodukowano w naszym pięknym kraju. Trudno, stało się. Kupiłem, trzeba to zjeść.

Pierwsze złe wrażenie robi folia zakrywająca zawartość tacki. Nie da się jej ściągnąć jednym ruchem. Jednym ruchem, co ja mówię? W ogóle nie da się jej ściągnąć. Drze się na wąskie paski, które trzeba cierpliwie odrywać. W dodatku nie da się jej całkowicie usunąć z brzegów tacki! W efekcie wsadziłem do piekarnika tackę z resztkami folii mając cichą nadzieję, że nie stanie się ona nieoczekiwanym składnikiem sosu.

„Cannelloni, 3 rurki makaronowe nadziewane farszem warzywno-mięsnym w sosie pomidorowym i beszamelowym”. Smakowicie brzmi, prawda? Niestety, po zapieczeniu otrzymujemy coś przypominającego z grubsza wspomnianą lazanię z Biedronki, czyli makaron zalany sosem. Tylko że w tym przypadku nie ma to nawet apetycznego zapachu. Producent nie pomyślał w ogole o włoskich przyprawach, za to postanowił dodać pieprzu, pewnie po to, żeby zabić paskudny konserwowy smak mielonego mięsa. Nie udało się. Mielonka zalatuje tanią słoikową konserwą. W tej mało apetycznej brei pływają jeszcze strzępki kapusty. W smaku jest to równie paskudne jak gołąbki za 2,50 ze słoika. Z tym, że za „włoskość” płacimy dużo więcej.

Tym, którzy zasugerowali się zdjęciem na opakowaniu, stanowczo mówię: to tak nie wygląda! Zdecydowanie odradzam.

Cena: 5,99 zł (kupione w Kauflandzie)

----------------------------------------

Ocena: 3/10

+ nie otrułem się

- ohydne nadzienie
- brak odpowiednich przypraw
- niedobry sos doprawiony pieprzem (po co?)
- idiotyczne, niepraktyczne opakowanie
- cena niewspółmierna do jakości

środa, 1 października 2008

Biedronka i Tesco to najpopularniejsze sklepy czytelników Fast Food Eaters!

Zakończyła się pierwsza w krótkiej historii bloga ankieta. Zadałem pytanie o waszą ulubioną sieć marketów. Wyniki wskazują, że najchętniej kupujecie w Biedronce (27% głosujących) i Tesco (26%). Sporą popularnością cieszą się też sklepy Lidl (20%).

Zdecydowanie mniej głosów zdobyły pozostałe sieci: Real (7%), Carrefour i Kaufland (po 5%), Żabka (4%). Na szarym końcu wylądował Plus (1%), ale w świetle ostatnich informacji o przejęciu tej sieci przez Biedronkę brak głosów wydaje się uzasadniony.

Głosowało 68 czytelników. Dziękuję za udział i zapraszam do kolejnych ankiet!

==Radar==

wtorek, 30 września 2008

Cappa Stragionata – baleron długodojrzewający w plastrach (producent Grandi Salumifici Italiani, Włochy, dystrybutor Lidl)

Kolejny smakołyk sprzedawany w Lidlach obok chamskich kiełbach i pasztetowych. Jeszcze do niedawna baleron uznawany był za wędlinę gorszego gatunku, naród wolał szynkę i polędwicę sopocką. Szkoda wielka, bo nie ma nic lepszego od świeżego baleroniku obficie przetykanego tłuszczykiem. Niestety, takowy dość trudno znaleźć w sklepach wędliniarskich.

Na szczęście mamy włoski baleron surowy, dojrzewający. Z tego powodu przypomina szynkę prosciutto. Jednak smakuje trochę inaczej (ach te przerosty tłuszczu!), inaczej się też prezentuje od strony wizualnej. Jestem łasuchem, więc wcinam ten baleron z wielkim smakiem. I polecam go również wam.

==Radar==

Cena za 125 g: 6,99 zł

------------------------------

Ocena: 8,5/10

+ oryginalna włoska wędlina
+ apetyczne przerosty tłuszczu
+ świetny na kanapki i jako dodatek do zapiekanek czy pizzy

- plastry często się rozrywają przy próbie wyjęcia ich z opakowania

poniedziałek, 29 września 2008

O kurka! Znaczy, o królik! – Pasztet z królika (producent Goldoni, Francja, dystrybutor Billa)

Tym razem będzie nieco bardziej snobistycznie i wyszukanie. Penetrując czeluście Billi natknąłem się na półkę z pasztetami importowanymi z Francji. Było kilka do wyboru, najpierw miałem zamiar kupić ten z gęsich wątróbek, jednak w ostatniej chwili zdecydowałem się na króliczy. Niestety, dość wysoka cena sprawiła, że nie mogłem sprawić sobie obu. Trudno, może przy następnej okazji wypróbuję ten z gęsi.

Ten pasztet różni się od produktów pasztetopodobnych sprzedawanych przez polskich producentów. Ma szary kolor i grudkowatą strukturę poprzetykaną kawałkami tłuszczu i galaretki. Z tego powodu gorzej się rozsmarowuje, ale do licha, jaka to odmiana od tych wszystkich maziastych przemysłowych smarowideł! Pasztet Goldoni nie zawiera żadnych konserwantów (a mimo to data przydatności do spożycia to – uwaga! – 2013 rok) ani sztucznych barwników (i to wyjaśnia niezbyt efektowny kolor). Co mamy w składzie? Oczywiście mięso królicze (minimum 20% objętości), wieprzowinę, wątróbkę wieprzową, mleko, jajka i Armaniak. Brzmi smakowicie, już widzę jak się oblizujecie. Jak więc smakuje? Dobrze. Mocno, intensywnie. To jest tego rodzaju ciężkostrawne żarełko, o którym długo się pamięta, ale też przecież nikt nie każe ci zjadać od razu cały słoik. Ze względu na ten wyrazisty smak raczej nie będzie smakować dzieciom. I dobrze, bo to przysmak dla dorosłych. Takich, co znają się na rzeczy.

==Radar==

Cena za 180 g: 6,99 zł

-----------------------------

Ocena: 8,5/10

+ przysmak dla wytrawnego podniebienia
+ żadnych konserwantów i sztucznych barwników
+ wyrazisty smak

- cena
- ciężkostrawny

To je Bryndziarka! – Bryndziarka: bryndzova natierka, serek bryndzowy z czosnkiem (producent Nika, Słowacja, dystrybutor Billa)

Krótka piłka – jest to serek zrobiony z bryndzy i sera topionego z dodatkiem oleju czosnkowego. Smakuje całkiem całkiem (jak ktoś lubi smak bryndzy, bo jak nie, to raczej nie posmakuje), więc smaruję sobie tym świeży chlebek, co i wam polecam. Co do czosnku – nie jest jakoś szczególnie wyczuwalny, nieprzyjemny chuch po spożyciu Bryndziarki (co za słodka nazwa) nie występuje. Z drugiej strony nie jest to żadna rewelacja, jakoś mnie tebn serek nie porwał w kosmos, więc oceniam umiarkowanie pozytywnie.

==Radar==

Cena: ok. 2 zł za 130 g (paragon wcięło)

--------------------------------

Ocena: 6,5/10

Cornelius Weizen Bier – piwo pszeniczne (producent Browar Cornelius Piotrków Trybunalski)

Moją pierwszą wyprawę do Kauflandu (wyprawa to była prawdziwa, bo musiałem pojechać do sąsiedniego miasta – wszystko dla was:)) uznaję za sukces, ponieważ oprócz kilku interesujących dań gotowych, o których napiszę niedługo, udało mi się kupić również zupełnie nowe, nietestowane jeszcze piwko. A jak piwko, to wiadomo, pszenica. Niespodzianka jest tym większa, że wszystko wskazuje na to, iż Cornelius jest warzony w Polsce, a nie (jak Faustus chociażby) sprowadzany z Niemiec i butelkowany w jednym z naszych browarów. Nie przeszkadza mu to jednak chlubić się na etykiecie spełnieniem rygorystycznych norm bawarskich piwowarów (Reinheitsgebot).

Zanim przejdziemy do degustacji, kilka ważnych informacji. Cornelius pszeniczny jest piwem niepasteryzowanym, naturalnie mętnym, z wyraźnie wyczuwalnym drożdżowym posmakiem. Co więcej, na dnie butelki, jeśli dobrze nie wymieszamy „końcówki”, pozostaje drożdżowy osad, dokładnie taki, jaki niektóre panie stosują na maseczki i inne eksperymenty z urodą. W związku z powyższym, piwo ma też krótki termin przydatności do spożycia. W przypadku mojej butelki, termin upływa 25 października, można więc przypuszczać, że został ustalony na 30 do 40 dni. To oznacza, że piwo zawsze jest świeże, z kolei nieświeżego lepiej nie próbować:) Ponadto, jak podaje producent na specjalnej zawieszce, Cornelius jest pierwszym w Polsce piwem, którego fermentacja i leżakowanie odbywa się w butelce (a nie w kadziach).

Cornelius zawiera minimum 65% słodu pszenicznego, co sprawia, że jest w smaku bardzo lekki i kwaskowaty, jakby do piwa dodano soku z cytryny. Pieni się odpowiednio, pod warunkiem, że nie będzie zbyt mocno schłodzony. Dopiero po kilkunastu minutach w temperaturze pokojowej uwalnia wszystkie swoje aromaty i smaki. Nie będę się tu wdawał w jakieś pseudokiperskie opisy, wspomnę tylko, że według cytowanej informacji z zawieszki, piwo uwalnia zapach bananowy, waniliowy i goździkowy. Dla mnie ważniejsze jest to, że jak każdą dobrą pszenicę można Corneliusa sączyć przez całą godzinę bez uczucia, że wraz z uwolnionym w atmosferę gazem z trunku ulotnił się cały smak i aromat, a pozostała tylko wykręcająca gębę wstrętna baza. Cornelius smakuje do końca.

Wielbiciele pszenicy, łączmy się!

==Radar==

Cena: 3,29 zł (w Kauflandzie)

------------------------------------

Ocena: 8,5/10

+ krótki termin przydatności do spożycia – piwo musi być świeże
+ niepasteryzowane, mętne, z widoczną drożdżową zawiesiną – o to chodzi!
+ dobrze uwarzona pszenica – to wartość sama w sobie
+ atrakcyjna cena

- nieco zbyt nachalny opis na etykiecie i zawieszce (za dużo wykrzykników !!!)
- jak długo utrzyma się na rynku, na którym królują komercyjne pilsy?

Bardzo mięsna pizza – Pizza Speciale (producent Papalina GmbH, dystrybutor Lidl)

To już druga pizza tego producenta (wcześniej opisywałem „hiszpańską” z chorizo) i również w tym przypadku mogę z czystym sumieniem ją polecić jako naprawdę przyzwoity produkt za rozsądną cenę. Tym razem wersja mocno mięsna – główne dodatki do placka stanowią plastry salami i szynki. Obie wędliny są dobrej jakości, nie ma mowy o jakichś nędznych konserwowych podróbkach (chodzi mi zwłaszcza o szynkę). Z racji dużej zawartości mięsnej pizza jest raczej słona. Do tego mamy odrobinę pieczarek (trochę mało) i odpowiednią ilość sera. Jak zwykle dużym atutem w przypadku produktów tego producenta jest bardzo dobry sos pomidorowy i dwa sery (mozarella i edamski).

Dobra propozycja na szybki obiad dla dwóch osób, ponieważ w opakowaniu są dwie pizze.

==Radar==

Cena: 9,99 za dwie pizze po 350 g każda
------------------------------------


Ocena: 7,5/10

+ wysoka jakość wszystkich składników
+ świetny sos pomidorowy
+ rozsądna cena

- zbyt cienki spód
- niezbyt wyrafinowany smak (dość słona)

piątek, 26 września 2008

Plus zmienia się w Biedronkę

W dzisiejszej Rzeczpospolitej znajdujemy potwierdzenie tego, o czym rozmawiano od jakiegoś czasu. Sieć dyskontów spożywczych Plus - znana szczególnie na południu kraju - zostanie kupiona przez firmę Jeronimo Martins, właściciela sieci Biedronka. Transakcja ma kosztować ponad 200 mln zł. Już w najbliższych dniach rozpocznie się rebranding marki Plus i zmiana na Biedronka. Koszt samej zmiany logo na sklepach szacuje się na 50 mln zł.


Bye bye Plusie!

Sieć Biedronka wzbogaci się więc o 210 sklepów, ale warunkiem wydania zgody na gigantyczną transakcję Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumenta warunkuje koniecznością sprzedania 25 nowo nabytych sklepów oraz 13 "starych" sklepów Biedronki. Brzmi to dziwacznie, ale podobne warunki były już stawiane przed transakcją zakupu sieci Albert i Hypernova przez Carrefour.


A co z tego będziemy mieli my, konsumenci? Mam nadzieję, że same korzyści, bo ten rok dla Plusa był systematycznym zjazdem po równi pochyłej. Fatalna obsługa, kiepskie zaopatrzenie - to sprawiło, że ja osobiście starałem się unikać zakupów w Plusach. Nowy właściciel pewinien to zmienić na lepsze.
==Radar==

PS. Ostatnio nie było nowych postów ze względu na brak czasu, ale od przyszłego tygodnia ruszę z kopyta. Kilka ciekawych produktów już czeka na opisanie, planuję też wyprawę łowiecką do Kauflanda:)

czwartek, 18 września 2008

Snobistyczny Pierot – Śmietanowy jogurt z czekoladą i orzechami laskowymi (producent Olma, Czechy)



Jogurt, który kupuję rzadko, bo 1) drogi 2) nie wszędzie można go dostać. Ale jak już kupię, konsumpcja zamienia się w prawdziwą celebrę. Już elegancki kształt kubka (czarny pucharek) sprawia, że do Pierota podchodzi się z większym szacunkiem niż do zwykłego jogurtu. A w środku czeka prawdziwa uczta dla łasucha. Z wierzchu gęsty, kwaśny jogurt, w smaku przypominający kwaśną śmietanę, a pod nim gruba warstwa „wsadu” - w tym przypadku ciemnobrązowej mazi o smaku czekolady z mocną nutą orzechów laskowych.


Nie wygląda może zbyt ciekawie, ale jak smakuje!

Smakuje to wybornie, może dlatego że zawiera sporo tłuszczu, a jak wiadomo tłuszcz jest doskonałym „przewodnikiem” dla smaku i zapachu. W sprzedaży są też inne smaki, np. pomarańczy z kokosem. Polecam smakoszom.

==Radar==

Cena: 2,49 zł (w Billi)


Ocena: 8,5/10

+ pyszny jogurt i wsad
+ robi wrażenie wykwintnego przysmaku

- drogi

wtorek, 16 września 2008

Zabójcza broń V – Kindziuk z pieprzem (producent PMB S.A.)

Regionalny przysmak z kresów wschodnich, dojrzewająca szynka w postaci okrągłych plastrów. O kindziuku trzeba by napisać zamaszysty poemat, by w pełni ukazać jego zalety i smaki. Z punktu widzenia prostego mięsożercy jest to kawałek surowego mięcha, w tym przypadku nabity ziarenkami pieprzu. Jak to smakuje? Dziko. W sensie, że surowo, ostro, leśnie. Kindziuk ma swój specyficzny smak, którego nie da się pomylić z żadnym innym. Ostrość i wyrazistość potęgują ziarenka pieprzu rozgryzane znienacka. To jakby niewielkie wyładowanie elektryczne – kopie, ale jeszcze nie boli.

Kindziuk to prawdziwie oryginalna polska wędlina, która jest wytwarzana według starej receptury i tradycyjnymi metodami. Jasne, że są w niej konserwanty, inaczej nie dało by się jej sprzedawać w marketach na plastikowych tackach. Ale poza tym wszystko jest w porządku – nie ma tu żadnych zwiększających objętość dodatków typu mięso indycze albo soja. 100 g wędliny wytworzono ze 125 g szynki wieprzowej. I tego się trzymajmy. Jedyny poważny mankament to cena. Jakość kosztuje – ta stara prawda sprawdza się i w tym przypadku.

==Radar==

Cena: 4,49 zł za 100 g (w Lidlu)
--------------------------------------


Ocena: 9/10

+ oryginalna polska wędlina
+ specyficzny, bardzo odważny smak
+ wysoka jakość

- cena!